Piłkarska historia z kresów. Bramkarz, który uciekł z gułagu [ZDJĘCIA]

Lwowski bramkarz Tadeusz Weresz trafił zimą 1940 roku do gułagu. Przed śmiercią uratowało go to, że nigdy nie palił papierosów. - Skrzętnie zbierał swoje przydziały w gułagu i wymieniał papierosy na słoninę. Opowiadał, że to uratowało mu życie. Miał co jeść podczas ucieczki - wspomina jego córka, Lidia Weresz.
Jesteś kibicem? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Na trop niezwykłych dziejów Tadeusza Weresza natrafiliśmy dzięki staremu zdjęciu odnalezionemu przez Stowarzyszenie Pomagamy Polonii w Bydgoszczy. To grupa entuzjastów klubu Polonia Bydgoszcz. Zbiór starych fotografii uratowali przed wyrzuceniem do śmietnika. Na jednej z nich widać bramkarza w efektownej robinsonadzie - w czapce na głowie. Napisaliśmy o nich w Gazecie i na portalu bydgoszcz.sport.pl. Kilkanaście dni później zgłosił się Tomasz Decowski, który na fotografii rozpoznał swojego dziadka - lwowiaka Tadeusza Weresza. Poznał go właśnie po czapce. Była tak charakterystyczna, że była elementem karykatury Weresza narysowanej wiele lat temu w Bydgoszczy.

Piłkarze na czarno-białych zdjęciach

Weresz - repatriant ze Wschodu - przyjechał do Bydgoszczy po II wojnie. Grał w Polonii w piłkę i został działaczem klubu. Karykaturę otrzymał w prezencie, w dniu ślubu. Sławomir Wojciechowski, badacz historii Polonii, autor książki "Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949" zna postać Weresza, choć sam przyznaje, że nie cały życiorys udało się opisać. - Wiem, że był kresowiakiem z Lwowa, który przed wojną grał w klubie młodzieżowym Orlęta. Po 1945 roku przeprowadził się do Bydgoszczy, grał tu trochę w piłkę, a później został działaczem - mówi Wojciechowski. - Miał duże mieszkanie, przeznaczył część na pomieszczenia klubowe - dodaje. Polonia musiała być w jego sercu ważna, bo według wspomnień piłkarza Polonii Edmunda Szumińskiego, klubowi oddał aż dwa duże pokoje w kamienicy przy ul. Focha 14. W mieszkaniu mieściła się swego czasu nawet sekcja tenisa stołowego.

Rodzina Wereszów z dziada, pradziada mieszkała we Lwowie. O młodości Tadeusza Weresza wiemy niedużo. Urodził się 10 lipca 1916 roku i jako nastolatek, w latach 30., grał w piłkę. To wiadomo na pewno z kilkudziesięciu zdjęć, które pozostały wnukowi po dziadku. W komplecie są to piłkarskie mecze z lat 30 . Ze starych fotografii patrzą na nas młodzi chłopcy uprawiający futbol. Są różne boiska, zespoły i miejscowości - dziś już praktycznie nie do rozpoznania. Strzępy informacji o miejscach i ludziach są na odwrotach zdjęć. Niektóre z nich są podpisane - mniej lub bardziej dokładnie.



Najdokładniej opisana jest fotografia z urwanym, górnym rogiem. Widać na nim grupę młodych futbolistów. Mają po 17-18 lat. Niektórzy są trochę starsi - ubrani w piłkarskie stroje. Obok, w garniturach pozują trenerzy, a może działacze. Z kilku zdań skreślonych wiecznym piórem na odwrocie fotografii wiemy, że to zespół AKS Lwów na wyjeździe do Sądowej Wiszni. Grali tam w 1936 roku ze Strzelcem. Wynik - nieznany. Współcześnie ta miejscowość ma 7 tys. mieszkańców. Leży na Ukrainie - niedaleko granicy z Polską.

Kilka innych zdjęć z archiwum Tadeusza Weresza jest jeszcze podpisanych, ale już nie tak dokładnie . Mamy ujęcie bramkarza na stadionie z podpisem: "Biały Orzeł - Gladiator 2:2".

Na innym walka na boisku w meczu Orlęta Lwów - Gladiator. Są także dwie fotografie seniorskich zespołów podpisane: "Ruch" i "Wisła". Być może to piłkarze przedwojennych ekip Ruchu Chorzów i Wisły Kraków.

Cała reszta biało-czarnych ujęć jest już zupełnie anonimowa. Poza jednym, na którym jest sam Tadeusz Weresz. Siedzi w gronie kolegów z zespołu Orlęta, ubrany w bramkarski strój, na kolanach ma piłkę. Jest rok 1933 - ma wówczas 17 lat.



Palenie zabija

Mija niespełna siedem lat. Jest zima - przełom lat 1939-40. Sowieci wywożą go do gułagu. Konkretnej przyczyny rodzina nie zna. Weresz ląduje w stepie, gdzieś między Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim. Udaje się mu uciec, choć zostaje postrzelony. - Dziadek opowiadał zawsze, że uciekali grupą i że był ostatnim, któremu się to udało. Kula trafiła go w udo, ale kolejnego uciekiniera kula zabiła - wspomina wnuk, Tomasz Decowski. Do Lwowa powędrował pieszo. - Jest gdzieś zdjęcie jak ojciec w łachmanach stoi pod pomnikiem Sobieskiego we Lwowie - wspomina Lidia Weresz, najstarsza z córek. Przed śmiercią uratowało go to, że nigdy nie palił papierosów. - Skrzętnie zbierał swoje przydziały i wymieniał na słoninę. Miał co jeść podczas ucieczki.

Resztę II wojny przeżył w Lwowie. Po 1945 roku wraz z całą rodziną przyjeżdża do Bydgoszczy. Dla repatrianta z kresów miał to być tylko przystanek w drodze do Gdańska, jednak pozostał nad Brdą. Zakłada firmę budowlaną, w wolnych chwilach gra w piłkę nożną w utworzonym przez miasto klubie BKS, który później przekształcił się w powojenną Polonię - klub z tradycją sięgającą 1920 roku. Stoi na bramce np. w meczu z jeńcami włoskimi, który elektryzował ówczesną Bydgoszcz. - Sam fakt, że "nasi" grać będą przeciwko Włochom, tym Włochom "od wielkiego futbolu", nieważne czy to byli zawodowi gracze, czy tylko amatorzy, budził w lokalnej społeczności dreszcz emocji - pisze w swojej książce Wojciechowski.

Sportowa kariera trwa niezbyt długo. Jego związek z klubem nie kończy się jednak wraz z odejściem na sportową emeryturę, bo później prężnie działa na rzecz klubu. W mieszkaniu Weresza, w bydgoskiej kamienicy przy Marszałka Focha 14 dzieje się klubowa historia. 22 maja 1946 zostaje w nim założona sekcja żużlowa Polonii.

Bramkarz z Lwowa zmarł w Bydgoszczy w 2001 roku.