Nasza medalistka mocno przeżyła ataki z Poznania. Za Konieczną

Dzień przed finałem K-2 był jednym z najtrudniejszych w życiu Beaty Mikołajczyk. Przeżywała tylko czwarte miejsce w K-4. Musiała także wytrzymać ataki działaczy i sportowców z Poznania.
Poszło im o Anetę Konieczną. Razem z tą zawodniczką bydgoszczanka popłynęła po srebro w Pekinie. Miały także wspólnie wystartować w Londynie, ale Konieczna zachorowała na raka. Trener kadry Tomasz Kryk postanowił, że zamiast Koniecznej wystartuje w dwójce Karolina Naja.

Prezes poznańskiej Warty, Marek Łbik, nie potrafił zrozumieć, dlaczego zawodniczkę z jego klubu usunięto z dwójki i jak jej dawna partnerka, Beata Mikołajczyk, mogła się na to zgodzić. - Koleżanka zostawiła ją w chorobie, to dla mnie niepojęte i to dla mnie największa porażka, już przed startem - atakował Łbik. - To, że trener wysadził Anetę z dwójki, potrafię jeszcze pojąć. To w końcu jakaś polityka startowa, taktyka. Dlaczego jednak koleżanka się na to zgodziła? Przecież stanowiły duet. To jak Aneta dostała w tym roku po d.... to aż trudno opisać. Na dodatek z każdej strony - dodawał prezes Warty. - Wiem, że Beata ciężko to przeżywała. Wszystko do niej dochodziło. Na szczęście potrafiła się także od tego odizolować. Zadziałał mechanizm wyparcia i niesnaski poszły na bok. To mocna psychicznie dziewczyna - opowiada Rakowski.

- Aneta nam zaraz po finale serdecznie gratulowała. Dziękujemy za to. Niestety, na los nie można nic poradzić - dodała w telewizyjnym wywiadzie po czwartkowym finale brązowa medalistka olimpijska z Bydgoszczy.