Na Zawiszy emocje jak w mięsnym. Za czasów PRL

Dziewiętnaście lat to szmat czasu - tak wielki, że po ulicach Bydgoszczy w roku 1994 pomykały w największej liczbie maluchy, a na polonezie oko można było oprzeć bardzo często. Współczesny świat piłkarskiej ekstraklasy, w którym po dziewiętnastoletniej przerwie znalazł się bydgoski Zawisza, dzieli równie wiele od futbolowej rzeczywistości tamtych czasów, ile malucha od toyoty - pisze w felietonie Wojciech Borakiewicz
Okazuje się, że znacznie łatwiej ten dystans odrobić w sferze sportowej niż w organizacyjnej. Wzmacniany ciągle zespół poradzi sobie w ekstraklasie. Strach jednak pomyśleć, co będzie z tą naszą organizacją. W Zawiszy ta sprawa ciągle mocno leży, i to bardzo daleko od ekstraklasowego poziomu.

Zacznijmy od biletów, bo kupić wejściówkę na mecz łatwo nie jest. Wiedzą coś o tym kibice, którzy już stali przy okienku, a tu słyszą nagle: "System się zawiesił. Trzeba poczekać". No i czeka się kilka minut. Z tyłu napierają ludzie, a emocje rosną w tempie tak szybkim, jak w sklepie mięsnym za PRL - kiedy już z zaplecza wynieśli ostatnią skrzynkę z kiełbasą.

Byłoby łatwiej kupić bilet przez internet, ale w Zawiszy mówią, że sprzedaż w sieci ruszy za kilka tygodni.

To są także przyczyny, że wg statystyk Ekstraklasy SA ostatni mecz z Pogonią obejrzało 4365 widzów - zastraszająco mało. Z tym jednak można żyć, choć pogodzić się trudno.

Są sprawy znacznie groźniejsze dla klubu i miasta. Wejścia na stadion przed spotkaniem z Pogonią zostały otwarte z 40-minutowym opóźnieniem. To był mecz podwyższonego ryzyka, a na stadionie brakowało dziesięciu ochroniarzy z licencją. Szukano ich poza Bydgoszczą. W końcu udało się znaleźć tych ludzi i można było otworzyć bramy. A co, gdyby się nie pojawili? Groziło rozegranie meczu w ogóle bez publiczności. To dopiero byłby wstyd - dla Zawiszy i Bydgoszczy.

W ratuszu drżą przed takim scenariuszem. Wszyscy już bowiem powoli zapominają o bijatyce po finale Pucharu Polski między Lechem a Legią oraz odwołaniu meczu Polska - RPA. Nikt nie chce, żeby sobie w Polsce o tym przypomniano.

A Zawiszy przed Pogonią się udało, ale z taką partyzantką daleko nie zajedzie. Dlatego na poziom ekstraklasy trzeba się wdrapać jak najszybciej - najlepiej jeszcze przed kolejnym spotkaniem na stadionie przy ul. Gdańskiej.