Żadne cuda, tylko siła. Tak Zawisza zagra o awans do ekstraklasy

W osiem dni piłkarze Zawiszy zagrają trzy mecze, które zdecydują o ich awansie. Wierzę w ich sukces - pisze Wojciech Borakiewicz


Wewnątrz pięknej bazyliki we włoskim miasteczku Loreto położonym nad brzegiem Adriatyku można zobaczyć (a nawet wejść do niego) ciasny i mały kamienny domek. To Santa Casa, czyli święty dom z Nazaretu. Znalazł się w świątyni, bo według tradycji mieszkali w nim w Ziemi Świętej Maryja i Jezus. Franciszkanie oprowadzający turystów opowiadają, że do Loreto domek został przeniesiony na anielskich skrzydłach. Szybko jednak dodają, że to tylko piękna legenda, bo za transport domku z Ziemi Świętej do Italii zapłacił stulecia temu możny ród de Angelis. Anielskie cuda łatwo się więc zamieniają w rzeczywistych de Angelis.

Bo z cudami trzeba ostrożnie. Lepiej twardo stąpać po ziemi i liczyć na własne siły. Dlatego żadnej niezwykłej cudowności nie ma w mym przekonaniu, że piłkarze Zawiszy awansują do ekstraklasy.

Zobacz, jak zdobyć piłkę z autografami zawiszan



Przeżyłem i obejrzałem takie święto już trzykrotnie, w latach 70. i 80. Jestem przekonany, że identyczne emocje przeżyję raz jeszcze za dwa tygodnie. I to nie jest kwestia wiary, ale racjonalnych argumentów.

Wśród nich jest także czysta arytmetyka. Zawisza ma prostą drogę do awansu. Nie musi się oglądać na to, co zrobią na boisku inni. Wygra cztery ostatnie mecze i ekstraklasa jest w kieszeni.

Ktoś powie, że to czysta teoria: w matematyce zawsze 2+2=4, w piłce nożnej bywa czasem inaczej, bo futbolu nie da się wprost przeliczyć na liczby.

To oczywiście racja, a także najpiękniejsza strona piłki nożnej, najbardziej nieprzewidywalnego ze sportów. W grze bydgoskiej drużyny, odkąd przejął ją trener Ryszard Tarasiewicz, widać jednak wiele z matematycznej pewności. Dużo mniej w niej przypadku i chaosu, a znacznie więcej spokoju wynikającego z poczucia własnej siły. Ten regularny model ich bardzo dobrej formy zaburza tylko druga połowa pojedynku z Bogdanką Łęczna. Jest i na to rozsądne wytłumaczenie. Wtedy jednak swoją złą rolę odegrało zmęczenie po wyczerpującym zwycięstwie z Cracovią. Kolejne spotkanie z Kolejarzem Stróże wygrane z dużym spokojem i poczuciem własnych umiejętności pokazuje, że teraz w grze Zawiszy dwa plus dwa równa się cztery. Oby to były cztery zwycięstwa otwierające bramę ekstraklasy.