Upał, plaża, a nasi olimpijczycy ciężko harują [WIDEO]

Poranne bieganie, siłownia, a potem kilometry przepłynięte na wodzie. Tak wygląda każdy dzień polskich wioślarzy i kajakarzy, którzy w Wałczu przygotowują się do Igrzysk Olimpijskich w Londynie
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Prym w tym towarzystwie wiodą sportowcy z Bydgoszczy. - No rzeczywiście, sporo ich. Tylko wśród moich podopiecznych jest aż siedmiu reprezentantów bydgoskich klubów - mówi Wojciech Jankowski, trener naszej wioślarskiej ósemki. Jego podopiecznych spotykamy w siłowni. - Co drugi dzień punktualnie o 10 stawiamy się tutaj i ćwiczymy. Praca jest ciężka, ale mamy swój cel i do niego zmierzamy - tłumaczy Rafał Hejmej. Wioślarz Zawiszy to jeden z najbardziej doświadczonych zawodników naszej osady. Razem z nim w jednej parze trenuje Mikołaj Burda, który stoczył wielki bój, by wrócić do ósemki. Po pobiciu i zdiagnozowaniu krwiaka w głowie jego występ na igrzyskach w Londynie stał pod dużym znakiem zapytania. - Najważniejsze, że nigdy nie straciłem wiary w to, że szybko dołączę do kolegów - zapewnia.

- Jego podejście do sportu i zaangażowanie są na najwyższym poziomie - chwali swojego podopiecznego Wojciech Jankowski.



Gdy wioślarska ósemka ćwiczy na siłowni, niespełna 100 metrów dalej w hangarze tuż nad brzegiem jeziora swój kajak do treningu przygotowuje Piotr Siemionowski. Razem z nim jest oczywiście nieodłączny sparingpartner Piotr Mazur. Obaj reprezentanci Zawiszy znają się doskonale. - Dlaczego z nim trenuję? Bo to fajny gość jest - śmieje się Siemionowski. - Jego poziom sportowy mi pasuje. To nie jest tak, że ścigamy się na każdym treningu, ale współpraca z Piotrem na pewno wychodzi na plus - dodaje kajakowy mistrz świata na 200 m. Humor mu dopisuje, choć w obecnym sezonie los nie jest dla niego najbardziej łaskawy. Przez uraz kciuka Siemionowski przez miesiąc musiał trenować na znacznie mniejszych obrotach. - To już za mną. Na igrzyska jadę po medal - zapewnia. Choć na jeziorze momentami jest spory tłok, to nasi kajakarze wspólnie z trenerem Mariuszem Słowińskim płyną jakby na uboczu. To szkoleniowiec jest reżyserem zajęć. Z motorówki przez megafon co rusz wydaje polecenia.



Jedynymi niezadowolonymi z obecności sportowców wydają się być wędkarze, którzy z linowego mostu łączącego dwa brzegi jeziora próbują łowić ryby. - Trzeba być czujnym, bo jak się człowiek zagapi, to spławik, haczyk i cała resztą odpływają razem z kajakiem przepływającym pod mostem. Czasami przepływają z taką częstotliwością, że nie ma sensu łowić - mówi jeden z nich.

Jako pierwsi Wałcz opuszczą wioślarze. Już za nieco ponad tydzień wyjadą oni do Warszawy na ślubowanie olimpijskie, a zaraz potem wylecą do Londynu. Dopiero po zakończeniu ich rywalizacji na torze w Eton zjawią się kajakarze.