Decydująca bitwa Zawiszy. Krótkie dzieje wszystkich wojen o ekstraklasę [ZDJĘCIA]

Pięć razy bydgoski Zawisza wygrywał batalię o awans do ekstraklasy. Dziś szósta bitwa w dziejach klubu. Odbędzie się w malutkiej wiosce Nieciecza, a wcześniej bywały w Krakowie i Gdyni oraz oczywiście u siebie - w Bydgoszczy
Czy Zawiszy się uda? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Nieciecza ma niespełna 800 mieszkańców. To wprawdzie nie jest ostatni pojedynek zawiszan w sezonie, ale wygrana na boisku lidera i objęcie prowadzenia w tabeli daje ogromne prawdopodobieństwo, że bydgoska drużyna znowu znajdzie się w elicie, tym razem po niemal 20-letniej przerwie.

A teraz chcemy przypomnieć inne decydujące batalie zakończone awansem do ekstraklasy

8 października 1960

To pamiętna data w dziejach WKS Zawisza. Współcześnie ten skrót ma tylko znaczenie historyczne. W tamtych czasach WKS, czyli Wojskowy Klub Sportowy, był ściśle związany z armią. A tamtego dnia, niemal 53 lata temu, Zawisza pokonał Polonię Warszawa na własnym boisku 2:1. To było zwycięstwo, które zapewniło nam awans. Czasy były całkiem inne. Grało się jeszcze systemem wiosna-jesień, więc liga kończyła się w październiku. II liga (odpowiednik współczesnej pierwszej) została podzielona na dwie grupy. W północnej walczył z powodzeniem Zawisza, który awans wywalczył wspólnie z nie byle kim - bo Lechem Poznań.

Rosiński, Kręplewski, Kwiatkowski, Jarząbek, Bieńkowski, Góral, Waligóra, Marciniak, Pudłowski, Frąckiewicz, Rembecki - to nazwiska jedenastu piłkarzy, którzy na stadionie, który wtedy nosił oficjalną nazwę Wojska Polskiego, pokonali warszawską Polonię

1960 - awans po raz pierwszy



1964 - wielki bój ze Startem Łódź

Bydgoszczanie toczyli w tamtym sezonie zaciętą walkę o awans ze Startem Łódź. Przed ostatnią kolejką Zawisza i łodzianie mieli po 38 punktów. Wygrana w ostatniej kolejce dawała awans Zawiszy - miał lepszy bilans bramek.

- Jechaliśmy na ostatni mecz do Cracovii, a więc do nie byle kogo. Był jeszcze jeden szkopuł, trener Cracovii, pan Niemiec. On nas trenował jesienią. Wiosną został zwolniony i koniecznie chciał się odkuć na Zawiszy - wspomina Bronisław Waligóra, kapitan zespołu z 1964 roku. Niemca zmienił w roli szkoleniowca Edward Brzozowski i odrodził drużynę.

Złotą bramkę w Krakowie zdobył Krasucki. - Dostał podanie ode mnie - wspomina Waligóra. Start znowu tylko zremisował z Lechią Gdańsk i drugi awans stał się faktem. Oto skład Zawiszy z meczu z Cracovią: Rychlewicz - Folbrycht, Zgoda, Harmata, Ziółkowski - Miller, Sułkowski, Pieszko - Waligóra, Krasucki, Wesołowski.

Za drugim razem bydgoska drużyna grała w I lidze dłużej - przez trzy sezony. Spadła w 1967 roku i trzeba było czekać aż 10 lat na powrót.

1964 - drugi awans Zawiszy



1977 - batalia w Gdańsku

Pierwszym człowiekiem w Bydgoszczy, który dowiedział się, że Zawisza jest w I lidze, był pułkownik Piszczygłowa. Jemu jedynemu udało się dodzwonić na stadion Lechii Gdańsk. Kłopoty z telefonami to nic dziwnego - był czerwiec 1977. Pierwszy telefon z Bydgoszczy do Gdańska był w przerwie meczu Lechii z Zawiszą. Wiadomości, które dotarły na bydgoski stadion, nie były złe. Piłkarze remisowali 0:0, a to był wynik, który dawał awans. Na bydgoskim stadionie odbywał się wówczas lekkoatletyczny mityng Grand Prix Brdy. Startowały wielkie gwiazdy, m.in. Jacek Wszoła i Alberto Juantorena. Kiedy spiker podał informację o remisie do przerwy, rozległy się oklaski.

Pułkownik Piszczygłowa, działacz wojskowego klubu, siedział murem przy telefonie w sekretariacie. Wykręcał niemal bez przerwy numer na stadion Lechii. Piętnaście minut przed zakończeniem meczu zrobiło się nerwowo. Lechia zdobyła gola. Zawiszanom pozostał kwadrans, żeby wyrównać. Mijały kolejne minuty. Zebrało się ich już dwadzieścia. Mecz już się musiał zakończyć, a połączenia ze stadionem Lechii nie było, choć pułkownik Piszczygłowa kręcił bez przerwy...

Co się stało, kiedy płk Piszczygłowa dodzwonił się na stadion Lechii



1979 - awans na ekranie TVP

To było najdłuższe sześć minut w dziejach bydgoskiego Zawiszy. O tyle przedłużył bowiem sędzia mecz naszych piłkarzy w Gdyni, który w 1979 r. decydował o kolejnym awansie do I ligi, czyli dzisiejszej ekstraklasy. Obejrzało go tysiące bydgoszczan, bo spotkanie z Bałtykiem transmitowała telewizja.

Dość dziwna to była relacja. Pierwszą połowę pokazywała TVP 2, a drugą najważniejsza z dwóch istniejących wówczas anten - TVP 1. Okoliczności sportowej rywalizacji były podobne jak dwa lata wcześniej: czerwiec, ostatnia kolejka rozgrywek, ostatni mecz rozstrzygający o być albo nie być dla naszej drużyny. W 1979 r. nawet kierunek podróży na ten decydujący pojedynek był identyczny jak w 1977 - do Trójmiasta. Klubowy autobus nie zatrzymywał się tym razem w Gdańsku, ale w Gdyni - na stadionie Bałtyku.

Do ekstraklasy pod wodzą Baryły



1989 - do ekstraklasy po barażu

1 lipca 1989 roku zdecydowanie najbardziej zabieganym zawodnikiem Zawiszy był boczny obrońca Mirosław Rzepa. - Brałem w ten dzień ślub. Jego data ustalona była dużo wcześniej niż termin pojedynku barażowego z GKS Jastrzębie - wspomina. Pierwsza uroczystość odbyła się o 10 rano w Urzędzie Stanu Cywilnego. Potem, zamiast do gości, Rzepa jedzie prosto do hotelu, gdzie rozpoczyna się odprawa przed rewanżowym spotkaniem barażowym. W pierwszym padł remis 0:0.

1989 - przedsmak najlepszego sezonu w dziejach



Zespół Zawiszy zaliczył potem pięć sezonów z rzędu w ekstraklasie - to najdłuższy okres w dziejach klubu. Najlepszy był ten pierwszy (89/90) zakończony czwartym miejscem. Potem było coraz gorzej. Ostatni sezon i rok 1994 piłkarze z Bydgoszczy zakończyli serią dziewięciu porażek z rzędu: 2:3 z Lechem Poznań, 1:4 z Widzewem Łódź, 0:1 ze Stalą Mielec, 0:6 z Legią Warszawa, 2:3 z Ruchem Chorzów, 0:3 z GKS Katowice, 0:2 z Wisłą Kraków, 0:1 ze Stalą Stalowa Wola, 0:3 z Pogonią Szczecin.

Dziś w Niecieczy zespół pod wodzą trenera Ryszarda Tarasiewicza ma okazję postawić pieczęć na kolejnym awansie. Nieostateczną, bo pozostaną jeszcze dwie kolejki i mecze z Flotą Świnoujście oraz Polonią Bytom, ale decydującą.