Ukarali żużlowca. Za to, że był przy umierającym ojcu

Włókniarz Częstochowa ukarał Emila Sajfutdinowa. Rosyjski zawodnik ma zapłacić klubowi 200 tys. złotych. Oficjalnie: bo nie stawił się prawie rok temu na dwa mecze. Czuwał wtedy przy umierającym ojcu i pojechał na jego pogrzeb.
Sajfutdinow startował w poprzednim roku we Włókniarzu Częstochowa. Ostatnią wypłatę dostał w maju. W sumie klub jest mu winien milion złotych. Do tej pory nie spłacił nic, choć pierwszą część zaległości, 300 tys. złotych, miał uiścić do 30 listopada.

Zamiast spłacać dług, ukarał zawodnika łącznie na 200 tys. złotych. Włókniarz wskazał cztery powody. Każdy wg regulaminu klubowego wycenił na 50 tys. złotych - to maksymalna wysokość kar: - 50 tysięcy złotych za niestawienie się zawodnika w meczu Włókniarz Częstochowa - Unia Leszno; 50 tysięcy złotych za niestawienie się zawodnika w meczu Unibax Toruń - Włókniarz Częstochowa; 50 tysięcy złotych za ujawnienie informacji dotyczących realizacji kontraktu; 50 tysięcy złotych za naruszenie dobrego imienia i wizerunku klubu.

Mecze z Unią i Unibaksem odbyły się na przełomie kwietnia i maja 2013 roku. Sajfutdinow nie wziął w nich udziału, bo czuwał przy umierającym ojcu, a potem był na jego pogrzebie. Włókniarz oczywiście wiedział o tych tragicznych dla zawodnika zdarzeniach. Przesłał mu wówczas kondolencje. Działacze klubu z Częstochowy napisali: "W sobotę, w godzinach wieczornych dotarła do nas bardzo smutna wiadomość. Po heroicznej walce z przewlekłą chorobą odszedł Damir Sayfutdinov, papa Emila Sayfutdinova, zawodnika Dospel CKM Włókniarz Częstochowa. Koledzy z drużyny, zarząd, właściciele i pracownicy klubu łączą się w bólu z Emilem i jego najbliższymi. Wiemy, że Emil swoim uśmiechem, pogodą ducha, otwartością i życzliwością nie mniej niż wyjątkowym talentem sportowym zjednał sobie przyjaciół i sympatyków na całym świecie. Dziś cała żużlowa rodzina łączy się w modlitwie za duszę Damira Sayfutdinova, który podarował światu tak wspaniałego człowieka, przyjaciela, sportowca. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen".

Po niemal roku działacze Włókniarza twierdzą, że to była nieusprawiedliwiona nieobecność i karzą żużlowca. Sprawa jest jeszcze bardziej kompromitująca dla polskiego żużla niż pamiętna rejterada toruńskiego Unibaksu podczas finału ekstraligi. Przypomnijmy, że wówczas Unibax odmówił jazdy w rewanżowym meczu z Falubazem Zielona Góra.

Włókniarz rewanżuje się Sajfutdinowowi karami za to, że ten, razem ze swoim menedżerem Tomaszem Suskiewiczem, głośno i publicznie domagał się zaległej wypłaty. Napisali list w tej sprawie do radnych z Częstochowy. Prezes Włókniarza Paweł Mizgalski na portalu Sportowefakty.pl tłumaczy powody wymierzenia kary następująco: - Inaczej nie będziemy mieć pewności, że inni zawodnicy nie zaczną w przyszłości w podobny sposób postępować. Od dawna posiadaliśmy ogromny katalog kar dla zawodników, czy to ze względu na wyniki osiągane na torze, kontuzje odniesione w innych ligach, czy kwestie marketingowe. Z chwilą, gdy zawodnik rozpętał całą burzę, związaną m.in. z listem do radnych, byliśmy zobowiązani do nałożenia na niego kary.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz