Cała Mrocza była z Adrianem

Zdarzało się, że trenował podnosząc wypełnione cementem opony. Teraz jest mistrzem olimpijskim. Adrian Zieliński z Mroczy pod Bydgoszczą ma złoto w Londynie
Jezdnia przechodzi po skosie przez środek rynku w Mroczy. Z boku, w małych kamienicach mieszczą się kolejno: sklep obuwniczy, bank spółdzielczy, Urząd Miasta i Gminy oraz gabinet kosmetyczny. Na placu 1 Maja trudno na czymś zawiesić oko. Do powiatowego Nakła jest ponad 10 km. Ale najbliższe kino dopiero w Bydgoszczy.

Dwa lata temu na rynku zjawiło się ponad 1,5 tys. osób. Stali w deszczu, czekając na najmłodszego polskiego mistrza świata w podnoszeniu ciężarów. Skandowali: "Adrianowi z Mroczy nikt na świecie nie podskoczy". Z tureckiej Antalyi Adrian Zieliński przywiózł wtedy złoty medal.



Zwycięstwo Zielińskiego było nieoczekiwane, ale o przypadku nie może być mowy. W 2009 r. Tarpan zdobył Drużynowe Mistrzostwo Polski. W przeciwieństwie do innych drużyn, żadnego zawodnika nie kupił. Tytuł zdobył dzięki wychowankom. Historia ciężarów w miasteczku nie jest długa. Sekcja działa od 15 lat. Pierwsze pomieszczenie, w budynku GS-u, zawaliło się, bo ciężka sztanga przebiła podłogę i wpadła do piwnicy.

- Trenowaliśmy w budynku hydroforni. Zimą ćwiczyliśmy w rękawiczkach i czapkach, nie było nawet wody. Jak się chwyciło sztangę, to przyklejała się do rąk, taki był mróz - opowiada Dominik Mikołajczyk, pierwszy trener wszystkich ciężarowców z Mroczy. To z nim pierwsze zajęcia, a raczej zabawy z ciężarkami, miał siedmioletni Adrian. Mieszkał niedaleko, kilka minut spacerem. Do sali przyszedł razem z rok młodszym bratem. Adrian na olimpijskim pomoście stanie dziś, Tomasz będzie dźwigał jutro - odniesie sukces, jeśli zajmie miejsce w ósemce. Trzeci z zawodników Tarpana, Krystian Sroka, jest w polskiej reprezentacji ciężarowców rezerwowym.

Teraz opon wypełnionych cementem już nikt nie nosi, na warunki do treningów w Mroczy trudno narzekać. Dwa lata temu w miasteczku otwarto Ośrodek Przygotowań Olimpijskich dla ciężarowców.

Adrian mieszka na piętrze ośrodka. - To mi w nim imponuje. Jest konsekwentny. Schodzi rano i już jest gotowy do dźwigania - mówi Dominik Mikołajczyk.

Zawodnicy mają wszystko, czego potrzeba. Ale kiedy samorząd zaczął łożyć na niszowy sport, nie wszyscy byli zadowoleni. - W tym roku wypłacimy zawodnikom 120 tys. zł na stypendia. To wielki wysiłek - mówi burmistrz Leszek Klesiński. Z zawodnikami Tarpana pojechał na mistrzostwa Polski w Zakliczynie. - Chciałem zobaczyć ich na żywo. Adrian pokazał wielką klasę. Jego start w Londynie może być ukoronowaniem drogi, którą obraliśmy lata temu. Szanse na medal są wielkie - dodaje.

Na olimpijskim pomoście w Londynie Zieliński zapewne pomyślał o trenerze Ireneuszu Chełmowskim. Trener Irek, jak nazywano go w Mroczy, na mistrzostwa świata w Antalyi pojechał na swój koszt. Spał w pokoju braci Zielińskich na łóżku polowym. Zmarł nagle rok temu. Miał 37 lat. - Adrian i Irek byli ze sobą blisko - mówi Dominik Mikołajczyk.

Ciężary nie są tanim sportem. Kosztuje sprzęt, jeszcze większy wydatek to odżywki. Bez nich na wysokim poziomie trenować się nie da. - Wiele osób pomaga klubowi - mówi burmistrz. Po mistrzostwie świata Adrian Zieliński dostał się do Klubu Londyn 2012. Miał indywidualny plan treningowy, zapewnione najlepsze warunki. On sam chciał się przygotowywać inaczej. Razem z trenerem Jerzym Śliwińskim bez zgody związku dwa razy poleciał do Południowej Osetii. Centrali to się nie spodobało, wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Za wyjazdy Zieliński zapłacił z własnej kieszeni. Na ostatnich mistrzostwach świata był trzeci, w jego kategorii stawka jest wyjątkowo wyrównana. Liczy się każdy kilogram na gryfie. Jeśli z Londynu nie przywiózłby medalu, to temat przygotowań w Osetii na pewno powróciłby.

"Wszyscy dla jednego, jeden dla wszystkich" - tak brzmiało hasło dzisiejszej imprezy na stadionie w Mroczy. Będzie karuzela i wesołe miasteczko, cała impreza zaczęła się już na trzy godziny przed startem Zielińskiego. A po dekoracji prawie wszyscy poszli na dyskotekę. Teraz już czekają na powrót swego mistrza.