Artego bliskie zwycięstwa. Ale Wisła dalej niepokonana

14 zwycięstw z rzędu to ligowy bilans Wisły Can-Pack Kraków. Wicemistrzynie Polski blisko porażki były w Bydgoszczy, gdzie Artego prowadziło do przerwy 43:36. W drugiej połowie bydgoszczankom zabrakło jednak sił i po bardzo dobrym meczu uległy faworytowi ekstraklasy
Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot

Jeśli ktoś w hali Chemika miał wątpliwości, czy Artego jest w stanie pokonać wicemistrza Polski, to stracił je na samym początku meczu. Po dwóch minutach gry i stanie 8:2 dla Wisły trener Tomasz Herkt wziął przerwę na żądanie. Krzyczał tak głośno, że słychać go było w całej, wypełnionej kibicami, hali. Po kolejnych dwóch minutach był już remis - Leah Metcalf dwukrotnie trafiła z dystansu oraz dostarczyła piłkę pod sam kosz do Jessiki Lawson. Metcalf kolejny raz w tym sezonie zaliczyła świetny mecz. Rzuciła 27 punktów i zanotowała 5 asyst. - W pierwszej połowie grałyśmy zbyt statycznie, a Artego miało dużo sporo swobody w ataku - mówił trener Stefan Svitek. Słowak szalał przy linii bocznej, a za krytykę decyzji sędziów został ukarany przewinieniem technicznym. Dwa razy dostało się też Agnieszce Szott-Hejmej. Była kapitan Artego była aktywna, ale nie należała do kluczowych postaci spotkania. - Mąż powiedział przed meczem, że mam wyłączyć emocje - mówi skrzydłowa, która przez poprzednie trzy sezony była podporą Artego. Z dobrej strony chciała się też pokazać Daria Mieloszyńska-Zwolak, która w ubiegłym sezonie grała w Wiśle. Skrzydłowa trafiła wszystkie trzy rzuty z dystansu.

Do przerwy Artego prowadziło z Wisłą 43:36. - W poprzednim meczu w Eurolidze zdobyliśmy tylko 52 punkty i to siedziało w głowach moich zawodniczek. W trzeciej kwarcie zmieniliśmy sposób obrony, zwiększyliśmy agresywność przy pick'n'rollach wykonywanych przez Metcalf - tłumaczył trener Wisły. Od początku meczu bydgoszczanki nie radziły sobie z Jantel Lavender (26 punktów i 11 zbiórek). Celnie rzucały także Justyna Żurowska i Allie Quigley. W trzeciej kwarcie, pomimo coraz głośniejszego dopingu publiczności, przewagę zyskiwały krakowianki. Tę część meczu wygrały 23:11.

Potencjały i cele obu zespołów są zupełnie inne. W drużynie Wisły na parkiecie pojawiło się 10 zawodniczek. Najmniej czasu na boisku spędziła Marta Jujka, która grała aż 7 minut. Trener Herkt, gdyby nie musiał, nie wpuściłby na parkiet Anny Pietrzak. Rozgrywająca była ósmą zawodniczką Artego. Grała przez dwie sekundy.

Szkoleniowiec Artego miał powody, by być zadowolonym z występu swoich zawodniczek. - Zagraliśmy dobry mecz. Naszym głównym zadaniem było wyeliminowanie szybkiego ataku przeciwnika. To nam się udawało do przerwy. Gramy na wąskiej rotacji. Niektóre straty to było rzucanie piłki po ścianach. Widać było brak sił - mówił. Podczas przerw na żądanie fizjoterapeuta musiał zająć się skurczami mięśni nóg koszykarek. - W pierwszej połowie wykonywałyśmy wszystkie założenia. Wisła to zespół na poziomie Euroligowym, który w przerwie potrafił zupełnie zmienić swoje podejście do meczu. O naszej porażce zdecydowała liczba strat - oceniła Martyna Koc. Bydgoszczanki zagrają w tym sezonie jeszcze jedno ligowe spotkanie. Za tydzień zmierzą się w Łodzi z Widzewem.

Artego Bydgoszcz - Wisła Can-Pack Kraków 69:78 (20:21; 23:15; 11:23; 15:19)

Artego: Metcalf 27 (5), Mowlik 12 (1), Mieloszyńska-Zwolak 11 (3), Lawson 6, Koc 5, Jeziorna 2, Pietrzak 0

Wisła: Levander 26, Żurowska 12, Quigley 12 (2), Tamane 10, Szott-Hejmej 7, Ouvina 4, McCray 2, Pawlak 2, Jujka 2, Krężel 0