Prezes Lotto/Bydgostii: Nawet nie marzyliśmy o takich sukcesach

Zygfryd Żurawski

Zygfryd Żurawski (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja gazeta)

W całej historii polskiego sportu niewiele jest tak utytułowanych klubów. Bydgoscy wioślarze od 1993 roku nieprzerwanie dominują w Polsce. Idą śladem swoich poprzedników, którzy jeszcze przed II wojną światową byli najlepsi w kraju.
Jesteś kibicem i jesteś z Bydgoszczy? Musisz zostać fanem Facebooka Sport.pl Bydgoszcz »

Gdy w 1928 roku zakładano Kolejowy Klub Sportowy mało kto spodziewał się, że rozpoczyna się historia pełna medali olimpijskich, mistrzostw świata i Europy. A jednak. Już w 1938 r. bydgoszczanie świętowali pierwsze Drużynowe Mistrzostwo Polski. W sumie najpierw KKW, a potem Lotto/Bydgostia po prymat w kraju sięgały 25 razy. W latach 60 i 70-tych wizytówką klubu byli Jerzy Broniec i Alfred Ślusarski. Wspólnie zdobyli oni srebro i brąz mistrzostw świata. Najbardziej utytułowanym reprezentantem Lotto/Bydgostii i w ogóle polskim wioślarzem jest Robert Sycz. Startując w barwach naszego klubu dwukrotnie (wspólnie z Tomaszem Kucharskim) zdobywał złote medale olimpijskie.

Wspaniałą erę klubu z ul. Żupy rozpoczął na igrzyskach w Sydney. W Atenach w 2004 r. powtórzył ten sukces. W Pekinie w 2008 r. srebro w czwórce bez sternika wagi lekkiej zdobyli Miłosz Bernatajtys i Bartłomiej Pawełczak, a w Londynie w 2012 r. brąz wywalczyła Magdalena Fularczyk, która w dwójce podwójnej płynęła z Julią Michalską. Swój jubileusz klub świętować będzie w sobotę na uroczystej gali w Operze Nova.



Rozmowa z Zygfrydem Żurawskim

Waldemar Wojtkowiak: Patrząc na olimpijskie sukcesy klubu, można odnieść wrażenie, że jego historia rozpoczyna się stosunkowo niedawno. A przecież obchodzicie rocznicę 85-lecia.

Zygfryd Żurawski (prezes Lottp/Bydgostii): Sukcesy były i to już dużo wcześniej. Klub powstał w 1928 roku, a już dziesięć lat później został drużynowym mistrzem Polski. Kolejny etap sukcesów to lata 60. Związane są one chyba najbardziej z Alfonsem Ślusarskim i Jerzym Brońcem. Wtedy jeszcze jako Kolejowy Klub Wioślarski.

Historia klubu to chyba też historia bydgoskiej kolei?

- Rzeczywiście klub powstał przy warsztatach kolejowych. Potem z tego utworzyło się ZNTK. Aż do 1996 właśnie z tym zakładem było ścisłe związane wioślarstwo.

Zawodnicy pracowali na kolei?

- W latach 80. nie pamiętam już takich rzeczy, ale wcześniej bywało, że czołowi wioślarze mogli liczyć na etaty w ZNTK. Ale w tamtych czasach nikogo to nie dziwiło..

A jak pan zaraził się pasją do wioślarstwa?

- Pod koniec lat 80. byłem wiceprezesem ds. gospodarczych w ZNTK. W 1991 na emeryturę przeszedł poprzedni prezes Tadeusz Jasiński. I to ja zająłem jego miejsce. W latach 70. byłem w zarządzie klubu Brda, też związanego z koleją.

Czyli został pan oddelegowany do bycia prezesem?

- Wcześniej społecznie współpracowałem już z wtedy Kolejowym Klubem Wioślarskim, więc wiedziałem, w co wchodzę.

I co, pan zastał?

- Około 40 trenujących sportowców. To był ciężki czas. Wszystko wokół się zmieniało. Także finansowanie sportu i klubów. Dopiero powoli zaczynały funkcjonować klasy sportowe.

Brakowało pieniędzy?

- Zdarzały się takie przypadki. Wtedy mówiłem sobie, że to ja jestem prezesem i sam muszę tę dziurę załatać.

Sukcesy szybko przyszły.

- Już w 1993 roku zostaliśmy drużynowym mistrzem Polski. Długo nie mogliśmy w to uwierzyć. Nikt nie przewidywał, że powtórzymy ten wynik za rok. A już, że będziemy to robić przez 21 lat z rzędu, nie zakładali najwięksi optymiści. To było jak sen.

Czy Bydgoszcz skazana jest na sporty wodne?

- O ile jeszcze w latach 90. wioślarstwo musiało się mocno przebijać, o tyle teraz sytuacja się zmieniła. Sukcesy na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata wiele nam dały. Nie mamy żadnych problemów z naborem do klas sportowych o profilu wioślarskim w gimnazjum czy liceum.

Jak przekonujecie młodych ludzi do wioślarstwa?

- Czuję takie zobowiązanie: jeśli ktoś uprawia sport, klub powinien zapewnić mu także warunki do zdobycia wykształcenia. W ciągu ostatnich 20 lat myślę, że ok. 200 naszych zawodników i zawodniczek zostało magistrami. To nasz wielki sukces.

A dlaczego teraz następca ZNTK - firma Pesa nie wspiera finansowo wioślarzy?

- Tak jak byłem związany z poprzednim zakładem, tak jestem związany z Pesą. Najpierw jako dyrektor marketingu i rozwoju, a teraz wiceprzewodniczący rady nadzorczej. Rzeczywiście od 1996 roku tej współpracy nie ma. Na początku w firmie mieliśmy trudne lata i wtedy wyciąganie z niej pieniędzy na klub świadczyłoby o mojej ignorancji. A dzisiaj nie ma już takiej potrzeby, bo mamy innych partnerów.