Obrońca Zawiszy: Sędziowie się mylą

Łukasz Skrzyński, kapitan Zawiszy, od razu po zakończeniu meczu z Arką dyskutował z sędzią Krzysztofem Jakubikiem o jego decyzjach. Gdyby nie jego błędy, Zawisza byłby liderem I ligi
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Spotkanie zakończyło się remisem 0:0. Arbiter popełniał rażące błędy. Zauważył je także prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Wojciech Borakiewicz: Miał pan po meczu pretensje do sędziego. My też widzieliśmy jego błędy.

Łukasz Skrzyński: Jesienią ubiegłego roku przewodniczący kolegium sędziów pan Zbigniew Przesmycki sześć godzin tłumaczył mi, że po wyjściu napastnika na czystą pozycję obrońca nie ma nawet prawa go dotknąć. Każdy atak jest traktowany jak faul i w polu karnym zawsze za to musi być jedenastka. Wyszła potem odgórna dyrektywa do sędziów, żeby tak traktować sytuacje, jaka mi się trafiła w poprzednim meczu z Arką. Wówczas sędzia podyktował jedenastkę. Czekałem na mecz, w którym taka sytuacja się zdarzy. Doczekałem się akurat w meczu z Arką i co się stało? Państwo widzieli. Dziś karny dla nas i gol diametralnie zmieniłyby obraz gry.

A co pan sądzi o golu Daniela Mąki, nieuznanym z powodu rzekomego spalonego?

- Nasza bramka też była strzelona prawidłowo. Arbiter po rzucie rożnym miał sytuację jak na tacy, bo to był stały fragment gry. Nie było ruchu zawodników na boisku. Ale cóż, my się mylimy na boisku. Czasami mylą się także sędziowie.

Czy afera z domniemanym ustawieniem wyniku spotkania u bukmachera tkwiła w waszych głowach?

- To jest dla mnie prowokacja, czysta abstrakcja. Moim zdaniem wszystko zostało wymyślone, żeby sprowokować dziwne działania przed naszym meczem z Arką. Zajęły się tym prokuratura i policja. Oni są od tego, żeby sprawę zbadać. Piłka wcześniej była skażona, podobne prowokacje mogą się zdarzyć.

Zobacz także: Wszystko o Zawiszy