Dlaczego tyczka rajcuje w wieku 74 lat

- Ciągle jestem w tej robocie, bo tyczka mnie rajcuje - mówi Roman Dakiniewicz, nauczyciel dwóch pokoleń znakomitych lekkoatletów Zawiszy. Szykuje już trzecie
Podczas jubileuszu 65-lecia bydgoskiego klubu twórca bydgoskiej szkoły tyczki, której ostatnim, sławnym uczniem, jest mistrz świata Paweł Wojciechowski, został uhonorowany Złotą Odznaką Zawiszy. Poza Dakiniewiczem otrzymał je jeszcze Edmund Milecki - honorowy prezes klubu

Wojciech Borakiewicz: Czterdzieści siedem lat pracy w zawodzie trenera tyczkarzy w jednym klubie. Bije pan rekordy. Jaki jest sekret tej zawodowej długowieczności?

Roman Dakiniewicz: To mnie po prostu jeszcze rajcuje. Ludzie mi mówią, że nie wyglądam na tyle, ale mam siedemdziesiąt cztery lata. Widocznie robota, którą się lubi, dobrze konserwuje. Najważniejsze jest, żeby się w niej nie nudzić. Mnie to jeszcze nie spotkało, bo ciągle patrzę do przodu. Teraz już myślę, żeby wychować następców tych obecnych mistrzów tyczki z Zawiszy: Pawła Wojciechowskiego i Łukasza Michalskiego. To byłoby już trzecie pokolenie, z drugiego są właśnie Paweł i Łukasz, a pierwsi byli Mirek Klimczyk i Mirek Chmara, moi olimpijczycy z Moskwy i Seulu.

Zaczynał pan więc w Zawiszy jako trener w 1964 roku.

- Dobrze pan obliczył te prehistoryczne czasy. Odziedziczyłem grupę z jednym tyczkarzem. Trzeba się było wziąć do roboty. Pięć lat później jeden z moich wychowanków pobił pierwszy rekord kraju. Od tego momentu się naprawdę zaczęło. Zapisuję sobie wszystko w grubym zeszycie. Mam notatki z kolejnych lat, jakie były nabory do sekcji. Kto przyszedł, a potem co robił na zajęciach i jakie robi postępy.

Nadal pan prowadzi swój zeszyt?

- A pewnie. Sądzę, że zapiszę w nim jeszcze trochę stron, bo z pracy nie zamierzam rezygnować. Sukcesy ciągle są, a to także rajcuje - nie powiem. Siedzę sobie na swojej hacjendzie na działce i kombinuję, oglądając nagrania skoków.

Słyszałem, że to pana ulubione miejsce.

- Sam praktycznie wszystko na działce zrobiłem, bo lubię sobie pogrzebać. A w tyczce ciągle trzeba myśleć, bo to bardzo skomplikowana konkurencja. Wszystko, co najważniejsze i decyduje, czy skok się uda, czy nie rozgrywa się w ułamku sekundy. Zawodnik nie ma czasu na myślenie. Czynność trzeba wykonywać automatycznie, żeby umieć maksymalnie ugiąć tyczkę, wykorzystując jej energią. Dobry tyczkarz musi ją czuć i z nią współpracować. Wypracowałem sobie taki model, który działa.

Mówił pan o swoim grubym zeszycie. Trzecie pokolenie ma już w nim swoje strony?

- Są dwaj młodzi chłopacy. Jeden ma 17 lat, jest niezbyt wysoki, ale potrafi pięknie wykorzystać energię tyczki. Chłopak w typie Francuza Lavillenie. Drugi młodszy to, jak mówią o nim, polski Hooker. Jest jeszcze bardzo zdolna dziewczyna. Mam nadzieję, że wyrośnie z niej następczyni Rogowskiej i Pyrek.

Tyczka w domu, tyczka na działce. Czy żona to wszystko wytrzymuje?

- Ma rację mówiąc, że bez tej roboty bym się nudził. Idź na trening, nie siedź smutny w domu - słyszę od niej. I słucham.

Skomentuj:
Dlaczego tyczka rajcuje w wieku 74 lat
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX