Bydgoszcz: gdzieś między drugą a trzecią ligą

Miasto całkiem duże, jak na polską skalę - jest w końcu w pierwszej dziesiątce największych w kraju. Stolica województwa, niejedyna, ale jednak nią jest. Nasza Bydgoszcz. Brzmią całkiem mocno te dwie. To jednak tylko pozór i ułuda. Bo my słabi jesteśmy. Niemal każdy kto chce, zabiera sobie od nas, na co tylko ma ochotę.
Co sądzisz o bydgoskim potencjale? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Przez ostatni rok wychylaliśmy się bardzo. Delecta śmigała zwycięsko po boiskach siatkarskiej PlusLigi. Zamieszała mocno w ustalonej od lat hierarchii i ośmieliła się wedrzeć między zaklęty krąg faworytów do triumfów i medali. Koszykarki Artego przez długie miesiące pozostawały niepokonane w ekstraklasie. Pofrunęły równie sensacyjnie jak Delecta. Walczyły z powodzeniem o brązowy medal w lidze. Zawodniczkom trenera Tomasza Herkta udało się więc to, czego nie zdołali dokonać siatkarze Piotra Makowskiego.

Jeszcze nie zdołały wyschnąć łzy radości, kiedy już zaczęła się rozbiórka obu bydgoskich drużyn.

Czterech najlepszych siatkarzy Delecty i dwie liderki Artego powędrowały już poza Bydgoszcz.

Ósme miasto w kraju nie stawało w szranki z milionowymi metropoliami i największymi ośrodkami w kraju.

Przebijał je Bełchatów - 60 tysięcy mieszkańców; Jastrzębie - z 90 tysiącami. Bydgoszcz nie miała szans w starciu z dwa razy mniejszym Rzeszowem. Kraków sięgnął po Agnieszkę Szott-Hejmej - w tej sprawie nasze miasto ma pełne usprawiedliwienie. Podobnie będzie z Julie McBride, która pewnie wybierze się do Turcji.

Jasne, że moc Bełchatowa, Jastrzębia i Rzeszowa nie tkwi w liczbie ich mieszkańców. Jej źródło bije w pieniądzach. One mają skąd je czerpać. Kasa płynie do nich z prywatnej kiesy lub od państwowych gigantów. Energetyka buduje na nowo potęgę PGE Skry Bełchatów. Węgiel zmienia się w mannę spływającą na działaczy w Jastrzębiu. W Rzeszowie prywatny gigant Asseco buduje dynastię Resovii w PlusLidze.

A Bydgoszczy bliżej nawet do drogi S5 od Nowych Marz aż po Wrocław niż do takich źródeł pieniędzy. Nawet firmy, które sukces odniosły, jak Pesa, nie garną się do wspierania sportu i nie tylko zresztą. Źródło bije właściwie tylko jedno - w budynku przy ul. Jezuickiej. Nikogo nie trzeba jednak przekonywać, że samorząd nie jest w stanie konkurować z gigantami energetyki, informatyki i węgla. I nawet do tego nie namawiam, bo więcej już się z ratusza dać kasy na zawodowy sport nie wyciśnie. Przestrzegam jednak przed głosami, żeby to wsparcie ciąć. Wtedy los długo budowanych zespołów i marek służących Bydgoszczy byłby przesądzony. Poszłyby też na marne wcześniej wydawane na sport pieniądze - a to już byłoby wręcz głupotą.

Przykro jest przyznawać się do porażki, ale smutne zakończenie wspaniałej passy siatkarzy i koszykarek, nie pozostawia złudzeń. Poznaliśmy swoje miejsce w szeregu, gdzieś na pograniczu drugiej i trzeciej ligi.