Światowa elita wraca na Polonię. Dziś żużlowe Grand Prix

Prestiżowy turniej Grand Prix po trzech latach znów możemy oglądać w Bydgoszczy. Dziś na torze Polonii najlepsi żużlowcy z całego świata będą się ścigać o mistrzowski tytuł
To wielki sukces naszego miasta, które zorganizowało już 14 turniejów z cyklu Grand Prix. Ostatni odbył się w 2010 r. Właśnie wtedy włodarze miasta zdecydowali się wycofać się z wyścigu, do którego stanęło kilka miast. Obowiązywała w nim zasada "kto da więcej". Wygrał Gorzów, który organizującej GP angielskiej firmie BSI zapłacił za rok aż 440 tys. funtów.

- Trzeba już zaprzestać finansowego ścigania się po Grand Prix - mówił Bogdan Sawarski, były szef żużla w Polonii. Przez kolejne dwa lata bydgoscy kibice, chcąc pasjonować się na żywo walką o tytuł mistrza świata, jeździli do Torunia. I z zazdrością oglądali jeden z najlepszych żużlowych stadionów świata. Właśnie znajdujący się w kiepskim stanie bydgoski obiekt wydawał się być największą przeszkodą do powrotu turnieju do naszego miasta. Nadszedł jednak kryzys i to BSI musiało zacząć starać się o organizatorów turniejów.

Nasze miasto pozostało nieugięte w kwestii dofinansowywania Grand Prix, jednak ciężar zapłacenia za prawa do organizacji turnieju wziął na siebie klub. Reszta pozostała bez zmian, bo przez lata to Polonia zajmowała się przygotowywaniem zawodów. Dyrektorem turnieju został już tradycyjnie Leszek Tillinger, były prezes klubu.

Polonia musiała zrobić wszystko, aby na turnieju jak najwięcej zarobić. Dlatego klub zdecydował się na dobudowanie tzw. mobilnych trybun, czyli metalowych rusztowań z krzesełkami, które wyrosły nad koroną stadionu. Montowano je od poniedziałku do środy. Dzięki temu pojemność stadionu zwiększy się o 2673 krzesełka po 195 zł każde. Po odliczeniu kosztów wynajęcia trybun klub liczy na około 300 tys. zł dodatkowego zysku.

W sumie Polonia może spodziewać się około miliona złotych zysku. Choć w kasach jeszcze wczoraj były bilety, to organizatorzy spodziewają się kompletu publiczności. Od dawna wyprzedane są najdroższe miejsca na trybunie głównej. Mimo że kosztowały od 600 do 1000 zł, rozeszły się bardzo szybko. - I cały czas otrzymujemy zapytania o te najdroższe wejściówki - informuje Magdalena Mendel, rzeczniczka Polonii. - W kasach są jeszcze bilety na pozostałe trybuny, jednak powoli się kończą, więc na zawodach spodziewamy się kompletu widzów - dodaje.

Na świetną frekwencję na bydgoskich zawodach złożyło się kilka czynników. Na pewno bydgoszczanom pomogły wyniki z pierwszego turnieju GP rozegranego w tym roku. W nowozelandzkim Auckland świetnie zaprezentowali się Polacy. Wygrał Jarosław Hampel, a drugi był Tomasz Gollob. Nie bez znaczenia jest też fakt, że bydgoski turniej będzie pierwszym z trzech, które zostaną rozegrane w tym sezonie w Polsce. Prestiżowy cykl zawita do Gorzowa 15 czerwca, a także na toruńską Motoarenę, gdzie 9 października zakończy się rywalizacja.

O tym, że w Bydgoszczy jest zapotrzebowanie na żużel na najwyższym poziomie, świadczy frekwencja na wszystkich związanych z Grand Prix imprezami. Już na samym losowaniu numerów startowych, które odbyło się wczoraj o 14.30 w Focus Mallu, przyszło kilkuset kibiców. Wynagrodziło im to niezapowiedziane w programie spotkanie z Tomaszem Gollobem, który mimo lat startów poza Bydgoszczą wciąż pozostaje idolem lokalnej publiczności. Jeszcze więcej osób, bo aż ponad tysiąc, przyszło zobaczyć oficjalny trening przed zawodami.

Kto wygra Grand Prix w Bydgoszczy?