Rodzina Gollobów kręci salta [ZDJĘCIA]

Jacek Gollob trenował go, gdy na Polonii rozpoczynały się ?złote czasy?. Dziś Marcin Stawluk przygotowuje do sezonu żużlowego syna swojego dawnego mistrza - Oskara.
Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

W 1992 roku Polonia Bydgoszcz zdobyła po 21-letniej przerwie drużynowe mistrzostwo Polski. Żużel był wtedy na ustach wszystkich - o Polonii rozmawiało się podczas spotkań towarzyskich czy w tramwaju. Słowem: magia.

Gdy kolejnej wiosny Władysław Gollob ogłosił, że otwiera żużlową stajnię, która będzie szkolić tym samym trybem, jakim wychował synów, na pierwsze spotkanie przyszło 100 chłopców, którzy marzyli o tym, żeby być jak bracia Gollobowie. Wśród nich Marcin Stawluk, który nie miał jeszcze skończonych 14 lat. - Trzeba było przyjść z rodzicami, więc ciężko uwierzyć, ale w restauracji na Polonii zmieściło się 200 osób - wspomina.

Z setki chętnych wybrano piętnastkę. Najmłodszym był Stawluk. Z tamtej grupy nikt kariery żużlowej nie zrobił, choć niektórzy po krótkiej karierze na torze związali się z "czarnym sportem" na całe życie jako mechanicy. Tam pierwsze kroki na żużlu stawiał m. in. mechanik Andreasa Jonssona Mirosław Duda, czy Wojciech Malak, który przygotowuje sprzęt dla Tomasza Golloba.

Przygotowania były, jak na tamte czasy, rewolucyjne. Adepci jeździli na motocyklach crossowych, a zajęcia obejmowały różne formy aktywności fizycznej. Trenerem młodzieży był wtedy Jacek Gollob, który właśnie zdobył uprawnienia trenerskie. Przygoda w "stajni Gollobów" trwały tylko rok, później młodzi żużlowcy trafili do szkółki Polonii.

Marcin Stawluk trenował jeszcze cztery lata, ale nigdy nie zdobył licencji "Ż". - Miałem niesamowitego pecha, bo na prowadzeniu zdefektował mi motocykl - wspomina. - Miałem do niej podchodzić jeszcze rok później, ale miałem wypadek na torze z Michałem Robackim. Skończyło się na kontuzji kolana i kręgosłupa - dodaje.

Stawluk swoje życie postanowił mimo wszystko związać ze sportem. Poszedł na AWF, zrobił uprawnienia instruktora narciarstwa. A Polonia cały czas była bliska jego sercu. - Już na studiach spotkałem kiedyś właśnie na Polonii Władysława Golloba. Spytałem, co u Jacka. Okazało się, że jedzie w góry, dokładnie w tym samym czasie co ja. Wziąłem aktualny numer i zadzwoniłem. Spotkaliśmy się na stoku Wilcze Doły - dodaje.

Tak odnowili znajomość. Stawluk rozwijał swoje zainteresowania związane ze sportem i żużlem, pracę magisterską napisał na temat urazów w sporcie żużlowym. Kiedy syn Jacka, Oskar, skończył 13 lat i zaczął jeździć na crossie, żużlowiec powierzył przygotowania fizyczne dawnemu podopiecznemu. - Muszę powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza - mówi Jacek Gollob. - Marcin jest świetnym trenerem, dlatego powierzyłem mu przygotowanie syna do sezonu - dodaje. Współpraca trwa już trzy lata.

Sam Gollob także uczestniczy w treningach organizowanych przez Stawluka. - Podchodzę do nich bardzo poważnie. Ja codziennie od 25 lat trenuję. Chcę, żeby takie same nawyki miał Oskar - mówi żużlowiec.

Przygotowania ojca i syna obejmuje elementy crossfitu, czyli wszechstronnego treningu funkcjonalnego. - Przy układaniu treningów inspiruję się tym, jak przygotowywaliśmy się na Polonii - mówi Marcin Stawluk. To m.in. ćwiczenia w tzw. protokole Tabaty, nazywanym najcięższym treningiem świata. Polega na maksymalnym wysiłku przez 20 sekund i 10 sekundach odpoczynku. Do tego dołączony jest basen, gimnastyka, rozciąganie i relaksacja.

Więcej o: