Stefek trener - to wcale nie Stefek Burczymucha [FELIETON]

"O większego trudno zucha, jak był Stefek Burczymucha. - Ja nikogo się nie boję! Choćby niedźwiedź... to dostoję! Wilki? Ja ich całą zgraję pozabijam i pokraję!"
Wygląda na to, że Maria Konopnicka wymyśliła motto specjalnie dla Stephana Antigi. Bo też trudno o większego zucha niż nasz Stephane Antiga. "Nasz" - bo blask niedawnych sukcesów Delecty z wielkim udziałem doskonałego francuskiego zawodnika świeci także lekko przy okazji powołania Antigi na trenera polskiej reprezentacji siatkarzy. W końcu można wręcz rzec, że Delecta w wydaniu 2012/13 zdominowała krajową siatkówkę. Piotr Makowski, szkoleniowiec tamtej drużyny, prowadzi już kobiecą kadrę. Antiga, boiskowy lider Delecty, dostaje pod opiekę biało-czerwonych.

Zuch z niego wielki - i to już jest na poważnie - bez półuśmiechu z wierszyka Konopnickiej. Rzuca się na bardzo głęboką wodę, bo przecież we wrześniu 2014 roku w Polsce zagramy w mistrzostwach świata siatkarzy. Weryfikacja umiejętności Antigi trenera będzie bezlitosna i wręcz natychmiastowa. Nie może się także spodziewać żadnej taryfy ulgowej. Wie doskonale, na co się rzuca - groźniejszych i bardziej niebezpiecznych rywali niż niedźwiedź i wilki, którymi przechwala się Stefek Burczymucha.

Francuz, mimo zupełnego braku doświadczenia w trenerskim fachu, ma swoje atuty. Jednym z nich jest świadomość tego ograniczenia. Dlatego wspólnie z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej wymyślił pomocnika w osobie znakomitego szkoleniowca Phillipe'a Blaina. On ma dać rutynę. Antiga wszystko inne. Łatwo mu będzie przekonać do powrotu do reprezentacji Mariusza Wlazłego. Ostatnie mistrzostwa Europy pokazały, jak bardzo brakowało biało-czerwonym siatkarskiego kilera.

Przez dwa lata pobytu Francuza w Bydgoszczy dał się poznać nie tylko jako świetny sportowiec, ale także człowiek na wysokim poziomie. O autorytecie, który ma wśród zawodników, nie ma nawet co wspominać. Może dzięki niemu łatwiej przekłuje balon samouwielbienia, który nadyma polskich reprezentantów i przeszkadza im w osiąganiu sukcesów.

I jeszcze na koniec coś ze "Stefka Burczymuchy" Marii Konopnickiej - puenta żartobliwego wierszyka, która zupełnie do francuskiego Stephane nie pasuje. On się bowiem żadnej myszki, jak Stefek, nie przestraszy, z tygrysem i lwem jej nie pomyli.