Sport.pl

Mount Everest to za mało. Porwał się na trudniejsze i groźniejsze wyzwanie

Przepłynąć kanał La Manche jest dużo trudniej niż wejść na Mount Everest. Najwyższą górę świata zdobyło ponad 40 Polaków. Kanał pokonało czworo. Piątym chce być Tomasz Chwaliszewski - nauczyciel z Niemcza.
Obserwuj autora na twitterze @R_Jaskot

W lipcu ubiegłego roku miał pokonać kanał La Manche. Wszystko było przygotowane - pozwolenia, łodzie z pilotem, ratownikami i sędziami, nawet ekipa TVN-u, która chciała nakręcić film dokumentalny. Woda miała 13 stopni, Chwaliszewski ze startu zrezygnował. - W takiej temperaturze nie da się wytrzymać dłużej niż godzinę - opowiada. Dzień później popłynęła Brytyjka Susan Taylor. Zasłabła, została wyciągnięta z wody. Zmarła w szpitalu.

O tym, jak trudno jest pokonać kanał La Manche, świadczy liczba osób, które tego dokonały. To 21 mil (34 kilometry), a przepłynęło je w sumie mniej niż 1000 osób. Mount Everest zdobyło już ponad 3000 himalaistów.

Cztery treningi dziennie

Dzień Tomasza Chwaliszewskiego zaczyna się od pływania - nie może być inaczej, jeśli następna próba w kanale ma się powieść. Do wody wchodzi o 6 rano. Pierwszy trening trwa półtorej godziny. Drugie pływanie już dłużej, od godz. 15 do 17. W tym czasie Chwaliszewski pokonuje 6 km. Potem siłownia, na koniec dnia bieganie lub rower. Czasem dochodzi trening gimnastyczny, który daje gibkość i zwinność.

37-latek jest nauczycielem i trenerem pływania w Dębach Osielsko. - Mogę więc pływać razem z dziećmi - mówi. Treningi planuje sam. - Bazuję na własnych doświadczeniach. Wiem, czego mój organizm potrzebuje.

Choć pływanie nie jest kontuzjogenne, to w przypadku wysiłku tak ekstremalnego wygląda to inaczej. Podczas jednego treningu ramiona wykonują cztery tysiące kraulowych ruchów. Stawy to odczuwają. - Pływanie jest zdrowe, jeśli ktoś uprawia je rekreacyjnie. Nie jestem wyczynowcem, ale wkładam w pływanie masę energii. To już zdrowe nie jest - przyznaje Chwaliszewski.

Zezwolenie na przyszły rok

W tym roku Chwaliszewski miał przepłynąć Cieśninę Gibraltarską. Na start tego lata nie dostał jednak zgody. Termin wyznaczono na lipiec 2015 roku. Pływak zmienił więc plany i wystartuje w Polsce. W 2012 roku przepłynął Zatokę Gdańską. Zajęło mu to 9 godzin i 17 minut. W lipcu tego roku chce tę trasę przepłynąć dwukrotnie - z Helu do Gdyni i z powrotem. Na brzeg w Trójmieście wyjdzie tylko po to, żeby postawić stopę na plaży. Zawróci i popłynie w kierunku półwyspu. - Nikt wcześniej nie dokonał takiego wyczynu, więc będę miał okazję zapisać się w historii - opowiada.

Dwukrotne przepłynięcie Zatoki Gdańskiej będzie trwało około 20 godzin. Gdy Chwaliszewski płynął w jedną stronę, stracił 6 kg wagi. - Na początku organizm brał energię z tłuszczów, potem spalał mięśnie. To prawda, że to niezdrowe, ale taka jest specyfika pływania długodystansowego - tłumaczy. Zawodnika podczas próby cały czas ubezpieczają ratownicy. Jednak nawet podczas przerw, dotykanie płynącej obok łodzi jest niedozwolone. Pływakowi można rzucić boję, której można trzymać się w czasie posiłku. Przerwa na jedzenie jest średnio co pół godziny, przyjmuje się tylko płyny.

Kluczowa podczas prób jest pogoda. Na kanale La Manche problemem była nie tylko niska temperatura wody. Zgodnie z tradycją na tym akwenie nie można stosować pianki, czyli stroju, dzięki któremu łatwiej utrzymać temperaturę. Obowiązującym strojem są slipki i czepek. Tylko wtedy próba zostaje zaliczona przez światowe federacje.

Inny problem występuje na Gibraltarze. Z hiszpańskiej Taryfy do wybrzeży Maroka jest w linii prostej 14 km. Rzeczywisty dystans to 18-20 km, w zależności od prądów. W tej cieśninie pływak nie może się smarować lanoliną. Ten zwierzęcy tłuszcz pomaga utrzymać temperaturę ciała. Na Gibraltarze może jednak zwabić rekiny. Wielu pływaków z powodu zbliżenia się tych zwierząt musiało przerywać próby. - Na Gibraltarze powinno się udać. Nie przewiduję takich problemów jak podczas startu w Anglii - mówi Tomasz Chwaliszewski.

Korona Oceanów

Wyzwaniem rozplanowanym na lata jest przepłynięcie siedmiu odcinków na otwartych wodach, Korony Oceanów. Tworzą ją kanał La Manche, Cieśnina Gibraltarska, Kanał Północny (między Irlandią a Wielką Brytanią), Cieśnina Cooka (między wyspami Nowej Zelandii), kanał Molokai na Hawajach, kanał Catalina (między wyspą Catalina i Kalifornią) oraz cieśnina Tsugaru (między japońskimi wyspami Honsiu i Hokkaido). Do tej pory nikt nie pokonał wszystkich tych odcinków. - Dlatego chcę tego dokonać, ale wszystko zależy od sponsorów. Jeden wyjazd w Europie to ok. 25 tys. zł. Poza kontynentem koszty zdecydowanie rosną - mówi Chwaliszewski.

O czym pływak długodystansowy myśli podczas startu? - Po dłuższym czasie czuję się jak w próżni. Pustka w głowie, nie myśli się o niczym. Pracują tylko ręce i nogi. Głowa jest wyłączona, to pomaga - opowiada. Nie słyszy nawet gwizdka z płynącej obok łodzi. Żeby przypomnieć o jedzeniu i piciu, członkowie zespołu rzucają przed pływakiem bidon na lince.

W pływaniu długodystansowym przypadki śmiertelne się zdarzają. Zawodnicy nie zdają sobie sprawy, że są na skraju wyczerpania. - W sytuacji krytycznej jeszcze nie byłem. Nie wiem, czy potrafiłbym ocenić własne siły. Ale nie jestem ryzykantem, wszystko staram się wykonać w ramach rozsądku - mówi. Z tego powodu zrezygnował z próby na kanale La Manche. W przyszłości próbę przepłynięcia z Anglii do Francji chce powtórzyć. Trasa w odwrotnym kierunku jest zgodnie z prawem niemożliwa. Z powodu wielu przypadków śmiertelnych Francuzi na takie starty nie pozwalają.

Komentarze (1)
Mount Everest to za mało. Porwał się na trudniejsze i groźniejsze wyzwanie
Zaloguj się
  • niemcz28

    Oceniono 2 razy 0

    To co robi Tomasz Chwaliszewski jest niesamowite. Nie dość, że bije rekordy to jeszcze ostatnio czytałam na eosielsko.pl/ że chce stworzyć w Osielsku klasę sportową, żeby dzieciaki miały lepse warunki do trenowania

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX