Paweł Strąk - piłkarz bez brzucha. Ćwiczy w Bydgoszczy

Paweł Strąk i Marcin Drzymont zjawili się dziś w Bydgoszczy i przeszli badania szybkościowe. W ciągu ostatniego pół roku nie zagrali ani jednego meczu, ale dzięki doświadczeniu i umiejętnościom mogą odgrywać kluczowe role w walczącym o awans do ekstraklasy Zawiszy
Na krytą bieżnię lekkoatletycznej hali Zawiszy Strąk wszedł ubrany w bluzę Górnika Zabrze. Wciąż jest bowiem zawodnikiem śląskiego klubu. - Zawisza to na razie melodia przyszłości. Przyjechałem na badania. Pierwsze wypadły zaskakująco dobrze - mówi. Osiem lat temu jako piłkarz Wisły Kraków prowadzonej przez Henryka Kasperczaka awansował do 1/8 Pucharu UEFA. Ten sam szkoleniowiec ściągnął go w 2009 roku do Górnika Zabrze. Później zarabiający 45 tys. zł miesięcznie piłkarz nie chciał rozwiązać kontraktu, na co naciskał klub. Ubiegły sezon spędził w rezerwach, a w obecnym nie został nawet zgłoszony do rozgrywek. Trenował dwa razy dziennie z drużyną rezerw lub Młodej Ekstraklasy. - Dostałem zgodę na treningi. Będę się przygotowywał z Zawiszą i w międzyczasie będziemy rozmawiać z Górnikiem na temat formy rozstania. To musi być kompromis - tłumaczy Strąk.

W lutym "Fakt" opublikował zdjęcie Strąka z wyjątkowo dużym, jak na sportowca, brzuchem. Zdjęcie obiegło portale internetowe. - Żegnamy piłkarza Strąka - głosiły tytuły. Teraz jego sylwetce nic nie można zarzucić. Piłkarz twierdzi, że zdjęcie zmanipulowano. - Nigdy w życiu tak nie wyglądałem. Mój pięcioletni siostrzeniec też umie pracować w Photoshopie. Moim zdaniem zdjęcie jest nieprawdziwe. Ale nie chcę nic udowadniać dziennikarzom czy opinii publicznej. Nie zależy mi na tym, nie mam 20 lat - tłumaczy. Podobne zdanie ma dr Bartosz Ochmann, który dwa tygodnie temu badał wydolność Strąka, a wczoraj sprawdzał jego szybkość. - Moim zdaniem niemożliwe, żeby to zdjęcie było prawdziwe. Nie zgubiłby takiej tkanki tłuszczowej, a pod tym względem wygląda przyzwoicie - tłumaczy.

Jeśli Strąk zyska uznanie trenera Janusza Kubota, powinien zagrać w Zawiszy. - Jest wola porozumienia między naszymi klubami. W grę wchodzi półroczne wypożyczenie - deklaruje Krzysztof Maj, dyrektor wykonawczy Górnika. - Znam ambicje bydgoskiego klubu. Chciałbym załapać się na ten wózek. Byłoby przyjemnie jeszcze pograć w piłkę - mówi "Gazecie" Strąk. Praktycznie pewny występów w Zawiszy jest Marcin Drzymont. On również w tym sezonie jeszcze nie grał. Trenował jedynie w IV-ligowym Orle Balin. - Chciałem znaleźć klub w ekstraklasie, ale taki się nie zgłosił. Miałem kilka propozycji z I ligi, w tym z Zawiszy. Przed sezonem zadzwonił do mnie trener Kubot, ale Zawisza był beniaminkiem i nie wierzyłem, że będzie walczył o awans - tłumaczy. Kontrakt ma podpisać w przyszłym tygodniu. - Porozumieliśmy się i podpis to tylko formalność. Później odrzuciłem ofertę innego czołowego pierwszoligowca. O Zawiszy słyszałem tylko dobre opinie. Nie chcę być uzupełnieniem, ale piłkarzem, który pomoże w awansie - mówi Drzymont.

Więcej o: