Dwie twarze Artego. Wygrana w derbach dała trzecie miejsce

Po pierwszej połowie meczu z Energą Toruń koszykarki Artego prowadziły 49:21. W drugiej połowie zagrały o wiele słabiej, ale nie miały problemów z utrzymaniem korzystnego wyniku, który dał im trzecie miejsce na koniec pierwszej fazy Basket Ligi Kobiet
Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot

Na meczu pojawiła się spora grupa kibiców z Torunia. Wszystkie miejsca siedzące w hali Chemika były zajęte już 20 minut przed spotkaniem.

Mecz rozpoczął się od sporej niespodzianki. W pierwszej piątce Artego nie było żadnej nominalnej rozgrywającej, a Leah Metcalf usiadła tuż obok trenera Tomasza Herkta, gotowa do wejścia na boisko. Po 40 sekundach i dwóch celnych trójkach Elżbiety Mowlik Artego prowadziło 6:0. Metcalf weszła na parkiet chwilę później. Nie był to jednak zabieg taktyczny. - Pomyliłem się przy zaznaczaniu zawodniczek w protokole. Dlatego zagrała Koc, a nie Metcalf - mówił Herkt.

Spotkanie z Energą miało podobny przebieg do pojedynku z AZS Gorzów Wielkopolski tydzień wcześniej. W pierwszej połowie Artego grało świetnie. - Wyszliśmy skoncentrowani, działała nasza obrona oraz atak. Wszystkie akcje były składne, przemyślane, z dobrym spacingiem i timingiem - chwalił zawodniczki trener Herkt.

Torunianki miały ogromne problemy ze skutecznością. Weronika Idczak trafiła w całym meczu 3 z 12 rzutów z gry, a podkoszowa Patrycja Gulak-Lipka 2 z 11. - Pierwsza połowa to był wstyd. Przepraszam kibiców - powiedział trener Energi Elmedin Omanić. - Nie wiem, co się z nami stało. Artego potrafiło wykorzystać każde nasze zawahanie - rozkładała ręce Róża Ratajczak.

Po dwóch kwartach bydgoszczanki wygrywały 49:21. Przekaz w szatni był jasny - nie patrzeć na zegar i zwiększać przewagę. To się nie udało. Artego zaczęło grać bardzo nerwowo. W kolejnych kwartach rzuciło rzucało tylko 8 i 10 punktów. Gdyby nie słaba dyspozycja torunianek, zwycięstwo wcale nie musiało być pewne. Wielokrotnie zawodniczki obu zespołów nie trafiały z dogodnych pozycji.

Kibice mieli prawo się zastanawiać, czy w drużynie Artego na parkiecie na pewno przebywają te same zawodniczki co przed przerwą. W dwóch pierwszych kwartach bydgoszczanki trafiły 52 proc. rzutów z gry. Średnia drugiej połowy była dwa razy gorsza - 25 proc. Po dwóch świetnych spotkaniach w Artego o wiele gorzej dysponowana była Amisha Carter (2/12 z gry). W sobotę najlepiej punktującą bydgoszczanką była Jessica Lawson (15). - Zawsze dużo czasu poświęcamy na przygotowanie taktyczne. Trener dużo mówi o byciu skoncentrowanym na zadaniach. To nam się udało - powiedziała po spotkaniu. Mniej skuteczna niż na początku sezonu jest Leah Metcalf. Amerykanka popełnia błędy, ale imponuje sprawność, z jaką operuje piłką, i potrafi wyjść z bardzo trudnych boiskowych sytuacji. Kiedy siada na ławkę, gra ofensywna zespołu od razu na tym cierpi.

- Pierwsza połowa była fatalna. Dobrze, że zdążyliśmy się obudzić, bo gdyby mecz toczył się tak dalej, to Artego chciałoby zakończyć mecz różnicą 80 punktów. Cieszę się, że przegraliśmy różnicą tylko 15 - mówił trener Omanić. - Często jestem pytany o cel Energi. Dobrze, że w ogóle gramy. Czwarte miejsce to w naszym wykonaniu mistrzostwo świata - dodał.

Artego Bydgoszcz - Energa Toruń 67:52 (28:13; 21:8; 8:15; 10:16)

Artego: Lawson 15, Metcalf 13 (1), Mowlik 12 (2), Jeziorna 9 (1), Koc 10, Carter 8, Mieloszyńska-Zwolak 0, Pietrzak 0.

Energa: Dixon 17, Walich 10, Gulak-Lipka 8 (1), Vrdoljak 7 (1), Idczak 6, Ratajczak 4, Dosty 0.