Lekkoatletyka. Mistrz świata Paweł Wojciechowski skacze w przeszłość

Paweł Wojciechowski próbuje skoczyć 5,35 w Londynie

Paweł Wojciechowski próbuje skoczyć 5,35 w Londynie (Fot. MARK BLINCH REUTERS)

Po nieudanym roku olimpijskim mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski wrócił do swojego pierwszego szkoleniowca Romana Dakiniewicza. - Spodziewałem się mniej drastycznej zmiany - mówi prezes PZLA Jerzy Skucha.
- Rozstanie przyjacielskie. Paweł z trenerem Włodkiem Michalskim powiedzieli sobie pewne rzeczy, a potem poszli na trening. Trener do syna Łukasza, a Wojciechowski do Romana Dakiniewicza. Drugiej hali im nie wybudujemy. Muszą pracować razem - powiedział szef Stowarzyszenia Lekkoatletycznego WKS Zawisza Bydgoszcz Wincenty Dybalski.

Dakiniewicz to jeden z najbardziej doświadczonych w Polsce specjalistów. Jego wychowankami byli Mariusz Klimczyk (6. na igrzyskach w Moskwie) i Mirosław Chmara - posiadacz rekordu Polski, który przetrwał aż 23 lata i został pobity przez Wojciechowskiego w ubiegłym roku.

On sam trenował u Dakiniewicza jako kilkunastoletni chłopak i zdobył cztery lata temu srebrny medal mistrzostw świata juniorów. Przed dwoma laty zaczął pracować z Włodzimierzem Michalskim i szybko osiągnął sukcesy. W 2011 roku najpierw pobił rekord Polski (5,91 m), a potem w Daegu zdobył sensacyjnie złoty medal mistrzostw świata. Łukasz Michalski zajął w tamtym konkursie czwarte miejsce.

Później Wojciechowskiemu częściej towarzyszyły kontuzje niż sukcesy. To główny powód decyzji podjętej przez mistrza świata. Najlepszy wynik tegoroczny - tylko 5,62 m w czerwcu. Pojechał na igrzyska olimpijskie w Londynie na własną prośbę, mimo braku minimum. Występ skończył się fiaskiem. Nie pokonał w eliminacjach żadnej wysokości.

Rozmowy w bydgoskim klubie o powrocie Wojciechowskiego do Dakiniewicza rozpoczęły się na początku tygodnia i we wtorek zawodnik już z nim ćwiczył.

- Paweł szuka nowego bodźca. Ma do tego pełne prawo jako dojrzały zawodnik. Przeżyliśmy ze sobą piękne lata. Ostatni sezon zakłóciły kontuzje - mówi trener Michalski. - Tak jak trafił do mnie nieoczekiwanie, tak teraz odchodzi. Nie ma między nami żadnych niesnasek. Będę go zawsze wspierał - dodaje.

- Spodziewałem się mniej drastycznego kroku. Sądziłem, że Paweł znajdzie się pod wspólną opieką obu trenerów i w ten sposób cała grupa będzie pracować - mówi Skucha.

- PZLA będzie interweniować? - pytamy prezesa związku.

- Paweł to utytułowany zawodnik i uszanujemy jego decyzję. Zresztą wraca do swego pierwszego trenera, z którym się doskonale znają. Trener Michalski zawsze wypowiadał się o Romanie Dakiniewiczu z ogromnym szacunkiem - odpowiada Skucha.

- Paweł wraca niejako do źródeł - mówi Dakiniewicz. - Razem będziemy się szykować do igrzysk w Rio de Janeiro - mówi Dakiniewicz. Zimą Wojciechowski będzie leczyć uraz, przeciążeniową kontuzję kolana. Żadnych startów. - Mam filozofię, żeby zawodnika nie przeciążać. Jestem przekonany, że Paweł dojdzie do wielkiej formy. Będzie miał w grupie partnera i kilku młodych chłopaków, których także szykuję do wysokiego skakania - dodaje trener Zawiszy.

Najważniejszą imprezą letniego sezonu będą mistrzostwa świata w Moskwie, na których Wojciechowski powinien bronić złotego medalu z Daegu. - Liczę na powrót Pawła do tamtej formy i wysokie skakanie, wyższe niż poziom 5,70 - mówi prezes PZLA.