Sport.pl

Hiszpanie grają w bydgoskim klubie. Jeden jest z Katalonii

Przyjechali z Hiszpanii studiować w Collegium Medicum. Grają także w Bydgoszczy w piłkę. Chcieli spróbować w Zawiszy, ale nie mogli trafić na trening. Znaleźli się w końcu w Polonii
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz » Poprzedni obcokrajowiec występował w Polonii w 1951 roku. I był to nie byle kto, tylko reprezentant Węgier Rudolf Patkolo.

- W czasie II wojny wywieziony został do Niemiec na prace przymusowe. Tam poznał Polkę i już w 1945 roku przyjechał do naszego kraju. Do Polonii trafił z ŁKS Łódź - mówi Sławomir Wojciechowski, znawca historii bydgoskiego klubu.  Jeszcze w 1951 roku Patkolo został piłkarzem Wisły Kraków, a później, po otrzymaniu naszego obywatelstwa, zadebiutował w reprezentacji Polski.  - Do ciekawostek można zaliczyć też sprawę z 1937 roku. Wówczas w drużynie pojawił się Niemiec Klaus Wieske. W tej sprawie musiał się specjalnie zebrać zarząd klubu. Działacze zgodzili się na przyjęcie go do drużyny. Musieli podjąć specjalną uchwałę, Bo statut zakładał, że w Polonii mogą grać tylko Polacy - dodaje Wojciechowski. Tym razem zarząd nie musiał się zbierać. Dwójka Hiszpanów: Cristobal Bertolin Prada i Pedro Palomino na treningu Polonii pojawili się jeszcze jesienią. Zanim jednak tam trafili, swoje pierwsze kroki skierowali na ulicę Gdańską, próbując dostać się do drużyny rezerw Zawiszy. Kilka razy dostali SMS-y, gdzie mają się pojawić na treningu. - I za każdym razem nikogo nie było, tłumaczono nam, że to pomyłka. Potem przez przyjaciół usłyszeliśmy o Polonii. To świetny klub - mówi Bertolin Prada. - Przyszli i zapytali, czy mogliby z nami ćwiczyć. Akurat trwał okres roztrenowania. Ponownie spotkaliśmy się na początku tego roku. I zostali u nas. Hiszpanie w polskiej IV lidze to niespotykany widok - mówi Maciej Karabasz, trener Polonii.  Jak to się w ogóle stało, że dwójka Hiszpanów trafiła nad Brdę? - Do Polski przyjechaliśmy we wrześniu. Studiujemy fizjoterapię na Collegium Medicum. Francja czy Włochy są bardzo podobne do Hiszpanii. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego - opowiadają.  Obu spotykamy na jednym z wieczornych treningów. Cristobal Bertolin Prada zakłada czerwoną bluzę Gimnasticu Tarragona, którego jest wychowankiem, i biało-czerwoną czapkę Polonii. - Śnieg? Na początku było wesoło. Ale szczerze mówiąc, jest ciężko. Czasem trudno się oddycha - uśmiecha się. Zaskoczeniem była zimowa przerwa. - W Hiszpanii gramy cały rok bez przerwy. A tutaj cztery miesiące bez meczów - dodaje. Pedro Palomino jest skrzydłowym. Pochodzi z Estremadury, prowincji Hiszpanii graniczącej z Portugalią. - Jestem wychowankiem CP Cacereno. Cristobala poznałem na studiach w Reus - opowiada. Studenci razem występowali w Gandesa CF, klubie Segona Catalana (szósty poziom rozgrywek w Katalonii). - Największa różnica? Możliwości fizyczne są w Polsce ważniejsze niż umiejętności techniczne albo taktyczne. Zajęcia z piłkami lekarskimi to była kompletna nowość - mówi Bertolin Prada.  W Polsce gra jest bardziej fizyczna. - W Katalonii wszystko robimy z piłką. Dosłownie wszystko. Tak ćwiczymy technikę, taktykę, z piłką też biegamy. Tu jest inaczej - wyjaśnia Palomino. W katalońskim odpowiedniku "okręgówki" kluczem do zwycięstwa są podania. - Otrzymujesz piłkę, oddajesz i przemieszczasz się po boisku. Tutaj trzeba więcej biegać. Polscy zawodnicy są świetnie przygotowani. Kiedy dostajesz piłkę, od razu czujesz oddech przeciwnika na plecach. Musisz od razu reagować - tłumaczy napastnik. Obaj Hiszpanie latem wracają do domów. - Został mi jeszcze jeden rok studiów, a potem może wrócę do Polski. Wcześniej zdobyłem już jeden dyplom, mogę być trenerem np. lekkoatletów. Już mam oferty pracy w Polsce - mówi Palomino.

Więcej o: