Gortat? On jest słaby - twierdzi gwiazda żeńskiej koszykówki

Najważniejsza rzecz w życiu? Koszykówka. Najciekawsza sprawa? Też koszykówka. Nawet pies najlepszej zawodniczki polskiej ekstraklasy - Julie McBride - wabi się Hoops - a słowo to w slangu amerykańskich sportowców oznacza koszykówkę.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

- Mam 30 lat i tylko 163 cm wzrostu. Nie jestem najszybsza i nie potrafię skakać - mówi o sobie Julie McBride. Jak to więc możliwe, że jest najlepszą zawodniczką polskiej ligi?

- Wszystko zależy od tego, co masz w głowie. Wygrywam dzięki mentalności - tłumaczy.

Amerykanka dominuje na parkietach w Polsce od pierwszego meczu w PLKK. Zdobywa najwięcej punktów, zalicza najwięcej asyst. W grze zespołu Artego Bydgoszcz, rewelacji sezonu, wszystko zależy od niej.

A oto wszystkie gwiazdy bydgoskiego Artego



Każdy rywal wie, że kluczem do powstrzymania drużyny z Bydgoszczy jest zatrzymanie McBride. Przeciwnicy próbują wszystkiego - kryją agresywnie, skupiają na Amerykance wszystkie siły. Jednak do tej pory w Polsce nikomu nie udało się jej zatrzymać. - Zachowując proporcje, to sytuacja jak z Michaelem Jordanem. Też wszyscy go mieli rozpracowanego. W teorii wiedzieli, co zrobi, a nie mogli temu zapobiec - mówi Tomasz Herkt, trener Artego.

Polski paszport już blisko

Po sześciu latach dobrych występów w Turcji McBride w poprzednim sezonie trafiła do Chorwacji. Znowu sprawdziła się jako liderka, brylowała w Eurolidze, zdobyła mistrzostwo kraju. Z propozycją kontraktu zgłosiły się do niej kluby z Rosji. Jako jedyne na kontynencie nie odczuwają skutków kryzysu. Rosjanie gotowi byli zapłacić trzy razy więcej niż Artego. McBride wybrała jednak Bydgoszcz.

- Chodzi o dwie sprawy. Możliwość dostania polskiego paszportu i walkę o mistrzostwo - mówi. Temat polskiego obywatelstwa pojawił się rok temu, kiedy agent zawodniczki skontaktował się z trenerem polskiej kadry. Polką była prababcia koszykarki. Wie, że mieszkała na terenie Królestwa Polskiego, w zaborze rosyjskim, ale dokumenty zaginęły. - To, że mam polskie korzenie, bardzo pomaga. Przecież nikt nie dostaje obywatelstwa ot, tak - mówi. Kiedy tłumaczę, że w Polsce sportowcy otrzymują paszport tylko po to, żeby grać w reprezentacji, jest zdziwiona. - Ale chyba w żeńskim sporcie to się nie zdarza, prawda? - pyta.

Wczoraj do Urzędu Wojewódzkiego trafiły kolejne dokumenty, z aktem urodzenia zawodniczki włącznie. Swoje poparcie zadeklarowała koszykarska centrala. - My w tej procedurze bezpośrednio nie uczestniczymy. Ale kiedy Ministerstwo Sportu zapyta nas o opinię, taki wniosek poprzemy - mówi prezes PZKosz Grzegorz Bachański. - Wiem, że minister sportu o mnie słyszała i z tego co wiem, wszystko jest na dobrej drodze. Ale nie chcę zapeszyć - dodaje McBride.

Za stalkerami nie tęskni

W Turcji McBride była gwiazdą nie tylko na parkiecie, ale też poza boiskiem. - Ludzie ciągle coś ode mnie chcieli, zdjęcie, autograf - opowiada. Dostawała nawet listy miłosne. Jeden z 15-letnich kibiców pisał, że przez nieszczęśliwą miłość do koszykarki ma myśli samobójcze. - To było szaleństwo. W Polsce nikt na ulicy mnie nie rozpoznaje, nie tęsknię za tym - mówi.

Polska liga koszykarek jest mało popularna i jeszcze przechodzi głęboki kryzys. Spada poziom, mecze są często jednostronne, ogląda je garstka kibiców. Wszystko przez brak pieniędzy. W tym roku dwie drużyny nie przystąpiły do rozgrywek, kolejna wycofała się w trakcie sezonu. - To prawda, że poziom kilku drużyn jest fatalny. Ale nie chcę narzekać, jestem tylko zawodniczką. Wiele dziewczyn, moich koleżanek z boiska, jest teraz w domu, w USA. W zeszłym roku grały w Europie, teraz nie mają pracy - opowiada. Ogromne problemy finansowe przeżywają kluby z Hiszpanii, Grecji, Turcji, a nawet Włoch.

W polskim klubie cała gra zespołu zależy od niej. Rzadko zdarza się, że trener Herkt dyktuje, która zagrywka ma być zrealizowana w kolejnej akcji. - Rozumiemy się. Trener mi ufa, a ja ufam jemu. Raptem kilka razy w czasie meczu zerkałam na niego, żeby sprawdzić, czy myślimy o tym samym - mówi. - Podstawowa sprawa to boiskowa inteligencja. Julie rozumie, co się dzieje na boisku i wie, jak przechytrzyć rywali - wyjaśnia Tomasz Herkt i podkreśla jej podejście do zawodu. - Zacznijmy do tego, że Julie przyjechała do nas dobrze przygotowana fizycznie, ćwiczyła. Gdyby była tylko dobra technicznie, a nie miała "prądu", to i tak wolałaby o butlę z tlenem - mówi. W ważnych meczach McBride nie schodzi z parkietu nawet na chwilę. Zdarzało się, że przez cztery kolejne mecze ani na chwilę nie usiadła na ławce.

McBride gra przede wszystkim szybko. Wie, kiedy należy rzucić, a kiedy podać. - Koszykówka jest prostą grą. Niektórzy niepotrzebnie ją komplikują. Osobiście lubię sposób gry NBA - jeden na jeden, izolacje, kontry. Niektórzy chcą spowalniać grę, tłumaczą, kto ma gdzie pobiec, z kim się zamienić. Szczerze? Dla dziewczyn to już za dużo. Nie komplikujmy prostej gry - tłumaczy.

Pomaga Hoops

Zmiana kraju po sześciu latach w Turcji nie była dla niej problemem. - Z przyjaciółmi rozmawiam codziennie. Ale na pierwszym miejscu w moim życiu jest koszykówka. Za rodziną tęsknię, ale kiedy przestanę grać, to będę codziennie z rodziną - opowiada. O końcu kariery nie myśli, ale w jej przedłużeniu na pewno pomoże polski paszport. Jako zawodniczka z europejskiego kraju, będzie mogła liczyć na lepsze oferty. - Dzień, w którym poczuję, że jestem zmęczona, będzie moim ostatnim. Uwielbiam rywalizację. Jasne, że są gorsze dni. Samo to, że przez osiem miesięcy w roku przebywamy w grupie 15 osób nie jest łatwe - mówi.

Do Polski przyleciała z jamnikiem. - Na imię ma Hoops, to slangowe określenie koszykówki. To mój osobisty bohater - mówi. Pies leciał z koszykarką nawet na Boże Narodzenie do USA. Siedział w torbie pod siedzeniem.

Na boisku Julie to lider. Nie dość, że jako playmaker jest najczęściej przy piłce, to krzyczy, mobilizuje koleżanki, gra z uśmiechem na ustach.

- Na boisku widać, kto kocha koszykówkę. Chodzi o pasję. Nigdy nie wiesz, czy to nie jest twój ostatni dzień na boisku. Dlatego zawsze gram do końca - tłumaczy.

McBride często dyskutuje z sędziami. Czasami robi to z uśmiechem, ale zdarza się, że emocje biorą górę, a sędziowie odgwizdują kolejny faul techniczny. - Część sędziów w Polsce nie jest sędziami FIBA. Nie znają przepisów. To jest słabe - mówi.

Marcina Gortata także zbytnio nie poważa. - Weźmy na przykład tego Polaka z NBA. Jak on się nazywa? Gortat? Przecież jest słaby, zwyczajnie słaby. Trzeba mu było zapłacić, żeby grał w reprezentacji. Ubezpieczenie? To jakaś bzdura. Te pieniądze można było wydać lepiej - irytuje się. Jej zdaniem Polska powinna iść drogą Rosji i Turcji. - Sponsorzy to jedno, ale potrzebne jest wsparcie od federacji, rządu - tłumaczy.

Dlaczego koszykarka z Nigerii Polką być nie musi



O tym, gdzie zagra na rok, McBride nie chce mówić. - Klub zna moje zdanie. Rozmawiamy - mówi. Nie ukrywa, że przekonać może ją gra w europejskich pucharach. Dobry wynik na koniec sezonu będzie oznaczał możliwość gry w Pucharze Europy, drugich po Eurolidze najważniejszych rozgrywkach na kontynencie. Nie wiadomo, czy w klubie znajdą się na to pieniądze.