Sport.pl

Polski siatkarz: Mamy swojego generała. Przyjechał do Polski razem z nimi

- Mamy ochronę. Kieruje nią emerytowany generał armii izraelskiej. Do Polski też z nami przyjechał - opowiada o grze w siatkówkę w izraelskim klubie Hapoel Akka, polski zawodnik Sebastian Pęcherz.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Przyjechał do Bydgoszczy, bo jego Hapoel Mate-Asher Akka grał w Challenge Cup z Delectą. Ten pojedynek zakończył się dwoma szybkimi porażkami 0:3 z trzecim zespołem PlusLigi. W pierwszym meczu, w ostatnim secie, ekipa z Izraela zdobyła tylko 9 punktów.

Wojciech Borakiewicz: Musieliście zagrać oba mecze w Bydgoszczy. Tak zdecydowała CEV, Europejska Konfederacja Siatkówki. Czy to z powodu konfliktu w Strefie Gazy?

Sebastian Pęcherz: - Nic takiego. Powody są prozaiczne, CEV nie pozwala nam grać w Akce z powodu hali, a nie wojny. Jest o metr za krótka. Koszt wynajęcia innego obiektu w Izraelu to na polskie pieniądze około 30 tys. złotych. Taki wydatek na dwa dni: trening i mecz, to za dużo dla klubu. Było taniej porozumieć się z Delectą, żeby przyjechać na dłużej i zagrać w Bydgoszczy dwa mecze. Ucieszyłem się z tego powodu, bo mogę odwiedzić syna.

Nie czuje pan napięcia związanego z wojną?

- Sytuacja w kraju jest napięta, ale ja tego zupełnie nie odczuwam. Powiem więcej, Izrael to kraj, w którym czuję się najbezpieczniej. Mam pięć minut do plaży nad Morzem Śródziemnym i chodzę tam często. Dlatego nie namyślałem się wiele, kiedy Hapoel zaproponował mi latem przedłużenie kontraktu na następny rok.

Czy w siatkówkę w Izraelu gra się na poważnie?

- W tym kraju to sport półprofesjonalny. Na to ma jednak wpływ sytuacja w kraju. Każdy Izraelczyk, który ma osiemnaście lat, musi odsłużyć trzy lata w wojsku. Młodzi chłopacy, którzy powinni w tym czasie dojrzewać siatkarsko, tracą te trzy lata. Dlatego poziom siatkówki i ligi nie jest wysoki. Są trzy zespoły, które się liczą w walce o mistrzostwo.

Choć wstęp na mecze jest darmowy, hale świecą pustkami. W Polsce zresztą znajdzie się zresztą mnóstwo gimnazjów, które mają lepsze sale do gry niż ligowe zespoły w Izraelu. U nas w Akce mamy na szczęście, jak dla mnie, idealny obiekt. Brakuje na podłodze terafleksu, ale tam na taką nawierzchnię klubów nie stać.

Siatkarze-żołnierze w ogóle tracą kontakt ze sportem?

- Idą do armii, ale oczywiście trenują. Jednak tylko raz dziennie, nie więcej. Nie pozwala na to służba w armii. Siłą rzeczy więc nie mogą się rozwijać. Mamy w zespole kilku młodych chłopaków po 18-19 lat, którzy służą w armii. Nasz rozgrywający jest w takiej sytuacji.

Normalnie noszą karabiny i chodzą na patrole?

- W sumie raczej głównie parzą kawę swoim dowódcom, ale karabiny oczywiście także mają.

Nie jeździcie na mecze w konwojach?

- Są konwoje policyjne, ale dzięki nim szybciej się po prostu jedzie. Klub ma swoją ochronę. Szefem jest były generał, który prowadzi własną firmę ochroniarską. Jest z nami tutaj w Bydgoszczy.

Więcej o: