Horror w Toruniu. Artego przegrywa w Toruniu z Energą

Sobotni mecz o wszystko rozstrzygnie, czy koszykarki Artego Bydgoszcz zakończą sezon z medalem. We wtorek po niesamowitym meczu przegrały w Toruniu z Energą 61:59. O wyniku zdecydowała ostatnia akcja.
Obserwuj autora na Twitterze @R_Jaskot

Do Torunia koszykarki jechały z myślą, że to ma być ostatni mecz sezonu. Taki był ich cel. Spiker zawodów miał przed sobą scenariusz wręczenia brązowych medali - gdzie podczas dekoracji powinny stać zawodniczki, kto ma zostać wyczytany jako pierwszy. - Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli z tej ściągi korzystać - mówili przed meczem organizatorzy.

Tuż za ławką rezerwowych Artego usiadł prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Trzy rzędy za nim mecz oglądał Jan Szopiński, do niedawna jego zastępca. Spotkanie obserwował w towarzystwie Piotra Makowskiego, trenera reprezentacji siatkarek, a wcześniej bydgoskich drużyn.

Stawka meczu sparaliżowała bydgoszczanki. Błędy, które popełniały, można nazwać kardynalnymi. Na początku spotkania notowały straty w najprostszych sytuacjach, przy niektórych rzutach piłka nawet nie dotykała obręczy. Po udanym rzucie z dystansu Leah Metcalf Artego przegrywało 4:5. Kolejne punkty zdobywały głównie torunianki - Jelena Velinović, Lorin Dixon i Sybil Dosty. Po 12 minutach, gdy Energa prowadziła 27:12, przerwę na żądanie wziął Tomasz Herkt. - Agresywniej w obronie! Uciekają nam! - krzyczał do swoich zawodniczek. Nie pomogło. Chwilę później po akcji Joyce Iamstrong Energa wygrywała 34:15. Na przerwę bydgoszczanki schodziły ze świadomością, że aby odebrać brązowe medale, muszą odrobić stratę 15 punktów.

Sił i determinacji w drugiej połowie naszym koszykarkom nie brakowało. - Gramy do końca! - przekrzykiwały się przy każdej przerwie w grze. Bydgoszczanki rzucały się na parkiet, walczyły o każdą piłkę. To było jednak za mało. Pierwsze akcje w trzeciej kwarcie to celne rzuty z dystansu Velinović i Weroniki Idczak. Bydgoszczanki traciły aż 20 punktów. Nieskuteczna była Leah Metcalf, była zawodniczka Energi. - Jak masz okazję, to penetruj, idź na kosz! - irytował się trener Herkt. To od Amerykanki zależy w grze bydgoskiego zespołu najwięcej.

W trzeciej kwarcie cios w twarz dostała Martyna Koc. Bydgoszczanka zalała się krwią. Za emocjonalne zachowanie wobec braku reakcji sędziów sama została ukarana przewinieniem technicznym. Energa wygrywała 50:33. Tak wielką przewagę niemalże roztrwoniła. Raz za razem trafiały Amisha Carter i Elżbieta Mowlik. Na półtorej minuty przed końcem Artego przegrywało 53:57. Po celnym rzucie osobistym Jessiki Lawson były już tylko trzy punkty różnicy. Piłkę przechwyciła Metcalf i trafiła. Przy wyniku 59:56 i 19 sekundach do końca meczu to Artego było w posiadaniu piłki. Rozrysowana przez trenera Herkta akcja została wykonana idealnie. Z dystansu trafiła Mowlik. Ostatni głos należał jednak do gospodyń. Niemal równo z syreną do kosza trafiła Dixon. Piłka zatańczyła na obręczy i już po ostatniej sekundzie meczu wpadła do kosza. Bydgoszczanki długo nie mogły uwierzyć w to, co się stało. Nie schodziły do szatni. Kilka minut siedziały w milczeniu i nie mogły pogodzić się z porażką. - Nie będę odkrywczy. O wyniku zdecydowały pierwsze dwie kwarty. Być może wynika to ze zlekceważenia przeciwnika - mówił po meczu Herkt.

Trzecie, decydujące o brązie spotkanie zostanie rozegrane w sobotę w hali Chemika przy ul. Glinki.

Energa Toruń - Artego Bydgoszcz 61:59 (20:12, 17:11, 15:14, 9:22)

Energa: Velinović 18 (2), Idczak 15 (2), Dosty 10, Iamstrong 9 (1), Dixon 6, Ratajczak 3 (1), Darnikowska 0.

Artego: Metcalf 16 (3), Mowlik 15 (3), Carter 15, Lawson 11, Jeziorna 2, Koc 0, Pietrzak 0.