Sport.pl

Szymon Szewczyk podbija włoską ligę

Był w drafcie NBA. Jest gwiazdą włoskiej ligi i polskiej reprezentacji. Wziął ślub w Bydgoszczy i mieszka w Świeciu. - Związała mnie z wami miłość do pięknej kobiety - mówi Szymon Szewczyk


Kiedy rozmawialiśmy, jeden z najlepszych polskich koszykarzy był akurat w swoim mieszkaniu w Wenecji. Zawodowy sportowiec żyje bowiem tam, gdzie akurat gra. - I to przez większość roku. W domu jestem latem na wakacjach przez dwa-trzy miesiące. I to nie zawsze, oczywiście, bo kiedy gra kadra, ten czas się jeszcze bardzo poważnie skraca, do miesiąca, może półtora - opowiada 30-letni zawodnik, który akurat dostał w poniedziałek jeden dzień odpoczynku od treningów, podobnie jak cała jego wenecka drużyna. Zasłużyli sobie wszyscy, bo wygrali z mistrzem Włoch, Montepaschi Siena.

- Beniaminek pokonał mistrza - to wielka sensacja i sukces. Dla mnie to także był bardzo ważny i udany mecz. - opowiada Szewczyk. Był najlepszym koszykarzem swego zespołu. - Dostałem potem od kibiców ich czerwono-złotą flagę z lwami św. Marka - mówi Szewczyk. Na YouTube można zobaczyć krótki film pokazujący tę chwilę triumfu polskiego zawodnika, mieszkańca Świecia. Nasz koszykarz biegnie z symbolem Wenecji wokół hali, w której wiwatują kibice, szczęśliwi po triumfie nad sławnym Montepaschi.

Agnieszka, ślub i Emilio

Szewczyk pochodzi ze Szczecina. Jego tata był świetnym koszykarzem, znakomitym strzelcem, którego rekord w ligowym meczu to aż 48 punktów. SKK Szczecin to także pierwszy klub Szymona Szewczyka. Zaczynał sportową karierę w 1999 r. Potem grał jeszcze w Polsce, w Polpharmie Starogard Gdański, a od 10 lat występuje już za granicą: w Niemczech, Słowenii, Rosji i Włoszech.

- Ze Świeciem i Bydgoszczą związała mnie miłość, a teraz już rodzina i własny dom - opowiada Szewczyk. - Podobają mi się okolice, blisko do wspaniałych Borów Tucholskich. Mam w Bydgoszczy wielu przyjaciół. Jest mi dobrze w tym miejscu - dodaje koszykarz.

Agnieszka i Szymon Szewczykowie wzięli ślub latem 2006 r. w hotelu Pałac w Myślęcinku. - Poznaliśmy się osiem, dziewięć lat temu, ale potem przez półtora roku nie mieliśmy kontaktu. Zadzwonił do mnie, akurat kiedy jako studentka jechałam do pracy w USA. To było chyba przeznaczenie - wspomina Agnieszka. Miała pracować w drukarni w Milwaukee. Szymon także pojechał wtedy za ocean - do tegoż Milwaukee w stanie Wisconsin...

Zespół Milwaukee Bucks wybrał go w drafcie NBA i grał wówczas tam w tzw. lidze letniej NBA. W USA nie został. Przywiózł za to stamtąd żonę.

- Po ślubie najpierw mieszkaliśmy w Świeciu z teściami, którzy oddali nam piętro swego domu. Po roku kupiliśmy własny - mówi Szewczyk.

Ale chyba za często pan w nim niestety nie przebywa? - pytamy.

- W styczniu była okazja, żeby przyjechać aż na tydzień. Moja drużyna akurat nie miała ligowego meczu, więc udało się wykorzystać tę okazję - odpowiada.

- Krótkie pięć dni, a ile jeszcze rzeczy trzeba było pozałatwiać. Nie jest łatwo żyć w ciągłych rozjazdach i latać samolotem z dwójką małych dzieci. Trzeba być jednak razem, inaczej sobie nie wyobrażam. Normalne Boże Narodzenie mieliśmy tylko raz, dwa lata temu, bo przecież liga gra i w tym czasie - mówi Agnieszka.

Córka Wiktoria ma cztery i pół roku. Syn Emilio urodził się w lipcu ub.r. - Jestem teraz w Polsce, bo trzeba było go zaszczepić - tłumaczy mama.

- Synek nas mocno związał z Bydgoszczą. Urodził się w szpitalu miejskim. Było super - wspomina sportowiec.

Cała rodzina dzieli więc swój czas pomiędzy Świeciem a Wenecją. - Ściślej mówiąc, to Wenecją Mestre - dodaje Szewczyk.

Między Wenecją a Świeciem

Każdy, kto samochodem docierał do Wenecji, musiał najpierw przejeżdżać przez Mestre. To lądowa część sławnego miasta, które w sumie liczy około 270 tys. mieszkańców. Tylko niewielka część, około 60 tys., na stałe zamieszkuje wenecką lagunę - cel milionów turystów. Reszta, razem z urzędami, przemysłem itp. żyje w Mestre. Jest tam także siedziba klubu, w którym gra obecnie Szewczyk. oraz sportowa hala zespołu Umana Reyer. - Tylko że my w niej nie gramy. Związana jest z tym długa historia - mówi koszykarz. Beniaminek włoskiej ekstraklasy dostał się do niej dopiero dzięki wyrokowi Trybunału Olimpijskiego. To klub z bardzo długą tradycją - powstał w 1872 r. Na powtórny awans do ekstraklasy czekał aż 16 lat. - Zadzwonili z propozycją kontraktu akurat, kiedy byłem w drodze do Avellino, mojego poprzedniego zespołu we Włoszech. Porozmawiałem najpierw z Avellino i cztery dni później podpisałem umowę z Reyerem - opowiada Szewczyk.

Hala klubu w Wenecji nie spełnia jednak wymogów stawianych przez władze włoskiej ligi. Jest teraz remontowana. Umana Reyer rozgrywa swoje mecze w Treviso. Tam występuje legendarny zespół koszykarzy Benettonu i siatkarze Sisley.

- Nie jest daleko, zaledwie 25 kilometrów. Autostradą jadę ze swego mieszkania 15 minut. Droga z Osielska np. na Łuczniczkę zajęłaby mi pewnie tyle samo czasu - mówi koszykarz.

Polak błyskawicznie wpisał się na karty sportowej historii swej weneckiej drużyny. Zdobył pierwsze punkty w pierwszym meczu w serii A dla Umany Reyer. Było to w połowie października w Sienie. Potem wpisał się jako pierwszy na listę strzelców w spotkaniu przed własnymi kibicami z Bennetem Cantu. Jeszcze więcej radości nasz koszykarz zapewnił gorącym fanom swego zespołu w derbowym meczu z Benettonem Treviso. W ostatniej minucie rzucił celnie za trzy punkty i zapewnił zwycięstwo swojej drużynie 68:67. - To było prawdziwe szaleństwo. Nie zdawałem sobie sprawę, jak ważny to pojedynek dla Wenecji. Kibice przyjechali na niego specjalnie z USA i Niemiec. Miłe dla mnie wspomnienie, że dałem im trochę radości - opowiada Szewczyk. Tak samo było w minioną niedzielę, kiedy biegł z flagą z lwami św. Marka po zwycięstwie nad Montepaschi Siena, a jego zespół awansował już na szóste miejsce.