Sport.pl

Mistrz świata był zielony. Przed pierwszym startem

- Kiedy Paweł przyjechał na lotnisko, był zielony. Zatrucie ciągle go męczyło. Wsiedliśmy jednak do samolotu. A potem wszystko się udało - opowiada Roman Dakiniewicz, trener, który doprowadził mistrza świata w skoku o tyczce Pawła Wojciechowskiego do powrotu na skocznię.
Obserwuj autora na twitterze @WBorakiewicz

Latem miną już trzy lata, gdy tyczkarz Zawiszy zdobył złoty medal mistrzostw świata w Daegu. Potem rozpoczęły się kłopoty ze zdrowiem. W 2012 roku, na igrzyskach w Londynie, nie zaliczył żadnej wysokości. Potem, aż do stycznia tego roku, nie wystartował już ani razu. Teraz, po dwóch zaledwie mityngach, w których wziął udział, ma drugi wynik na świecie - 5,76 m.

Wojciech Borakiewicz: Macie już za sobą półtora roku nieszczęścia i pecha.

Roman Dakiniewicz: Pech próbował jeszcze Pawła dopaść całkiem niedawno, ale zdążyliśmy mu uciec. To się zdarzyło w styczniu, przed wyjazdem na pierwszy po tej długiej przerwie mityng w Leverkusen. Lecieliśmy wcześnie rano samolotem z Bydgoszczy do Dortmundu. O godz. 4 nad ranem budzi mnie telefon. Paweł dzwoni i mówi, że nie jedzie. Zatruł się i ma potężne kłopoty żołądkowe. W końcu się zdecydował, ale zrobił to dla naszego juniora Mateusza Jerzego, który też z nami leciał. Nie chciał go samego zostawić. Kiedy zobaczyłem Pawła na lotnisku, przestraszyłem się. Był zielony i o starcie nie myślał. Dotarliśmy jakoś do Dortmundu, a potem do Leverkusen, gdzie był mityng. Ugościł nas Leszek Klima, mój wychowanek. Paweł dostał węgiel, przespał się i wystartował.

Pierwszy występ po półtorarocznej przerwie zakończył się wynikiem 5,45.

- To już był sygnał, że może być dobrze. Odczuwał jeszcze osłabienie po zatruciu. Opuścił dwie kolejne wysokości i próbował jeszcze 5,60. Wtedy się nie udało, ale wyjazd do Niemiec dał Pawłowi pewność i nie chodziło tylko o sam wynik.

Co jeszcze się stało?

- Leszek Klima ma do dyspozycji wiele tyczek. Pożyczał je Pawłowi, który się przekonał, że może używać innego sprzętu. Do tej pory korzystał z tyczki o długości 5 metrów. Pogadali z Leszkiem i Paweł zaczął używać tyczki 5,10-metrowej. Na pierwszym treningu próbował ostrożnie, ale szybko sobie przyswoił, że to już sprzęt dla niego.

Im dłuższa tyczka, tym lepsze rezultaty?

- To nie takie proste, ale oczywiście długość sprzętu pomaga. Ważne jest także, czy jest bardziej, czy mniej twarda. To druga rzecz, którą Paweł zmienia. Próbuje już tyczki o długości 5,20 m i twardszej, która daje oczywiście większe możliwości.

Rezultat 5,76, który Paweł osiągnął, wygrywając zawody w Orleanie, to w takim razie jeszcze nie koniec?

- Mam nadzieję, ale zawsze trzeba chuchać na zimne, żeby się nic nie stało. Skok o tyczce to bardzo urazogenna konkurencja. Musi być zdrowy, to najważniejsze. Mamy też dodatkowo spokój, bo ten wynik oznacza także zdobycie minimum na halowe mistrzostwa świata w Sopocie. Nie trzeba się tym martwić.

W jaki sposób udało się ponownie doprowadzić do formy Pawła Wojciechowskiego?

- To zasługa lekarzy z Poznania, którzy skonstruowali specjalny program ćwiczeń dla niego. Paweł ćwiczy ze sztangą, stojąc na specjalnych, galaretowatych poduszkach. To mu bardzo pomaga i wzmacnia odpowiednie partie mięśni kręgosłupa, grzbietu i brzucha, nie narażając stawów kolanowych. Przestały mu dolegać przeciążenia, przez które stracił ostatnie dwa lata. Do tego te ćwiczenia świetnie robią na koordynację. Należało także popracować nad techniką. Paweł teraz, przy dokładnie odmierzonym rozbiegu, świetnie trafia z odbiciem.

Jest w stanie za tydzień, podczas bydgoskiego mityngu Pedro's Cup, walczyć jak równy z równym z Renaudem Lavilleniem?

- To będzie bardzo ciekawa rywalizacja z pewnością. W ten weekend Paweł jeszcze skacze w Rouen.

Jeździ pan z nim teraz na zawody?

- To imprezy załatwiane przez menedżera, a nie przez PZLA, więc zostaję w domu. Mam czas, żeby pojechać na działkę. Teraz też jadę, bo w zimie trzeba zadbać i napalić w piecu. A jak Paweł będzie skakał 6 metrów, wtedy będzie miał tak silną pozycję, że trenera też zabierze ze sobą na wszystkie zawody.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Więcej o:
"/> Tak wygląda tabela "polskiej" grupy el. Euro 2020! Sensacja na koniec
 
  • Łukasz Piszczek: Na mundialu było niezbyt miło. A do tego te historie, które były rozkręcane w mediach... Chore Łukasz Piszczek: Na mundialu było niezbyt miło. A do tego te historie, które były rozkręcane w mediach... Chore