Dwaj królowie z Cypru. Jeden z Zawiszy, drugi ze Śląska

Gdyby nie finansowy krach na Cyprze, Bernardo Vasconcelos i Marco Paixao pewnie nigdy by nie trafili do Zawiszy Bydgoszcz i Śląska Wrocław.
Vasconcelos ma 34 lata, strzelał gole w Portugalii, Holandii i Izraelu, od 2011 r. występował w lidze cypryjskiej. Zanim 28-letni Paixao trafił na wyspę na Morzu Śródziemnym, grał w Szkocji i Iranie.

Znają się świetnie, na Cyprze mieszkali niedaleko siebie. W ubiegłym sezonie Vasconcelos z 18 golami został najskuteczniejszym piłkarzem ligi cypryjskiej, Paixao trafił 15 razy i był w klasyfikacji strzelców trzeci. Vasconcelos zdobywał bramki dla Alki Larnaca, a Paixao - dla Ethnikosu Achna. Oba zespoły broniły się przed spadkiem, zostały w lidze głównie dzięki bramkom Portugalczyków. Gdy Alka zmierzyła się z Ethnikosem, padł wynik 6:5, a obaj obecni gracze ekstraklasy zdobyli po dwie bramki.

Trzeba dostarczyć piłkę

Debiut w Śląsku Paixao miał świetny. W II rundzie eliminacji Ligi Europejskiej z Rudarem Pljevlja zdobył dwie bramki i miał asystę. W rewelacyjnym czwartkowym meczu III rundy z Club Brugge miał udział w golu dla wrocławian. To on zgrał piłkę, stojąc tyłem do bramki, do Przemysława Kaźmierczaka, który potem podał idealnie do Albańczyka Sebine Plaku.

- W grze tyłem do bramki ja też się bardzo dobrze czuję - mówi Vasconcelos, który w piątek zadebiutował w ekstraklasie w meczu z Pogonią Szczecin (1:1). Niewiele brakowało, by i on błyskawicznie został bohaterem nowego klubu, zdobywając drugą bramkę dla bydgoskiej drużyny - główkował z pięciu metrów, ale trafił w boczną siatkę.

Vasconcelos: - Powinienem wykorzystać tę szansę. Debiut nie wyglądał tak, jak chciałem. Nie ma co się tłumaczyć. Powinienem był uderzyć lepiej. Nie grałem przez dwa miesiące, latem trenowałem sam. Ale to żadna wymówka.

Gdyby trafił, rozpocząłby sezon identycznie jak ten poprzedni na Cyprze. W Alki także wszedł na boisko w trzeciej kolejce z ławki rezerwowych i od razu strzelił gola Apoelowi Nikozja.

Trener Zawiszy Ryszard Tarasiewicz wpuścił Portugalczyka na ostatnie 30 minut. - Nie ma na razie więcej sił, ale to się szybko zmieni. Już w debiucie Bernardo był więcej niż poprawny. Od razu widać jego zalety. Najgroźniejszy jest w polu karnym, trzeba mu tam dostarczyć piłkę, a on będzie wiedział, co z nią zrobić. Umiejętnie współpracuje z zespołem, grając tyłem do bramki.

- Będzie dużym wzmocnieniem - dodaje Michał Masłowski, środkowy pomocnik Zawiszy. - Nie jest może tak szybki, żeby rzucić mu piłkę za obrońców na dobieg, ale za to świetnie przyjmuje i rozgrywa. Widać, że doskonale czuje się w powietrzu.

Większość z 18 goli na Cyprze Portugalczyk zdobył głową.

Na Cyprze nie płacą. Jadą do Polski

Finansowy kryzys, który niedawno dotknął Cypr, odbił się także na futbolu. Najpierw piłkarze dostawali propozycję obniżenia pensji nawet o 50 proc., potem wiele klubów, szczególnie tych najsłabszych i najbiedniejszych, przestało płacić w ogóle. Vasconcelos w ostatnim sezonie pensji właściwie nie dostawał i nie liczy na to, że kiedykolwiek pieniądze odzyska.

Liga cypryjska jeszcze niedawno rozwijała się bardzo szybko. Kluby sprowadzały niezłych piłkarzy z zagranicy: Portugalczyków, Brazylijczyków i zawodników z Bałkanów. Dwa lata temu Apoel Nikozja był największą sensacją Ligi Mistrzów. W grupie wyprzedził Zenit St. Petersburg, Porto i Szachtar Donieck, w 1/8 finału wyeliminował Lyon. Zatrzymał się dopiero na Realu Madryt Joségo Mourinho.

Teraz kryzys przegania jednak najlepszych z wyspy. Poza Vasconcelosem i Paixao do Polski przyjechali także inni Portugalczycy - Hélio Pinto (Apoel) i Dossa J nior (Ael Limassol). Obaj grają w Legii.

- Latem uznałem, że trzeba szukać innej ligi. Sprawdziłem Zawiszę, wiedziałem, że klub wrócił do ekstraklasy po 19 latach. Słyszałem, że jest stabilny, a to teraz dla mnie bardzo ważne - tłumaczy Vasconcelos. Wypytywał także znajomych graczy o sytuację w polskich klubach. - Piłkarze zawsze dostawali pieniądze na czas. Takie opinie krążą potem wśród zawodników i tworzą dobrą renomę - tłumaczy właściciel Zawiszy Radosław Osuch.

- Z Zawiszą trenowałem tylko kilka razy. To nie były łatwe dni: nowy kraj, miasto, klub. Teraz przed nami cały tydzień zajęć. Liczę na to, że przygotuję się lepiej i będą efekty. Nie przyjechałem do Polski na żadną emeryturę. Chcę jeszcze coś osiągnąć - kończy Portugalczyk.