Jerzy Kanclerz oskarża prezesa Polonii. O włamanie

Były dyrektor sportowy Polonii Jerzy Kanclerz atakuje klub: - Prezes miał coś wspólnego z włamaniem do pokoju, gdzie znajduje się kasa. W Polonii rządzi rzecznik prasowy i menedżer marketingu.
To są według Kanclerza powody jego odwołania. Tydzień temu został pozbawiony przez radę nadzorczą ŻKS Polonia funkcji członka rady nadzorczej oraz stanowisk dyrektora sportowego i menedżera drużyny żużlowej.

Według niego powody zwolnienia są związane ze zdarzeniami z 21 kwietnia. Wtedy doszło do włamania do klubowego budynku. Żużlowcy i szefowie klubu byli tego dnia w Zielonej Górze. Nieznany sprawca otworzył łomem drzwi do pokoju, w którym znajduje się klubowa kasa. Z pomieszczenia nic nie zginęło. Deresiński zgłosił włamanie na policję, która prowadzi dochodzenie.

Kanclerz sugerował wczoraj, że za włamaniem może stać Jarosław Deresiński. - Jest dużo rzeczy, które układają się w całość. Prezes w trakcie spotkania rozmawiał przez telefon. Po powrocie do Bydgoszczy naciskał żebym wszedł do budynku. Sugerował, że mam iść do swojego biura.

Tyle dowodów Kanclerza na udział szefa Polonii we włamaniu. Według niego w klubie rządzą Magdalena Mendel, rzeczniczka prasowa oraz Piotr Januszkiewicz, menedżer marketingu w Polonii. - Pociągają w klubie za sznurki - stwierdził Kanclerz. Na dowód przedstawił jedynie pismo napisane przez stażystkę. Twierdziła, że "Januszkiewicz i Mendel tworzą wokół prezesa mur nie do przebicia".

Były menedżer klubu pokazywał też grubą teczkę dokumentów. Znajdował się w niej m.in. życiorys prezesa Polonii, według którego ma on jedynie średnie wykształcenie, a jednym z wymogów w konkursie na nowego szefa klubu było skończenie studiów. Kanclerz przedstawiał także klubowy budżet. Sam brał jednak udział w jego konstruowaniu, kiedy jesienią ub. Roku wszedł razem z Deresińskim w skład kierownictwa Polonii. W poniedziałek natomiast wyliczał, że zyski z turnieju Grand Prix są przeszacowane. - Chcę wszystkich ostrzec przed taką sytuacją, jaka miała miejsce w 2012 roku - przypominał dług w wysokości 1.7 mln, z jakim klub został po rządach Deringa i jego poprzedników.

- Przy Jarosławie Deresińskim Marian Dering to złoto - zaznaczał Kanclerz. Sam mówił jednak o nim, że "nie nadaje się do sportu". Przypomnijmy, że rok temu tenże Dering zwolnił go za to samo, o czym napisał w oficjalnym oświadczeniu Deresiński: "Wieloletnie doświadczenie w sporcie, miłość kibiców, niesamowita wiedza sportowa to coś, z czym się całkowicie zgadzam. Niestety to zbyt mało, by móc kierować zespołem ludzi i zarządzać spółką".

Deresiński nie chciał komentować tego, co działo się na konferencji Kanclerza. - Mogę jedynie powiedzieć, że poproszę o nagrania z konferencji. Dochodzą do mnie informacje, że padły tam poważne oskarżenia. Zapoznam się więc z nagraniami i podejmę w najbliższych dniach decyzję o zgłoszeniu sprawy do prokuratury - powiedział "Gazecie" prezes.