Zwolniony Jerzy Kanclerz odpowiada Polonii. Ostro

Przewodniczący rady nadzorczej nie potrafił mi wyjaśnić powodów dymisji - mówi Jerzy Kanclerz, który od wczoraj nie jest już członkiem zarządu, dyrektorem sportowym i menedżerem żużlowej drużyny. - Nie spełniał standardów - tłumaczy szef klubu Jarosław Deresiński
Czy to dobra decyzja? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »



Rada nadzorcza spółki ŻKS Polonia przez ostatni tydzień badała wniosek prezesa, żeby odwołać Kanclerza. Wpłynął 23 kwietnia. W poniedziałek zdecydowała, że musi on odejść z klubu.

W niedzielę Kanclerz po raz ostatni prowadził zespół żużlowców bydgoskiego klubu w meczu. Drużyna wygrała ze Spartą Wrocław. Nazajutrz dowiedział się o dymisji. "Rada Nadzorcza uznała, że w celu dalszego sprawnego zarządzania klubem i kontynuowania programu naprawczego zarząd spółki powinien być jednoosobowy" - czytamy w jej oświadczeniu. - Przewodniczący rady nadzorczej nie potrafi mi wyjaśnić, o co chodzi, choć rozmawialiśmy długo - powiedział Kanclerz.

Przypomnijmy, że w ciągu roku został zwolniony z bydgoskiego klubu po raz drugi. W kwietniu 2012 zdymisjonował go poprzedni szef Polonii, Marian Dering.

- Podstawową przyczyną zwolnienia jest działanie na szkodę spółki, poprzez krytykowanie działań zarządu i niesubordynacja - tłumaczył rok temu Dering rozstanie z Kanclerzem.

Deresiński opisuje przyczyny obecnego zwolnienia niemal identycznie: "Spółka Akcyjna ŻKS Polonia Bydgoszcz to cały zespół pracowników, współpracowników, wolontariuszy i osób funkcyjnych. To drużyna. Nie tylko ta, którą oglądamy na torze. Osoba będąca członkiem zarządu musi to zrozumieć, zaakceptować i robić wszystko, co w swojej mocy, aby każdy z trybików funkcjonował poprawnie. Niestety Pan Jerzy tych standardów nie spełniał" - stwierdził Deresiński w oficjalnym oświadczeniu.

- Generał Dering nie nadaje się zupełnie do pracy w sporcie - tak Kanclerz oceniał swego poprzedniego szefa w Polonii.

- Znam prezesa Deresińskiego od pięciu miesięcy. O cztery za dużo. - powiedział Gazecie wczoraj o obecnym szefie klubu. - Iskrzyło już między nami w Kołobrzegu, gdzie zespół był na zgrupowaniu przed sezonem - dodał

Deresiński nie chciał dodatkowo komentować słów Kanclerza. W swym oświadczeniu napisał jeszcze: "Wieloletnie doświadczenie w sporcie, miłość kibiców, niesamowita wiedza sportowa to coś, z czym się całkowicie zgadzam. Niestety to zbyt mało, by móc kierować zespołem ludzi i zarządzać spółką".

Kanclerz od ponad 30 lat jest kibicem żużla. Zna doskonale to środowisko. Jest przyjacielem Tomasza Golloba. Według naszych informacji próbował kierować wszystkimi działaniami klubu i stąd zrodził się poprzedni oraz obecny konflikt w Polonii. Deresiński ma teraz kłopot, bo Kanclerz ma silne poparcie w środowisku kibiców bydgoskiej drużyny żużlowej. Rok temu, kiedy zwolnił go Dering, stanęli murem po jego stronie.

Wczoraj Deresiński tłumaczył więc im: "Zapewniam was, że decyzja Rady Nadzorczej o odwołaniu Jerzego Kanclerza w żaden sposób nie wpłynie negatywnie ani na finanse, ani na stronę sportową naszej drużyny".

Nie przekonało to środowiska kiboli. Zapowiedzieli protest na stadionie w poparciu dla Kanclerza.