Prezes Deresiński odpowiada Jerzemu Kanclerzowi. Mocno

Jarosław Deresiński mówi o zysku z Grand Prix, frekwencji i budżecie klubu. To odpowiedzi na zarzuty byłego dyrektora sportowego Polonii Jerzego Kanclerza
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

W poniedziałek Jerzy Kanclerz zwołał konferencję prasową i opowiedział, jakie według niego były powody zwolnienia go z klubu. Zaatakował prezesa Jarosława Deresińskiego. Według Kanclerza, powody zwolnienia są związane ze zdarzeniami z 21 kwietnia. Wtedy doszło do włamania do klubowego budynku. Nieznany sprawca otworzył łomem drzwi do pokoju, w którym znajduje się klubowa kasa. Z pomieszczenia nic nie zginęło. Deresiński zgłosił włamanie na policję. Kanclerz sugerował, że za włamaniem może stać Deresiński. Zobacz, co jeszcze zarzucał Kanclerz.

 Szef Polonii zareagował oświadczeniem, w którym groził, że poda byłego dyrektora Polonii do sądu.

A oto nasza rozmowa z prezesem Deresińskim:

Marta Paepke Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej Jerzy Kanclerz zarzucał, że przeszacował pan dochody klubu m.in. z Grand Prix. Jakie zyski planował pan osiągnąć na tym turnieju?

- Wiedzieliśmy, że to nie jest rok 2010, kiedy Tomasz Gollob zdobywał mistrzostwo świata i że nie można zakładać zarobku na poziomie miliona złotych. Poza tym nie miasto, a klub po raz pierwszy wykładał z własnej kasy ogromne pieniądze dla BSI za prawa do organizacji turnieju. Realne były zyski na poziomie 600 tys. zł.

Jarosław Deresiński: A ile zarobiliście?

- Dokładną sumę poznamy w przyszłym tygodniu, ale już wiemy, że to grubo ponad pół miliona złotych. Na pewno nie będzie z tego tytułu dziury w klubowym budżecie.

Na trybunach były puste miejsca, a postawiliście dodatkowe trybuny. Były potrzebne?

- Przy tych realiach, jakie mamy na stadionie, były konieczne. Może były puste miejsca, ale z założenia miejsc na pierwszych pięciu ławkach nie sprzedawaliśmy. Bezczelnością byłoby oferowanie ludziom biletów na miejsca, z których nic nie widać. A dodatkowa trybuna nie tylko się zwróciła, ale i zarobiła.

A frekwencja? Czy jest pan zadowolony z liczby widzów na pierwszym meczu?

- Sprzedaliśmy na Spartę Wrocław 6,7 tys. biletów. Założyliśmy średnią liczbę kibiców na poziomie 6 tysięcy, a więc niewielki wzrost w stosunku do roku 2012. Uważam, że ze Spartą wynik był przyzwoity, bo mecz był bezpośrednio po turnieju Grand Prix. Część kibiców musiała patrzeć w swoje domowe budżety i dokonać wyboru pomiędzy tymi zawodami.

Kibice narzekają także na drożyznę na stadionie. Macie zamiar coś z tym zrobić?

- Gastronomię na stadionie oddaliśmy w ręce zewnętrznej firmy, ale negocjujemy z nimi. Zawsze jednak podczas meczu jest jeden napój w promocyjnej cenie.

W niedzielę derby z Unibaksem Toruń. Jaką frekwencję pan zakłada?

- Ciężko powiedzieć, szczególnie z uwagi na niesnaski między kibicami Unibaksu a ich klubem. Szacując ostrożnie, sądzę, że na trybuny przyjdzie 8 tys. kibiców.

Wróćmy do odwołania Jerzego Kanclerza. Ma duże poparcie wśród kibiców. Na pewno spodziewał się pan ich ostrej reakcji.

- To nie była łatwa decyzja, ale konieczna. Dlatego ja też sam oddałem się do dyspozycji zarządu. A reakcje kibiców są naprawdę różne. Szanuję tych, którzy mają odmienne zdanie, o ile starają się wysłuchać drugiej strony.

Ale pan wydał tylko enigmatyczne, ogólnikowe oświadczenie.

- I będę trzymał się tego, że nie komentuję tej sprawy.

A jak chce pan do siebie przekonać kibiców?

- Nie chcę przekonywać kibiców do siebie, tylko do tego, żeby byli z Polonią. Przecież wiedzą, jaka jest atmosfera, gdy jeździ się przy pełnych trybunach. A mnie niech oceniają przez pryzmat moich działań.

Zobacz także: Specjalny serwis: Tylko o Polonii