Wielka feta w Mroczy. Adrianowi nikt nie podskoczy

"Wszyscy dla jednego, jeden dla wszystkich" - tak Mrocza dopingowała Adriana Zielińskiego, gdy zdobywał złoty medal Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Dziś powitali swojego mistrza w domu. Mimo deszczu i późnej pory kibice nie zawiedli.
Mistrz olimpijski w kategorii 85 kg najpierw przyjechał do oddalonego od Mroczy o niespełna 13 km Nakła nad Notecią. Tam wraz z bratem Tomaszem (w Londynie zajął 9. miejsce w kategorii do 94 kg) i z trenerem Jerzym Śliwińskim przesiedli się do kabrioletu i w asyście motocyklistów z Nadnoteckich Sokołów pomknęli do Mroczy. Tam czekały na nich tłumy kibiców, nie mogło być inaczej. Bo mieszkańcy Mroczy to chyba najlepsi kibice ciężarowców na świecie.

Nikt im nie podskoczy

Mieszkańcy tego nieco ponad 4-tysięcznego miasteczka już nie pierwszy raz pokazali, że dla nich warto nie tylko dźwigać ciężary na miarę olimpijskiego złota, ale i przenosić góry.

To w końcu oni dwa lata temu, kiedy Zieliński został w tureckiej Antalyi najmłodszym, bo zaledwie 22-letnim mistrzem świata, czekali w deszczu na rynku. Przyszło 1,5 tys. osób. Skandowali "Adrianowi z Mroczy nikt na świecie nie podskoczy".

Kiedy zdobywał olimpijskie złoto, zagrzewali go do walki na Stadionie Miejskim w Mroczy już na trzy godziny przed tym, jak pojawił się na pomoście. "Wszyscy dla jednego, jeden dla wszystkich" - to hasło imprezy, którą zorganizowali. Z nadzieją na sukces wymyślili nawet dyskotekę. Po dekoracji bawili się prawie wszyscy, w końcu nie co dzień chłopak z sąsiedniej ulicy staje na najwyższym stopniu podium podczas igrzysk olimpijskich.

Dziś na tym samym stadionie witali Adriana. I po raz kolejny stanęli na wysokości zadania. Choć czasu było niewiele, to zespół Mroczanki zdążył napisać dwie piosenki - o mistrzu Adrianie i o podnoszeniu ciężarów. Pobili też rekord frekwencji - już na 3 godziny przed przyjazdem mistrza wytrwale, mimo opóźnienia, czekało na niego 1,5 tys. osób. W momencie, kiedy przybył, w Mroczy nie było chyba nikogo, kto zostałby w domu. W końcu w Mroczy Adriana znają wszyscy.

Fenomen Mroczy

Na czym polega fenomen? Może na tym, że Tarpan Mrocza to klub złożony z "samych swoich". Kiedy w 2009 roku ciężarowcy zdobywali drużynowe mistrzostwo Polski, byli jedynym zespołem, który nie kupił żadnego zawodnika.

I choć historia ciężarów w miasteczku nie jest długa, bo zaledwie 15-letnia, Tarpan może chwalić się nie tylko wynikami, ale i tym, że ma dla kogo zdobywać swoje tytuły.

Pierwsze pomieszczenie, w budynku GS-u, zawaliło się, bo ciężka sztanga przebiła podłogę i wpadła do piwnicy.

Nosił opony z cementem

- Trenowaliśmy w budynku hydroforni. Zimą ćwiczyliśmy w rękawiczkach i czapkach, nie było nawet wody. Jak się chwyciło sztangę, to przyklejała się do rąk, taki był mróz - opowiada Dominik Mikołajczyk, pierwszy trener wszystkich ciężarowców z Mroczy. To z nim pierwsze zajęcia, a raczej zabawy z ciężarkami, miał siedmioletni Adrian. Mieszkał niedaleko, kilka minut spacerem. Do sali przyszedł razem z rok młodszym bratem.

Teraz opon wypełnionych cementem już nikt nie nosi, na warunki do treningów w Mroczy trudno narzekać. Dwa lata temu w miasteczku otwarto Ośrodek Przygotowań Olimpijskich dla ciężarowców.

Adrian imponuje

Adrian mieszka na piętrze ośrodka. - To mi w nim imponuje. Jest konsekwentny. Schodzi rano i już jest gotowy do dźwigania - mówi Dominik Mikołajczyk.

Zawodnicy mają wszystko, czego potrzeba. Ale kiedy samorząd zaczął łożyć na niszowy sport, nie wszyscy byli zadowoleni. - W tym roku wypłacimy zawodnikom 120 tys. zł na stypendia. To wielki wysiłek - mówi burmistrz Leszek Klesiński. Z zawodnikami Tarpana pojechał na mistrzostwa Polski w Zakliczynie. - Chciałem zobaczyć ich na żywo. Adrian pokazał wielką klasę - dodaje. Jego start w Londynie był ukoronowaniem trudnej drogi, którą Mrocza obrała lata temu.

Więcej o: