Ryszard Tarasiewicz: Zawisza na pewno zostanie w moim sercu

W ubiegłym sezonie Ryszard Tarasiewicz doprowadził Zawiszę do największego sukcesu w historii klubu. Teraz wraca do Bydgoszczy jako trener kieleckiej Korony
W pierwszej kolejce Ekstraklasy Korona Ryszarda Tarasiewicza przyjedzie do Bydgoszczy. - Sentyment zostaje. Zawód, który wykonuję, determinuje pewne decyzje. Jako piłkarz - gdybym nie musiał wyjechać - pewnie całą karierę spędziłbym we Wrocławiu. Jestem domatorem i nie lubię zmian. Zawisza na pewno zostanie w moim sercu. Po 19 latach udało się awansować do ekstraklasy, a potem do "ósemki" i zdobyć Puchar Polski. Trafiłem na fajną grupę piłkarzy, którzy szybko zrozumieli i realizowali moją wizję. To był na pewno sympatyczny rok - powiedział w rozmowie z kielecką "Gazetą Wyborczą".

Szkoleniowiec Korony był pytany m.in. o kandydatów do spadku: - Teoretycznie słabszych zespołów jest mniej niż w poprzednim sezonie. Beniaminkowie Łęczna i Bełchatów zaczynają z dobrego poziomu organizacyjno-finansowego, ale także sportowego. Patrzę przez pryzmat Zawiszy sprzed roku, gdzie mogłem na jakiekolwiek wzmocnienia liczyć dopiero po kilku kolejkach. Teraz w Bydgoszczy jest już zupełnie inaczej. Dwa tygodnie temu kadra była już dopięta. I tak samo jest w Łęcznej, Bełchatowie, Podbeskidziu czy Cracovii. Każdy odpowiednio szybko zabezpieczył kręgosłup drużyny. Ten sezon dla wszystkich zespołów będzie dużo trudniejszy - powiedział.

Tarasiewicz ostrożnie wypowiedział się o portugalsko- brazylijskiej kolonii w Bydgoszczy. - Podobny casus jak w Lechii. Jeśli się sprawdzą, to wszyscy na tym skorzystają. Piłkarze, trener, klub. Eksperyment, który może, ale wcale nie musi się udać. Czy liczy przed meczem na kwiaty od Radosława Osucha? - Nawet o tym nie myślałem. Kiedy z Zawiszą przyjechaliśmy do Wrocławia i Śląsk zrobił mi niespodziankę, byłem ogromnie zaskoczony. Takie momenty są sympatyczne, ale ja czuję się wtedy skrępowany, trochę zażenowany. Nie mam parcia na szkło, nie muszę się pokazać, nie zależy mi na splendorze. Gdy byłem piłkarzem, moje miejsce było na boisku, teraz najlepiej czuję się przy ławce. 

Cała rozmowa na kielce.gazeta.pl