Sport.pl

Mistrz świata nie może skakać. Obrona tytułu pod znakiem zapytania

Czy tyczkarz Paweł Wojciechowski będzie mógł latem w Moskwie bronić złota mistrzostw świata? To bardzo niepewne. Leczy się od listopada. Dopiero dwa tygodnie temu zaopiekowali się nim lekarze z centrali PZLA.
- Zdenerwowałem się, bo Paweł to nie jest byle kto. To nasz jedyny mistrz świata. Trzeba na niego chuchać i dmuchać - powiedział portalowi bydgoszcz.sport.pl Sebastian Chmara, zastępca prezydenta Bydgoszczy i wiceprezes PZLA, który interweniował w sprawie lekkoatlety Zawiszy w Warszawie.

Wojciechowski od listopada próbuje wyleczyć chore kolano. Dwa tygodnie temu, po reakcji Chmary, trafił wreszcie na konsultację do stołecznej kliniki.

Dlaczego tak późno centrala PZLA zaopiekowała się mistrzem świata w skoku o tyczce? - zapytaliśmy prezesa PZLA Jerzego Skuchę.

- O sprawy medyczne proszę pytać dr. Krzywańskiego. On zna temat. Nie chciałbym się wypowiadać w kwestiach lekarskich. Wiem, że Paweł wcześniej był leczony w Toruniu. Teraz opiekują się nim specjaliści z Warszawy. To wszystko, co wiem - odpowiada Skucha.

PZLA się broni

Lekarz PZLA Jarosław Krzywański odpiera zarzuty - Nie przejęliśmy go za późno. Był wcześniej pod dobrą opieką.

Kolejne decyzje w sprawie leczenia kontuzji tyczkarza ciągnącej się od listopada zapadły jednak w stolicy bardzo szybko. W środę w warszawskiej klinice przeszedł zabieg wszczepiania komórek macierzystych w chore kolano. Wyhodowano je z pobranej od Wojciechowskiego tkanki tłuszczowej. Ściągano ją z brzucha oraz ud. Zostały po tym siniaki - Przyjemne to nie było, ale da się wytrzymać - opowiada mistrz świata.

Przypomnijmy, że najlepszy tyczkarz MŚ z Daegu próbował skakać po raz ostatni w sierpniu, na igrzyskach w Londynie. Zresztą cały ubiegły sezon był dla niego pasmem kontuzji i nieudanych prób powrotu do wielkiej formy, zakończonym niezaliczeniem żadnej wysokości na olimpiadzie.

- Uraz kolana, który mu dolega, to efekt przeciążeń. Trzy lata ciężkich treningów dają się Pawłowi teraz we znaki. On ma delikatną budowę. To nie to, co silny jak tur Łukasz Michalski - mówi Roman Dakiniewicz, trener Wojciechowskiego. Zajmuje się nim ponownie od połowy grudnia. Mistrz świata zrezygnował wtedy ze współpracy z Włodzimierzem Michalskim, z którym zdobył w 2011 roku mistrzostwo świata i poprawił rekord Polski.

- Przedwcześnie jeszcze mówić, jakie będą efekty leczenia zawodnika - stwierdza Krzywański.

W grę wchodzi nawet operacja, ale dopiero jesienią, po zakończeniu lekkoatletycznego sezonu.

- Po tym zabiegu wszystkie problemy mogłyby zniknąć - mówi Dakiniewicz

- Zabieg operacyjny to jedna z możliwości, ale wszystko zależy od skutków, jaki przyniesie obecne leczenie - dodaje Krzywański.

Moskwa pod znakiem zapytania

Na razie Wojciechowski może ćwiczyć tylko mięśnie grzbietu, brzucha i rąk. - O skakaniu nie ma oczywiście mowy. Dochodzenie do pełnego rozbiegu z 16 kroków musi potrwać. Będziemy to robić ostrożnie i delikatnie - wyjaśnia Dakiniewicz. W hali mistrz świata nie wystartuje. Od 1 marca zaczyna 10-dniowe zgrupowanie w Zakopanem.

- Potem czeka nas przymiarka do startu w tegorocznych mistrzostwach świata w Moskwie - mówi trener złotego medalisty. I to będzie ostrożna przymiarka. Jest możliwe, że Wojciechowski nie będzie bronić złota z MŚ 2011 r.

- Najważniejsze są Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro - tłumaczy trener.

Nie tylko mistrz świata przeżywa problemy. Polscy tyczkarze, którzy byli sensacją dwa lata temu, są w kryzysie. Łukasz Michalski, czwarty zawodnik MŚ z Daegu także zapisał na igrzyskach w Londynie porażkę w swej sportowej karierze. Zabolała go mocno, bo poświęcił rok studiów na medycynie na rzecz przygotowań do olimpiady. Zimą tego roku skoczył tylko 5.00. Najlepsi na świecie są: Francuz Renaud Lavillenie (5,92 m) i Niemiec Bjoern Otto (5,90 m).

Więcej o: