Świetny debiut Amishy Carter. "Punkty to tylko dodatek"

21 punktów i 10 zbiórek - taki jest dorobek Amishy Carter w pierwszym meczu po dziewięciomiesięcznej przerwie. - Cahrine Kraayeveld debiut miała jeszcze lepszy - przypomina Tomasz Herkt.

Zobacz: Perfekcyjna połowa Artego z AZS Gorzów Wielkopolski



Kraayeveld w Bydgoszczy już nie ma, bo pierwsze spotkanie było jedynym, w którym nie można było jej nic zarzucić. O ile jednak obecna zawodniczka Wilków Morskich bazuje na niezłym, choć niestabilnym rzucie, to Carter ma o wiele więcej atutów. - To była korzystna zmiana. Carter, nawet jeśli w jakimś meczu nie będzie trafiać z półdystansu, to potrafi grać tyłem do kosza i zbierać - mówi trener Herkt.

Ostatnie spotkanie Amerykanka zagrała na początku kwietnia 2013 r. Występowała wtedy w izraelskim Ramat Hasharon. - To długa przerwa, więc byłam trochę zdenerwowana. Ale wszystko poszło świetnie - mówi. - Amisha była najjaśniejszym punktem naszego zespołu - mówi Martyna Koc.

Początek meczu z AZS Gorzów Wielkopolski należał do Amerykanki. Trafiała głównie z półdystansu. W jednej z akcji pod koszem rywalek dwukrotnie chybiała i zbierała piłkę. Za trzecim razem trafiła i była w dodatku faulowana. - Tak naprawdę skupiałam się na obronie. Wiedziałam, że jeśli będę dobrze pracować w defensywie, to efekty w ataku same przyjdą. Moim zadaniem jest obrona i zbiórki. Punkty to tylko dodatek - mówi Carter.

Mimo że kilka razy brakowało jej sił, to na parkiecie radziła sobie bardzo dobrze. - Wychodzą jej naturalne cechy. Ma smukłą sylwetkę, nie dźwiga dodatkowych kilogramów. Brakuje jej wytrzymałości, ma pewne zaległości. Ale jest szybka, plastyczna i skoczna. Może być tylko lepiej - mówi Herkt.

Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot