Sport.pl

Toruń jedzie po bandzie. Wojna Golloba z kibolami

- Mnie wszyscy znają, nie muszę się przedstawić - mówi Tomasz Gollob. - A ja w przeciwieństwie do pana żużlowca się przedstawię. Nazywam się Krzysztof Kieślowski
Spiker na Motoarenie przedstawia zespół Unibaksu: "Z numerem trzynastym na plastronie Tomasz Gollob". Ultrasi krzyczą: "Wypierdalaj!". A na transparencie napisali: "Lepsze w II lidze lanie niż Golloba oglądanie". I przestają dopingować swój zespół, kiedy w wyścigu jechał znienawidzony żużlowiec.

Tak się rozpoczął pierwszy w tym roku mecz żużlowej ligi w Toruniu. I debiut Tomasza Golloba w zespole Unibaksu. Najlepszy polski żużlowiec został najpierw wygwizdany, a potem zelżony przez ultrasów własnego klubu. Gdy wyjeżdżał z parku maszyn na tor, kilkuset kiboli toruńskiego zespołu odwracało się plecami i wystawiało w jego kierunku środkowe palce. Do tego wrzask: "Jeeeebaaaaaneeeee tyyyyyfuuusyyyyy!".

Dla torunian ludzie z oddalonej o niecałe 40 km Bydgoszczy to - pogardliwie - tyfusy. Nic tu nie zmienia tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu w roku 2010. Z Bydgoszczy, więc tyfus.

Klan przeciwko wszystkim

Nie ma innego polskiego sportowca, który budzi tak skrajne emocje. Jedni Golloba kochają, inni nienawidzą, i to od lat się nie zmienia. Ale do tej pory nienawiścią darzyli go kibice drużyn, przeciwko którym jeździł. Zdarzało się, że miał na pieńku ze sporą częścią swoich rywali na żużlowym torze. Teraz nienawidzą go także fani z miasta, w którym startuje, i pod tym względem Gollob stał się sportowcem absolutnie wyjątkowym.

W zwarciu był przez całą karierę, która trwa już niemal ćwierćwiecze. Jako nastolatek drażnił kibiców ogromną pewnością siebie, jeśli nie arogancją. U schyłku PRL kierujący jego karierą ojciec Władysław Gollob postanowił, że syn odsłuży wojsko w Gdańsku, a nie rodzinnej Bydgoszczy. Tomasz startował więc w milicyjnym klubie Wybrzeże zamiast w - też należącej do MO - bydgoskiej Polonii. Kiedy przyjechał z Wybrzeżem na mecz do rodzinnego miasta, kibice niemiłosiernie na niego gwizdali. A on zwyciężał z taką przewagą, że na każdym łuku toru mógł pokazywać, co o nich myśli, i pokazywał. Wymachiwał nogą i wystawiał "dacha", czyli wykonywał podczas jazdy gest, jakby obsikiwał kibiców na trybunach.

Jako 19-latek wraca do bydgoskiej Polonii i jest jej najlepszym zawodnikiem. Redakcja "Gazety Wyborczej" w Bydgoszczy nagradza go za osiągnięcie roku. Wchodzi na scenę po trofeum i wali prosto z mostu: - Mnie wszyscy znają. Nie muszę się przedstawiać.

- A ja w przeciwieństwie do pana żużlowca się przedstawię - mówi drugi laureat. - Nazywam się Krzysztof Kieślowski i jestem reżyserem.

W tym samym czasie Gollob jest już reprezentantem Polski. Kłóci się z działaczami związku motorowego. Pisze do nich list: "Tak długo, jak będzie trwać obecnie realizowana polityka promocji wyników reprezentacji, tzn. pokazywania kawałka ścierwa na długim kiju umocowanym na karku zawodnika w postaci 50 mln zł, tak długo miejsca dla mnie w reprezentacji Polski nie będzie".

Gorąco jest też na torze. Gollob ściera się rywalami, czasem z kolegami z tej samej drużyny, najczęściej Polonii, gdzie jeździł najdłużej, aż 15 lat. Wróg numer 1 to Ryszard Dołomisiewicz, najlepszy żużlowiec klubu sprzed epoki Golloba, a także Amerykanin Sam Ermolenko. Prze na torze po bandzie, permanentnie oskarżany o niebezpieczną jazdę. W 1999 r., w decydującym o tytule mistrza Polski biegu, Gollob tak zacięcie ścigał Piotra Protasiewicza, że spowodował jego upadek. Rok 1995, zawody Grand Prix w Londynie. Nokaut, jak na bokserskim ringu. Na ziemi leży bez ducha Gollob, z nóg zwalił go prawym sierpowym Australijczyk Craig Boyce. Za to, że Gollob bez pardonu wjechał w niego na torze i go przewrócił. Kolejny bokserski pojedynek czeka Polaka we Wrocławiu. Tym razem przyłoży mu Duńczyk Tommy Knudsen.

Gollobowie się bronią, mówią, że to żużlowcy z zagranicy nie chcieli wpuścić Tomasza do ścisłej czołówki, w której rządzili Duńczycy, Szwedzi Anglicy i Amerykanie. Ojciec Władysław dopisał do listy spiskowców mechaników z zachodniej Europy. Bo specjalnie nie dopuszczają syna do najnowszych rozwiązań technicznych i zachowują nowinki tylko dla swoich rodaków.

Tyfus, wypierdalaj!

Między Gollobem a kibicami z Torunia spisku brak. Od początku relacje były przejrzyste, zawsze te same. Rządziła nienawiść. Gollob był najlepszym zawodnikiem ich największego stadionowego wroga. Już 20 lat temu starszy brat Tomasza Jacek mówił: - To, co dzieje się w Toruniu, jest ewenementem na świecie. Skandal. Mój brat jest drużynowym mistrzem świata, ja też jestem zawodnikiem, a wyzywa się nas od pijaków i narkomanów. Nam szacunek się należy.

- Mogę odejść do Wrocławia, Gdańska, na pewno nie do Torunia. Mogę jeździć wszędzie, tylko nie w Apatorze - mówił wtedy Tomasz.

Dlatego najbardziej fanatyczni kibice toruńskiego zespołu witają go dziś okrzykiem: "Wypierdalaj!".

- Gollob to wspaniały żużlowiec, niezwykle widowiskowy. Ciągle jeden z najlepszych na świecie. Ale stosunek kibiców do niego nigdy nie będzie taki jak do Justyny Kowalczyk czy Adama Małysza. Ich kibice kochają dlatego, że są poza ligową rywalizacją miast i klubów. Dziewięciu na dziesięciu kibiców nie ma pojęcia, jakie klubowe barwy reprezentuje Kowalczyk. Ich zupełnie nie obchodzi, że jest zawodniczką AZS AWF Katowice - tłumaczy Dominik Antonowicz, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, badacz kibicowskich zachowań w Polsce i Europie. - Gollob tkwi w sferze tych konfliktów od niemal ćwierć wieku. Stąd te emocje - dodaje.

W świecie żużla są dwa najbardziej gorące ogniska kibicowskiego sporu. Jeden - między Bydgoszczą a Toruniem, drugi dzieli Zieloną Górę i Gorzów.

- I tak się złożyło, że Gollob był głównym aktorem w obu z nich. W latach 90., kiedy jeszcze startował w Polonii, najsilniejsze były animozje bydgosko-toruńskie. W XXI w. najmocniejszy konflikt dzieli Gorzów i Zieloną Górę. W nim Gollob także brał udział, jako zawodnik Stali Gorzów - mówi Antonowicz

Startował w Stali przez pięć lat. Jesienią 2012 postanowił odejść z Gorzowa. W całej lidze były właściwie tylko dwa kluby, które było stać zatrudnienie mistrza świata. Jeden to Falubaz Zielona Góra, a drugi - Unibax Toruń. Szach i mat. I tu źle, i tu niedobrze.

Parol na Golloba zagiął Roman Karkosik - miliarder, siódmy na liście najbogatszych "Forbesa". Ma majątek wyceniony na 2,5 mld zł i kaprysy. Siedem lat temu jednym z nich stał się klub z Torunia, który uratował przed bankructwem. Drużyna zmieniła nazwę z Apatora jest Unibax. Tak nazywa się jedna z wielu firm Karkosika produkująca tworzywa sztuczne.

Pieniądze na Golloba nie były problemem, choć na kontrakt z nim trzeba mieć z 2,5 mln zł. Większym wyzwaniem jest przekonanie fanatycznych kibiców do bydgoszczanina. Profil na Facebooku pod nazwą "Nie dla Tomasza Golloba w Toruniu" w kilka dni poparło tysiąc osób. Jego symbolem stało się przekreślone zdjęcie żużlowca w stroju Unibaksu.

Kilkanaście tysięcy internautów obejrzało na YouTubie film, który nakręcili ultrasi. Tytuł: "Nie dla Golloba". Kończył się wierszowanym apelem:

"Drodzy działacze,

Zniechęciliście Ryana,

fałszerza podpisów mamy w zamian,

Jacka dajcie za Adriana,

Władek za Ząbika Jana,

Oskar pojedzie za Emila,

niech szczęśliwa będzie bydgoska rodzina"

Ultrasi bronią "toruńskiej czystości" przez "bydgoską epidemią" rodziny Gollobów, która według nich opanowuje klub.

A Gollob? Macha przyjaźnie do wszystkich. - Niczego się nie boję. Zrobiłem wiele dla kraju i dyscypliny. Jeżdżę dla tych, którzy chcą kibicować i mieć takiego zawodnika. Każdy zawodnik może jeździć w klubie, który sobie wymarzy - mówi. - Tomek dostaje w nos nie pierwszy raz. Uodpornił się. Niespecjalnie zwraca uwagę - uważa jeden z jego przyjaciół

Mateusz Kurzawski, prezes Unibaksu: - Trzy czwarte stadionu stadionu klaszcze Tomaszowi [a nawet gwiżdże na ultrasów, niektórzy próbowali ściągać antygollobowe transparenty, skończyło się przepychanką]. Jest klasą, legendą. Powinniśmy się cieszyć, że pojawiło się dodatkowe wzmocnienie. Złe relacje bydgosko-toruńskie były, ale już nie istnieją.

- Problem mają tubylcy - mówi Gollob. - Gwiżdże garstka. Niech sobie gwiżdżą, nie mam nic do nich.

Ultrasi byli zaskoczeni, że ich akcję odrzuciła większa część widzów: "Hipokryzja jest obecnie tak powszechna jak komercja" - piszą na swojej stronie internetowej.

Bilet, parówka, I do domu

- Komercja. To ważne słowo w przekazie kibiców - mówi Antonowicz. - Transfer Golloba wydobył na wierzch zasypany już mocno popiołem historyczny konflikt. Kibice, obrażając Tomasza, protestują także przeciw odcinaniu się od historii. Gollob kiedyś ich obrażał, oni to pamiętają. Odrzucają obecną nazwę Unibax. Krzyczą: "Apator! Apator!". Nie chcą się odrywać od korzeni, one są w ruchu kibicowskim niezwykle istotne. Budują tożsamość wspólnoty. W tym proteście jest jeszcze jedno ważne źródło, które tkwi w całym współczesnym sporcie. Kibic nie chce być traktowany jak klient. Sportem rządzi biznes i pieniądz, więc klub chce mieć u siebie klientów, którzy kupią bilet, parówkę, obejrzą spotkanie i pójdą do domu. Niepotrzebni im są ludzie, którzy robią problemy, bo nie chcą być traktowani jak kupujący w markecie. Dla ultrasów klub to nie dyskont, a zawodnik to nie towar.

Ultrasi zaostrzyli protest. Nie będą przychodzić na mecze Unibaksu do odwołania, czyli aż klub rozwiąże umowę z Gollobem. "Nie żegnamy się, bo nie odpuszczamy. Apator nigdy nie odpuszcza. Nie dajcie sobie wmówić, że zostaliśmy pokonani przez bandę miłośników klanu Gollobów i Romana Karkosika" - obwieszczają w internecie.

Gollob prowadzi w klasyfikacji indywidualnych mistrzostw świata. Na trybunach stadionu w Bydgoszczy największy był transparent z napisem: "Tylko Gollob".

Więcej o:
"/> Tak wygląda tabela "polskiej" grupy el. Euro 2020! Sensacja na koniec
 
  • Łukasz Piszczek: Na mundialu było niezbyt miło. A do tego te historie, które były rozkręcane w mediach... Chore Łukasz Piszczek: Na mundialu było niezbyt miło. A do tego te historie, które były rozkręcane w mediach... Chore