Mistrz olimpijski kończy karierę. Będzie trenerem

Dwukrotny złoty medalista olimpijski Robert Sycz we wrześniu ma ogłosić oficjalne zakończenie kariery. Jeden z najlepszych polskich wioślarzy w historii chce zająć się pracą z młodzieżą
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

39-letni Robert Sycz to już legenda tej dyscypliny. W dwójce podwójnej wagi lekkiej wspólnie z Tomaszem Kucharskim dwukrotnie - w Sydney w 2000 r. i Atenach w 2004 r. - wygrywał igrzyska olimpijskie.

Planował też kolejny występ w Pekinie (2008 r.), ale słabsza forma sprawiła, że naszej osadzie nie udało się nawet zakwalifikować do igrzysk. Wtedy właśnie karierę zakończył Kucharski. O tym samym myślał też wioślarz LOTTO/Bydgostii.

- Po tej porażce długo rzeczywiście zastanawiałem się, co zrobić. Ale zdecydowałem się nie odchodzić w takim stylu - wspomina Sycz.

Reprezentant bydgoskiego klubu podjął walkę powrotu na szczyt. Tyle że zamiast się do niego zbliżyć, z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej się od niego oddalał.

Zabrakło go też w Londynie. Zamiast na torze regatowym można było go zobaczyć w telewizji w roli eksperta oceniającego występy naszych wioślarzy.

- Oczywiście największe wrażenie zrobił brąz Magdy Fularczyk i Julii Michalskiej. Jak się popatrzy na to, z jakimi one musiały się zmagać trudnościami, to dla mnie one są złotymi, a nie brązowymi medalistkami olimpijskimi. Dziewczyny pokazały, co to charakter - ocenia Sycz.

W Bydgoszczy pojawił się w 1996 r. Najpierw reprezentował Zawiszę, a od 13 lat pływa w barwach LOTTO/Bydgostii, dla której zdobył dwa złota olimpijskie. Przed czterema laty prezes klubu Zygfryd Żurawski podpisał z nim kolejną, czteroletnią umowę. Miała się ona zakończyć sukcesem Roberta Sycza w Londynie.

Tak się jednak nie stało. Czy to oznacza, że Bydgostia rozstanie się ze swoim najlepszym zawodnikiem? Niekoniecznie. - W ciągu kilku, kilkunastu dni podejmę decyzję o dotyczącą swojej sportowej przyszłości. Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości - mówił w poniedziałek Sycz podczas pikniku wioślarskiego zorganizowanego przez jego klub.

Nieoficjalnie wiadomo, że nasz złoty medalista olimpijski decyzję ogłosi po wrześniowych mistrzostwach Polski w sprincie, które odbędą się w Płocku. To będzie już oficjalnie (zapowiadał to też w poprzednich latach, ale zawsze wracał) zakończenie kariery jednego z najbardziej utytułowanych polskich sportowców.

- Powoli dojrzewa we mnie myśl, że przestać być zawodnikiem, a zostać trenerem - mówił w miniony poniedziałek Sycz. Swoją karierę, tym razem szkoleniową, chce rozpocząć w LOTTO/Bydgostii.

- Przede wszystkim czekamy na decyzję Roberta. Gdy ją ogłosi, to oczywiście usiądziemy do rozmów. Zobaczymy, w jakim charakterze chciałby u nas dalej pracować. Jesteśmy otwarci na współpracę - zapowiada Zygfryd Żurawski.

Nie jest tajemnicą, że Sycz przynajmniej na początku miałby się zająć szkoleniem młodzieży. - Z jego sukcesami miałby ogromny autorytet. Kiedyś przychodzi taki moment dla każdego sportowca. Widocznie Robert uznał, że czas na zmiany. I życzmy mu powodzenia - mówi bydgoszczanin Marian Drażdżewski, trener czwórki wagi lekkiej, która w Pekinie stanęła na drugim stopniu podium.