Zawisza otwarty. Wojewoda poszła po rozum do głowy

Kompromitacji, jak z zakazem rozegrania meczu Polska - RPA w Bydgoszczy, na szczęście nie powtórzyła. To byłby cios dla wizerunku miasta, któremu dorobiono by gębę miejsca szczególnie dotkniętego stadionowym chuligaństwem
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »

Kujawsko-pomorska wojewoda wczoraj w południe ogłosiła, że nie zamyka na piątkowy mecz z Pogonią Szczecin najważniejszej i najnowocześniejszej trybuny stadionu. Uniknęła dzięki temu potężnej awantury z kibolami Zawiszy i kolejnego konfliktu z prezydentem Rafałem Bruskim.

Zamknięcia chciała policja. Kilka dni wcześniej przesłała do wojewody pismo, w którym bardzo krytycznie oceniła wiele działań spółki WKS Zawisza, organizatora pierwszego po 19 latach meczu bydgoskiej drużyny w ekstraklasie. Zawiszanie przegrali 0:1 z Jagiellonią, ale wg komendy wojewódzkiej - znacznie gorzej niż na boisku było na trybunach.

Lista zarzutów, jakie policjanci przedstawili była długa: zbyt mało ochroniarzy, brak reakcji wobec kibiców łamiących prawo, fatalna kontrola przy wejściach, odpalenie rac podczas meczu przez kiboli Zawiszy na zajmowanej przez nich trybunie B. Do wojewody Mes policja napisała m.in.: "Organizator nie jest należycie przygotowany do przeprowadzenia meczów Ekstraklasy z udziałem zorganizowanych grup kibiców przyjezdnych. Ponadto kolejny sezon nie podejmuje wystarczających działań, aby ograniczyć incydenty łamiące przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, które mają miejsce na trybunie B". Funkcjonariusze wnioskowali do wojewody o zamknięcie trybuny B na mecz z Pogonią oraz sektorów dla fanów gości do końca sezonu rundy jesiennej.

Błyskawicznie odezwały się władze Ekstraklasy S.A. - spółki prowadzącej piłkarskie rozgrywki. Prezes i wiceprezes Bogusław Biszof oraz Marcin Animucki wystosowali list do Mes, w którym prosili o niezamykanie trybun na stadionie Zawiszy: "Decyzja taka wpłynęłaby negatywnie wizerunkowo nie tylko na rozgrywki ligowe, ale przede wszystkim na wizerunek Bydgoszczy, mogącej być postrzeganej niesłusznie jako miasto szczególnie dotknięte problemem chuligaństwa stadionowego".

Dwukrotnie w ostatnim czasie przydarzyły się w mieście wydarzenia, przez które taką gębę Bydgoszczy dorabiano. Najpierw, w maju 2011, była kibolska awantura po finałowym meczu o Puchar Polski: Lech Poznań - Legia Warszawa. Poznańscy chuligani zdemolowali wtedy stadion. We wszystkich programach informacyjnych było o tym głośno. Jesienią ub. roku wojewoda Mes, także na wniosek policji, zakazała rozegrania pojedynku reprezentacji Polska - RPA. Wojewodę i prezydenta Bruskiego podzielił wtedy głęboki konflikt. Bruski zagroził nawet, że zaprzestanie finansowania policji z miejskiej kasy.

Trzeciego ciosu Bydgoszcz by nie przetrwała i na dobre straciłaby dobrą opinię organizatora sportowych imprez. Tym razem jednak Mes nie przychyliła się do wniosków policji. Podjęła dobrą decyzję. Trybuna B będzie normalnie dostępna dla kibiców, a sektory dla gości zostały zamknięte, ale tylko na trzy kolejne spotkania Zawiszy: z Pogonią, Podbeskidziem Bielsko-Biała (24 sierpnia) oraz Cracovią (14 września).

Na tym kwestia kontroli bezpieczeństwa na stadionie przy ul. Gdańskiej się nie kończy. - Organizacja meczów Zawiszy będzie stale monitorowana. Liczymy, że organizator, spółka WKS Zawisza będzie poprawiał poziom bezpieczeństwa - mówi rzecznik wojewody Bartłomiej Michałek.

Wiele zależy także od kiboli zajmujących trybunę B. Dwa tygodnie temu odpalili podczas meczu 19 rac. - Chcieli upamiętnić w ten sposób 19 lat czekania Zawiszy na ekstraklasę - tłumaczyła ich postępowanie szefowa rady nadzorczej spółki Katarzyna Piątkowska. Czy dalej będą tak robić? Pewnie tak, bo palenia rac zakazuje prawo, ale są one częścią kibolskiej tradycji. A to oznacza kary i kolejne kłopoty dla klubu.