Broń gładkolufowa, gaz i pałki. Zamieszki na meczu Zawisza - Widzew

Sobotni pojedynek piłkarzy Zawiszy z Widzewem Łódź określany był jako mecz podwyższonego ryzyka. Kilkuset policjantów z prewencji m.in. z Bydgoszczy, Łodzi i Poznania pilnowało porządku w trakcie i po spotkaniu. Niestety nie obeszło się bez starć
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Policjanci obawiali się starć pomiędzy kibicami obu drużyn i nie tylko. Do Bydgoszczy autokarami przyjechali bowiem również fani łódzkiego ŁKS-u, zaprzyjaźnieni z kibicami Zawiszy. - W trakcie drugiej połowy ok. 600 sympatyków ŁKS-u próbowało wedrzeć się na stadion. Wobec osób, które wyłamały płot, użyto pałek i gazu - informuje Maciej Daszkiewicz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Na stadionie pojawiło się też ok. 1800 fanów Widzewa. Oni do naszego miasta przyjechali specjalnym pociągiem. W trakcie meczu rzucali petardami w stronę tartanu.

- Do drugiego incydentu doszło, gdy kibice Zawiszy próbowali przedostać się na zamknięty podczas meczu sektor B - dodaje Daszkiewicz. Jak informuje komenda wojewódzka policji, w stronę interweniujących funkcjonariuszy poleciały elementy ogrodzenia, kamienie i płyty chodnikowe. Dopiero użycie broni gładkolufowej oraz pałek i gazu powstrzymało agresję. Do tej pory zatrzymano kilkunastu pseudokibiców. Uszkodzone zostały cztery policyjne radiowozy. Obrażenia odniosło trzech policjantów.

Kibole Zawiszy opuścili rzeczywiście w trakcie drugiej połowy swój sektor na trybunie C stadionu. Twierdzą na swej stronie internetowej, że wyszli na znak protestu przeciwko decyzji wojewody Ewy Mes, która na mecz z Widzewem zamknęła trybunę, którą zawsze zajmują. Piszą "nie wiadomo na jakiej podstawie prawnej policja przebywająca na stadionie zaatakowała ludzi, którzy przebywali za trybuną C"