Medal na olimpiadzie zapisany krwią

Marcin Lewandowski w Kenii

Marcin Lewandowski w Kenii

Jak zdobyć medal na olimpiadzie - trzeba pobierać krew z palca co kilka godzin, mierzyć ciągle tętno i zdecydować, że w domu jest się tylko gościem. Ale przede wszystkim biegać, biegać i jeszcze raz biegać... aż do wyczerpania. Tak jak robi to Marcin Lewandowski
- Sprawdzam tętno spoczynkowe, wysiłkowe, po skończonym wysiłku, przed rozpoczęciem kolejnego odcinka biegu, sprawdzam saturację tlenu i poziom kwasu mlekowego, kinazy keratynowej, potasu, odwodnienie organizmu. Opłaciło się targać z Polski drugą torbę sprzętu i przenośne urządzenie do domowych pomiarów biochemicznych krwi - tak opisuje Marcin Lewandowski nieustanne badania swego organizmu podczas zgrupowania w Republice Południowej Afryki. Są potrzebne, żeby zawodnik mógł uniknąć niepotrzebnych kontuzji. - Dbałem solidnie o dostarczanie tego, co mój organizm potrzebuje. Nie jadam mięsa, bo nie lubię, więc przestrzegam zasad odpowiedniej diety - dodaje sportowiec Zawiszy.

Mistrz Europy z Barcelony na 800 m, czwarty zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata szykuje się do olimpiady w Londynie. Na tegorocznym obozie w RPA przebiegł niemal 500 kilometrów w różnym tempie, czasem aż do niemal skrajnego wyczerpania organizmu.

Jesienią był także w Kenii, tam lekkoatleta Zawiszy trenował m.in. z rekordzistą i mistrzem świata Davidem Rudishą. Do Afryki Lewandowski jeszcze powróci. Po halowych mistrzostwach świata, które rozpoczynają się jutro w Stambule, pojedzie jeszcze raz do Kenii. - Będziemy znowu w Iten, a stamtąd wybieramy się do RPA. Zdecydowaliśmy się znowu na ten wcześniejszy wyjazd do Kenii, żeby zbyt często nie zmieniać klimatu - tłumaczy Tomasz Lewandowski, brat i trener zawodnika. Do Europy wrócą 20 kwietnia.

Na sportowca, który trenuje do najważniejszego startu w życiu, trzeba chuchać i dmuchać. Marcin Lewandowski miał problemy z infekcjami gardła po powrocie z RPA. Wylądował nawet w szpitalu. - To pewnie związane jest ze zmianą temperatur. W Afryce było naprawdę gorąco, a wróciliśmy do mroźnej Europy - opowiada trener. Infekcja się powtórzyła, dlatego przed halowymi MŚ w Turcji Marcin Lewandowski nie został już w Polsce, lecz pojechał do Antalyi, bo tam cieplej. - W środę ja z całą polską reprezentacją lecę do Stambułu. Tego samego dnia przyjedzie także z Antalyi Marcin - informuje jego brat.

Start w halowych mistrzostwach świata to tylko etap przygotowań do olimpiady. Dla Lewandowskiego to debiut w takiej imprezie. - Do tego jeszcze nigdy nie biegaliśmy w takim układzie, że są trzy biegi dzień po dniu, bez przerwy - mówi trener.

Lekkoatleta Zawiszy startuje w czwartek w eliminacjach, w piątek jest półfinał, a w sobotę już finał 800 m. - Biegamy rano. To będzie dziewiąta polskiego czasu. Marcin normalnie o tej porze dopiero wstaje. W Stambule już trzeba będzie być o tej porze pod pełną parą - dodaje Tomasz Lewandowski.

Bydgoski lekkoatleta jest jednym z faworytów do medalu. W tym roku pobił już halowy rekord Polski na 1500 metrów w i swój rekord życiowy w hali na 800 metrów. Ma trzeci wynik na świecie. Najlepszy jest Adam Kszczot, a za nim znajduje się Etiopczyk Mohammed Aman. Groźni będą także w Stambule obaj Kenijczycy: Timothy Kitum i Boaz Kiplagat Lalang (Rudisha nie startuje). - Mistrzostwa to turniej, coś zupełnie innego niż pojedynczy bieg w mityngu. Marcin pokazał, że jest turniejowcem - mówi trener.

Medal w Stambule jest w zasięgu zawodnika Zawiszy. - Taki sukces ucieszyłby, ale najważniejszy jest występ na olimpiadzie - kończy Tomasz Lewandowski.