Koszykarka ekstraklasy: Mój trener chciał mnie zabić. Ale to jeden z najlepszych

Trener Herkt? Jeden z najlepszych, z jakim pracowałam. Ale kilka razy chciał mnie zabić - mówi gwiazda Artego Bydgoszcz, amerykańska koszykarka Julie McBride.
Tomasz Herkt. Lat 57. Rodowity poznaniak. - Choć w ostatnich latach mało w moim Poznaniu mieszkałem ze względu na pracę w różnych miejscach Polski. Taki zawód... - tłumaczy trener koszykarek Artego. Po wielkopolsku lubi porządek i systematyczną pracę.

- Ludzi do takiej roboty znalazłem w Bydgoszczy - mówi człowiek, który doprowadził nasz zespół aż na podium mistrzostw Polski. Brązowy medal zdobyty w środę po pasjonującym i długim pojedynku z toruńską Energą to pierwsze trofeum dla Artego, którego staż w ekstraklasie jest krótki. Trwa tylko cztery lata. Dla Herkta to natomiast kolejny sukces w jego trenerskiej biografii. Pod tym względem może się z nim równać tylko Andrzej Niemczyk. On wygrał z reprezentacją siatkarek dwa razy mistrzostwo Europy. Herkt z kadrą koszykarek sięgnął po jedno złoto na Starym Kontynencie. Było to w 1999 roku. Poza tym od ponad 20 lat kolekcjonuje medale z klubowymi zespołami kobiecymi. Zaczął w 1991 roku z Olimpią Poznań. Niespełna rok pracy w Artego wystarczyło, żeby w Bydgoszczy mieć kolejny brąz.

- Nasz najlepszy transfer. Z różnych charakterów udało mu się stworzyć zespół - chwali go Waldemar Kotecki, właściciel firmy, która jest głównym sponsorem drużyny.

Jak to zwykle bywa, najbardziej niepokornym i niespokojnym duchem była gwiazda zespołu, niezastąpiona na boisku Julie McBride. Amerykanka najczęściej nie opuszczała parkietu nawet na sekundę. Rzadko zdarzało się, że schodziła na ławkę rezerwowych. Bywało tak zwykle, kiedy emocje ją ponosiły i zaczynała się kłócić z sędziami. Nie pomagały wówczas okrzyki Koteckiego z trybun "Easy, Julie! Easy!".

- Wtedy trener Herkt kilka razy chciał mnie zabić - opowiada McBride.

- Julie taka już jest, że reaguje emocjonalnie na to, co się dzieje na boisku. Kilka razy trzeba było temu zaradzić, ale to się zdarza - mówi Herkt - Przynosiła następnego dnia pączki od Sowy na trening. Julie to mądra kobieta i świetna koszykarka - dodaje szkoleniowiec Artego.

Siedem lat temu Herkt już raz pracował w Bydgoszczy. Wspólnie z Wojciechem Krajewskim trenowali koszykarzy Astorii. Ta drużyna zajęła wtedy szóste miejsce w ekstraklasie - najwyższe w dziejach klubu.

- Mile wspominam tamten czas. Wróciłem do Bydgoszczy i trafiłem w Artego na świetną atmosferę do pracy. Lubię systematyczną robotę, a tu mamy plan obliczony na lata - opowiada Herkt.

Na dojście do podium mistrzostw Polski Kotecki dał mu trzy lata. Herkt wykonał go trzykrotnie szybciej.

- Nasz trener jest jednym z najlepszych, z jakimi pracowałam. Przede wszystkim pozwalał nam być sobą - chwali McBride.

- Gra razem. A o to chodzi w koszykówce - ocenia Kotecki.

- Budowanie drużyny od strony mentalnej zawsze jest obciążone największym ryzykiem. W ocenie sportowego poziomu zawodnika trudno się pomylić. Znacznie gorzej jest z psychiką i jego funkcjonowaniem w zespole. Każdy menedżer oczywiście zachwala swoją zawodniczkę, że wspaniale pracuje i jest bezkonfliktowa, ale różnie potem z tym bywa. Nam się udało. Zawsze jest łatwiej, kiedy zespół widzi efekty pracy na boisku - mówi Herkt.

Wyniki i zwycięstwa przyszły błyskawicznie. Artego było rewelacją ekstraklasy koszykarek. Zespół, który zajął w poprzednim sezonie dopiero dziewiąte miejsce, poszybował w górę. Długo był zresztą niepokonany. W środę przypieczętował swą grę brązowym medalem. Jak bydgoszczanki świętowały brąz

- Ten brąz smakuje znakomicie. Ale równie dobrze sytuacje, kiedy zespół wracał po dwóch-trzech dniach wolnych do pracy, a zawodniczki mówiły, że już tęskniły za treningami - opowiada trener bydgoskiego Artego.