Amerykanka w Polsce: jej najlepszy przyjaciel to kasa mówiąca po angielsku

?Życie w mieście, którego nazwy nie potrafię wymówić? - siatkarka z USA Rachael Adams prowadzi bloga o takiej nazwie. Żyje w Bydgoszczy. Będzie grać w bydgoskim Pałacu
Na szczęście tytuł bloga - "Życie w mieście, którego nazwy nie potrafię wymówić" traci na aktualności z każdym dniem. - Wymowy słowa Bydgoszcz cały czas się uczę. Idzie już całkiem nieźle, prawda? - 24-letnia siatkarka próbuje je wymówić i rzeczywiście jest prawie dobrze.

Do Bydgoszczy przyjechała miesiąc temu. Przygotowuje się do sezonu z drużyną naszego Pałacu. Pierwsze kroki na polskiej ziemi uwieczniła na zdjęciu. Fotografie to główny element jej bloga. Uwiecznia wszystko, co ją interesuje: hot doga, gniazdko w ścianie, sklepową półkę, latarnię uliczną.

Zobacz blog amerykańskiej siatkarki

- Zawsze lubiłam robić zdjęcia, blog jest świetnym usprawiedliwieniem. Do tej pory jej stronę pod adresem myscenicroute.tumblr.com odwiedziło ponad tysiąc osób. - Cieszy każdy gość. Widzę w statystykach, że jest ich coraz więcej. Powód powstania bloga był prosty - Rachael nie chciała opowiadać ciągle tego samego rodzinie i znajomym.

- Taki był zamysł - pisanie dla najbliższych. Nie sądziłam, że inni też będą zaglądać na stronę.

Czytelnicy chętnie komentują wpisy na blogu. To oni namówili siatkarkę do spróbowania jabłek z drzewa rosnącego obok hali Łuczniczki, w której trenuje Pałac.

"Wyglądają pysznie. Widziałam, jak inni wypełniali nimi całe siatki. Te jabłka są jadalne?" - pytała Rachael. Kiedy w końcu spróbowała, nie mogła się ich nachwalić. "Pyszne. U mnie w domu nie ma drzew na ulicy, z których można jeść".

Wśród komentarzy pojawiły się sugestie, że powinna się wybrać np. do baru mlecznego. - Jak tylko będę miała czas, to zrobię to.

Rachael pisze też o swoich obawach. Sporo nerwów kosztowało ją użycie przejściówki i podłączenie komputera do gniazdka. Trzy lata temu we Włoszech spaliła prostownicę do włosów. - Podłączyłam ją do kontaktu i po dwóch minutach była zepsuta. Teraz miałam odpowiednie przejściówki, ale podłączenie komputera to stres. Nie chciałam go przecież usmażyć!

Po tym, jak skończyła zarządzanie i reklamę na Uniwersytecie Teksas w Austin, mogła przebierać w ofertach drużyn siatkarskich. Na mecze jej uczelnianej drużyny przychodziło kilka tysięcy kibiców, ale żeby dalej uprawiać sport, musiała wyjechać do Europy. W Stanach nie ma siatkarskiej ligi. - Miałam oferty z Francji i Szwajcarii. To mój pierwszy sezon w Europie, więc stwierdziłam, że mogę wybrać ciekawy kraj, przygodę - opowiada. Ku zaskoczeniu rodziny i znajomych zdecydowała się na Polskę. - Zaczęły się pytania. Czy znam trenera? Nie. Koleżanki? Nie. Wiem, gdzie jadę? Niezbyt. Umiem wymówić nazwę miasta? Niekoniecznie.

W Polsce podoba jej się prawie wszystko. - Kiedy to mówię, niektórzy są zaskoczeni. Drużyna i trener - świetni. Moje mieszkanie oraz klubowe obiekty - bardzo fajne. Wszystko, co dobrego o was słyszałam, teraz się po prostu sprawdza.

Pisze na blogu o kupnie butów na śnieżną pogodę ("nie pamiętam, kiedy poprzednio miałam zimowe buty"), warzywach na targu ("są fantastyczne, wszystko świeże i tanie"), papierze toaletowym z wiewiórką na opakowaniu ("u nas papier reklamuje się ze szczeniakami, z misiami; wiewiórka niezbyt kojarzy się z miękkością") oraz liczbie samochodów szkół jazdy na ulicach.

- W USA można taki wysyp zobaczyć raz na miesiąc. Ale ja i tak nie mogłabym tu jeździć. Dla mnie ruch uliczny w Polsce wygląda bardzo chaotycznie.

Mocno zaskoczyły ją też wzory ubrań w jednym ze sklepów. - Całe stoisko to rzeczy z motywem amerykańskiej flagi. To dziwne, w USA ludzie ubierają się tak raz w roku, w Dniu Niepodległości 4 lipca.

Największy przyjaciel to na razie bezobsługowa kasa w Tesco. - Kocham to urządzenie. Kiedy stawałam w normalnej kasie, kasjerka zadawała mi pytania, a ja tylko potrafiłam podać jej pieniądze. Kasa głośno mówi po angielsku i ludzie zwracają na mnie uwagę, ale to nie przeszkadza.

Trochę gorzej jest na ulicy. - To chyba było dla mnie największym zaskoczeniem. Ludzie mi się przyglądają, tak było szczególnie na początku. Zaczęłam tracić pewność siebie, bo nawet jadący samochodem patrzą na mnie. Przyzwyczajam się.

Wszystkie niedogodności przyjmuje z uśmiechem. Zdenerwowała się tylko raz, kiedy wsiadła do tramwaju. - Nie wiedziałam, że ten mały bilet mam gdzieś skasować. Inni ludzie nie kasowali, więc pomyślałam, że może wystarczy go kupić. Kontroler był nieustępliwy, dostałam mandat.

Różnic jest wiele, problemem była rozpiska na siłowni. - Trochę mi zajęło, zanim zrozumiałam, jaki jest format zapisywana dat. A godziny typu 18 czy 20 zawsze muszę liczyć, całe życie korzystałam z zegarów 12-godzinnych.

Niektórzy sportowcy z USA, którzy występowali w bydgoskich drużynach, świetnie się u nas zaaklimatyzowali. Tak było z koszykarką Lori Crisman - ulubienicą kibiców Artego. Z kolei Dante Swanson z Astorii na parkiecie był świetny, ale poza nim spał, oglądał telewizję i jadł w McDonaldzie. Koszykarka Kristen Morris tak bardzo tęskniła za domem, że kiedy wyjechała na przerwę świąteczną, do Polski nie wróciła.

Rachael to raczej nie grozi. - Na studiach byłam 7 miesięcy poza domem. W takiej sytuacji musisz cieszyć się z różnic. To, że nie ma tu czegoś, co znam z USA i lubię, może być powodem do radości, a nie do zmartwień. Słyszałam, że niektóre siatkarki cierpią w Europie, bo nie są otwarte na nowe doświadczenia. Ja chcę się nauczyć jak najwięcej.