Sport.pl

Trenuje jak Łukasz Kubot. Mistrz świata zdradza sekret swego powrotu

- Z pomocy tych specjalistów korzystają m.in. Łukasz Kubot, Natalia Partyka - opowiada były mistrz mistrz świata w skoku o tyczce Paweł Wojciechowski. Wraca ze świetnymi wynikami do uprawiania sportu, po półtorarocznej przerwie.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz



Waldemar Wojtkowiak: Jesteś jak meteor. Pojawiłeś się i potem zniknąłeś na światowych imprezach. Powodem są tylko kontuzje?

Paweł Wojciechowski: Ostatnio znowu mnie nękały. Najpierw w grudniu 2011 to nieszczęsne uderzenie w twarz przez tyczkę, potem problem z mięśniem dwugłowym i jeszcze kolano. Z nim walczyłem przez cały rok. Najważniejsze, że znowu wróciłem i nie zamierzam już nigdzie uciekać.

Kontuzje prześladują cię od początku kariery. Nie miałeś chwilami już dość tego wszystkiego?

- Nigdy tak nie pomyślałem. Wręcz przeciwnie. Trzymałem się zasady "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Dlatego stoję tutaj dzisiaj w hali.

Trenujesz tak jak wcześniej?

- To wygląda zupełnie inaczej. Trenuję z mniejszymi obciążeniami, z inną intensywnością. To daje mi stabilizację w skakaniu. Na razie się to sprawdza i mam nadzieję, że utrzyma się do mistrzostw świata w Sopocie.

Zmiana w treningach naprawdę jest taka drastyczna?

- Zdecydowanie tak. Mniej siły z ciężarami, a więcej wykorzystywania ciężaru własnego ciała. Intensywność duża, ale nie chodzi o to, by się przemęczać, ale bym ja czerpał z tego przyjemność. O wiele lepiej się z tym czuję. Ludzie, którzy się tym zajmują z Centrum Osteopatii z Poznania, twierdzą, że można osiągać dobre wyniki mniej i inaczej trenując.

Łatwo dałeś się przekonać do nowych metod?

- Cały czas się tego uczę. Z pomocy tych specjalistów korzystają m.in. Łukasz Kubot, Natalia Partyka. Często pojawiają się tam piłkarze. Najważniejsze, że te treningi dają efekty, bo forma rośnie.

Ostatnie starty pokazują, że tak się właśnie dzieje.

- Już nieźle się zaczęło. W zawodach w Leverkusen skoczyłem co prawda 5,55, ale tam miałem w ogóle nie wystartować, bo zmagałem się z zatruciem pokarmowym. W dodatku skakałem na nie swoich tyczkach. Potem było 5,75.

To już świetny wynik.

- Tak, choć te skoki nie są bardzo dobre techniczne. Musimy nad tym jeszcze pracować. Kilka centymetrów można dołożyć i mam nadzieję pobić halowy rekord Polski.

Sporo ostatnio startujesz.

- Nie ma lepszego treningu niż zawody. W dodatku trzeba rywalizować z najlepszymi. Po takiej przerwie, jaką miałem, muszę znowu się z tym wszystkim oswajać.

Najbliższe zawody już w piątek w Łuczniczce.

- Dobrze, że tak blisko, bo długa jazda samochodem mnie wykańcza. Teraz na szczęście daleko nie będę musiał jechać. Cieszę się, że stawka jest bardzo dobra. Zależy mi na tych zawodach. Chciałbym pobić rekord Polski i przypomnieć się naszym kibicom. Od młodzieżowych mistrzostw świata nie miałem udanego startu w Bydgoszczy. Dlatego chcę się pokazać przed własną publicznością, udowodnić, że coś jestem wart.

Jaki jest twój cel na ten rok?

- Nie mam żadnych celów na ten sezon. Przecież nie mogę ich mieć po dwóch latach przerwy. Ja mam wrócić do dobrego skakania, do powtarzalności skoków, do pewności siebie. A to, co będzie po drodze, to tylko dodatki przed jedynym sportowym celem, jaki mam. Są nim igrzyska w Rio de Janerio w 2016 roku.

W 2011 roku dobra zima w twoim wykonaniu była zwiastunem świetnego letniego sezonu. Teraz może być tak samo?

- Chciałbym, by tak było, i to bardzo. Na razie jest nieźle. Jeśli zdrowie, bo ono jest przecież najważniejsze, dopisze, to kto wie, co może dziać się latem.

Więc wracamy do początku. To jesteś zdrowy?

- Czuję się zdrowy i mocny. I tego się trzymam.

Więcej o: