Zastępca prezydenta miasta: Nie można się zachłysnąć sukcesami

Pomysł z powołaniem biura ds. sportu w ratuszu upadł. Powstanie nowy wydział zajmujący się tylko sportem. To efekt protestów klubowych działaczy. - Więcej etatów jednak nie będzie - zapewnia Jan Szopiński, który po odejściu Sebastiana Chmary do ministerstwa zajmuje się w ratuszu sportem


Wojciech Borakiewicz: Prezydent Rafał Bruski zamierzał powołać nowe biuro ds. sportu na kształt działającego już miejskiego biura kultury, ale...

Jan Szopiński (zastępca prezydenta Bydgoszczy):... ale będzie wydział, a nie biuro. Okazało się, że sama nazwa "biuro" nie odpowiadała środowisku sportowemu w mieście. Prezydent zmienił decyzję. Zgłaszano do niego, że lepszy byłby jednak osobny wydział sportu. Przystał na to.

Czy to oznacza, że w ratuszu będzie więcej urzędników?

- Nie ma żadnego etatu więcej ponad to, co funkcjonowało w dotychczasowym wydziale sportu i promocji. Nie zatrudniamy nikogo, wręcz przeciwnie - przyjrzymy się obecnemu zatrudnieniu.

Pozostawmy na boku sprawę urzędu. Sport w Bydgoszczy, jego wyniki i działania ratusza zostały świetnie ocenione przez bydgoszczan w niedawnym badaniu opinii publicznej. Mieszkańcy miasta są dumni z tych osiągnięć. Coś w tej dziedzinie trzeba jeszcze poprawić albo w miarę szybko wykonać, żeby było jeszcze lepiej?

- Nie można się zachłysnąć sukcesami, bo wtedy się zostaje w tyle - to zasada podstawowa. Jeśli chodzi o system kształcenia młodzieży, to powołaliśmy dwie szkoły mistrzostwa sportowego i one mają zadanie kształcić młodych sportowców. Drugą ważną sprawą, którą rozpoczął mój poprzednik Sebastian Chmara, jest przekształcanie spółek sportowych należących obecnie do miasta. Po znalezieniu inwestora dla Zawiszy pozostały dwie takie spółki: Delecta i Polonia. Zakładamy, że miasto sprzeda swoje udziały. W spółce Delecta rozpoczęliśmy taki proces. Działamy, żeby wyczyścić ją z elementów majątku, które byłyby obciążeniem w wypadku sprzedaży.

Wiem, że chodzi o jakiś grunt, który jest częścią majątku spółki Delecta.

- To prawda. W majątku spółki jest działka na Wyżynach. Zdecydowaliśmy, że kupi ją miasto, oczywiście po wycenie rzeczoznawców.

Czy to coś cennego, co będzie dużo kosztować budżet?

- Nie. To jest trawnik. Gdyby było inaczej, powiedzielibyśmy klubowi: Sprzedajcie, będziecie mieli majątek. Ale jest inaczej. Po zbyciu działki będzie można rozpocząć negocjacje z inwestorami.

Kiedy się to stanie?

- Do czerwca przygotujemy spółkę do sprzedaży. Zakładam, że w ciągu kilku następnych miesięcy zrealizujemy ten plan.

Czyli do końca roku można się spodziewać, że Delecta przestanie być miejską spółką?

- To jest możliwe.

Ze sprzedażą Polonii już tak łatwo nie pójdzie.

- Jest z tym większy kłopot, to prawda. Na szczęście w Polonii pojawiły się sygnały, że idą tam zmiany na lepsze, a klub staje się bardziej samodzielny. Po pierwsze, miasto i klub razem biorą na swoje barki ryzyko związane z kredytem wziętym w ubiegłym roku. Polonia wzięła ten kredyt sama, ale w przypadku, odpukajmy w niemalowane, nieudanej operacji, miasto jest gwarantem zwrotu pieniędzy bankowi. Wierzę jednak, że wszystko skończy się dobrze. To samo jest z Grand Prix. Klub sam podpisał umowę z firmą BSI. Szacunek budzą działania nowego kierownictwa Polonii. Pokazują, że nie tylko w miejskiej kasie trzeba szukać pieniędzy. Miejsce w ekstralidze ma swoją wartość. Podpisali umowę sponsorską ze Składywęgla.pl. Poszukali firmę, która będzie obsługiwać gastronomię na stadionie i czerpać z tego korzyści. Wizerunek klubu jest na pewno lepszy, niż był.

W sobotę początek rundy wiosennej piłkarzy Zawiszy. Wierzy pan w awans?

- Żadnego czarnego scenariusza nie rozpatrujemy, choć to sport i operacja "Ekstraklasa" może się nie powieść. Zawisza liczy się w grze o awans. Dziś zakładamy sukces, trzymamy za to kciuki i we wtorek modliliśmy się za to na to mszy z piłkarzami i kibicami.

Czy ratusz zwrócił pieniądze, których domagał się właściciel Zawiszy, Radosław Osuch?

- Problem został ujawniony w ubiegłym roku. Wina nie leży ani po stronie ratusza, ani właściciela klubu. Zostało to załatwione i zapisane w ratach, jakie zgodnie z umową ratusz wypłaca spółce w tym roku budżetowym. Nie stanowi to źródła sporu.

Miasto rozdaje pięciu zawodowym klubom ponad dw12 milionów złotych z budżetu. To dużo jak na możliwości Bydgoszczy i sporo więcej niż przekazują większe i bogatsze ośrodki.

- To rzeczywiście bardzo dużo i maksimum tego, co można wydać na finansowanie i promocję poprzez sport. Więcej ich nie będzie, natomiast jest pewność, że Bydgoszcz nie rezygnuje ze wspierania sportu. Są miasta bogatsze niż nasze, które tak zrobiły, doprowadzając do niepowetowanych strat promocyjnych. Nasze drużyny natomiast dobrze się z zadania promocji Bydgoszczy wywiązują. Efekty są, i chyba większe, niż się spodziewaliśmy. Gdyby ktoś mi przecież powiedział kilka miesięcy temu, że Delecta wygra rundę zasadniczą, a Artego będzie drugie, postawiłbym dwa szampany. Teraz ściskamy kciuki za ich udaną walkę o podium oraz awans piłkarzy do ekstraklasy.

Rozmawiał Wojciech Borakiewicz