Sport.pl

Kapitan Zawiszy: Liczymy się w grze o awans

. Jeśli będziemy grać na podobnym poziomie jak przeciwko Termalice, nie powinno być źle. Musimy tylko mniej kalkulować i od samego początku atakować i iść za ciosem. Zawisza będzie się liczył w walce o ekstraklasę - mówi kapitan Zawiszy Łukasz Skrzyński.
Wojciech Borakiewicz: Pięć zwycięstw, pięć remisów i ta jedyna porażka - taki jest bilans Zawiszy w I lidze na własnym stadionie. Jak pan go ocenia?

Łukasz Skrzyński, kapitan Zawiszy: Żal mi szczególnie dwóch meczów zakończonych remisami. Mam na myśli najpierw stratę punktów z Olimpią Elbląg na samym początku rozgrywek. To się do odbija do tej pory, bo później ta drużyna ze wszystkimi przegrywała. To nasza strata. Pod koniec rundy jednak Olimpia się przebudziła. Widać, że chce się bardzo utrzymać. Gramy z nią za tydzień. Drugi remis, który boli zdarzył się z Polonią Bytom. To były straty, ale z drugiej strony są wyjazdy w Katowicach i Grudziądzu, gdzie wygrywamy, a oddajemy jeden strzał na bramkę i mamy komplet punktów. Tak więc sądzę, że suma tych strat i zysków jest bliska zeru. Nie ma co narzekać na brak szczęścia, czy też wypominać komuś, że ma fart. Wszystko rozstrzygnie się na boisku i zdecydują piłkarskie umiejętności. A w tej kwestii zarówno po meczu z Termaliką i wcześniejszym z Sandecją trzeba być optymistą. To były nasze dobre spotkania, choć zakończone całkiem różnie.

A jaki jest nastrój po meczu z Termaliką, ostatnim w tym roku na własnym stadionie. Jest w was smutek, czy też żal, bo przegraliście mimo naprawdę dobrej gry.

- Też się zgadzam, że poziom tego spotkania był jak na I ligę bardzo dobry. Nie było kopaniny, ale pilkarska, czysta gra. Momentami miażdżyliśmy przeciwnika, ale to było kiedy przegrywaliśmy już 1:3 i nie było nic do stracenia. Poszliśmy va banque i nie było już czego bronić. Stworzyliśmy bardzo dużo sytuacji, ale trzeba sobie powiedzieć wprost: w defensywie popełniliśmy dużo błędów. Ja sam je robiłem. Po moim faulu, zupełnie niepotrzebnym padła bramka na 1:2. Jeśli chcemy się liczyć w czołówce na swoim boisku nie możemy tracić trzech bramek. W takiej sytuacji nie ma się szans, żeby u siebie zdobyć trzy punkty. No cóż, taki mecz się zdarza każdemu prędzej czy później. Nam akurat w ostatnim spotkaniu w tym roku na własnym boisku, dlatego mi go specjalnie szkoda, tym bardziej, że dzięki temu Termalica wyprzedziła nas w tabeli. Bezpośredni bilans będzie się liczył, dlatego tak mocno walczyliśmy o ten remis.

Defensywa to silna strona Zawiszy w I lidze. W spotkaniu z Termaliką było inaczej. Z czego to wynikało?

- Nie będziemy się czarować, że było inaczej. Tak się czasem zdarza jak w sobotę, że rywal oddaje cztery, czy pięć strzałów na bramkę i padają trzy gole. Do tego jeszcze dwa z nich wpadają po rykoszetach. Pierwszą i drugą bramkę straciliśmy w ten sposób. Ciężko więc analizować, kto popełnił błąd. Trzeba do tego przywyknąć. Tak jak mówiłem, mój faul np. nie powinien się zdarzyć. Staraliśmy się odrobić strat. Trudno, trzeba to przyjąć, tym bardziej, że po drugiej stronie stał mocny i doświadczony przeciwnik.

Czeka zespół jeszcze ostatni pojedynek, w sobotę w Elblągu. Tam jest szansa na zwycięstwo.

- Nie ma więc co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko wziąć do pracy przed ostatnim meczem w Elblągu, żeby przed zimą jeszcze dołożyć punkty. Jeśli będziemy grać na podobnym poziomie jak przeciwko Termalice, nie powinno być źle. Musimy tylko mniej kalkulować i od samego początku atakować i iść za ciosem. Z Termaliką pokazaliśmy dobre widowisko i mam nadzieję, że na wiosnę przyciągniemy na stadion jeszcze więcej kibiców. Zawisza będzie się liczył w walce o ekstraklasę.

Więcej o: