Kto winien upadku Polonii? Jest kilka odpowiedzi

Bydgoszczy nie stać na żużel w ekstralidze - pisze w komentarzu poświęconym bydgoskiej Polonii Wojciech Borakiewicz
Smutny to wniosek, ale inny być nie może. Świadczą o tym najlepiej finanse klubu. Kryzys w kasie i długi to nie jest żaden incydent w kasie klubu z ul. Sportowej. To stan permanentny. Przyczyny są różne: spadek zainteresowania żużlem, który przestał był w naszym mieście sportem nr 1, odpływ z klubu fachowców obrażanych przez różne środowiska, także kibicowskie, fatalna i podyktowana czystym przypadkiem polityka personalna ratusza. Szefami klubu byli kolejno: były pracownik Mennicy Polskiej, emerytowany generał, prezes spółdzielni inwalidów z Tucholi i człowiek z Red Bulla. Każdy z nich miał jeden sposób na finansowe kłopoty - szybkim krokiem zmierzał do prezydenckiego gabinetu w ratuszu. I zawsze dostawał, co chciał. Wreszcie miasto dojrzewa do tego, że zasypywanie dziury w polonijnym budżecie z pieniędzy mieszkańców to żaden sposób na żużel. To tylko wyjście dobre dla kolejnych prezesów.

Polonia jest częścią historii Bydgoszczy, nie tylko sportowej. Nie można o tym zapominać, kiedy się rozstrzyga być albo nie być klubu. My, kibice żużla, powinniśmy się pogodzić z tym, że jeśli chcemy przetrwania żużla, czeka nas droga przez czyściec: budowa drużyny od podstaw, opartej na wychowankach ze szkoły Jacka Woźniaka i rozsądnym, znacznie skromniejszym niż obecnie wsparciu z miejskiej kasy.

Jesteś kibicem Polonii? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz »