Tydzień na poprawki w Zawiszy. Obrona woła o pomstę do nieba

Po porażce z Jagiellonią trener Jorge Paixao tłumaczył swych zawodników zmęczeniem. Po nim jednak tydzień już odpoczywali, ale to niczego nie zmieniło, szczególnie w poczynaniach w defensywie To teraz najsłabszy punkt Zawiszy i formacja, w której należy najwięcej poprawić.
We Wrocławiu zagrała w składzie: Sebastian Ziajka, Andre Micael, Samuel, Joshua Silva. We wcześniejszych meczach trener Paixao różnie układał czwórkę obrońców. Pewne miejsce miał w niej tylko Ziajka, przestawiony po transferze Igora Lewczuka do Legii z lewej na prawą stronę obrony. W środku defensywy grali, w różnych konfiguracjach, Andre Micael, Łukasz Nawotczyński, Samuel i Silva. Po lewej stronie najczęściej występował Piotr Petasz, którego we Wrocławiu zastąpił Silva. Polak jest kontuzjowany.

Liczby mówią wiele

Obojętnie jednak, jak jest defensywa zestawiona, gra ciągle słabo. Liczby nie kłamią: w pięciu meczach ekstraklasy i Ligi Europy Zawisza stracił 10 goli (1:2 i 1:3 z Zulte Waregem, 2:0 z Koroną, 1:3 z Jagiellonią i 1:2 ze Śląskiem). Gdyby doliczyć jeszcze Superpuchar z Legią, tych straconych bramek byłoby 12 (3:2 z warszawianami). Średnio więc rywale strzelają zawiszanom 2 gole w meczu.

Trudno wygrywać, bo przy takiej przeciętnej samemu trzeba zdobywać aż trzy gole. Tak się zdarzyło tylko w Superpucharze. W pojedynku z Koroną wystarczyły dwa, ale wówczas bydgoszczanie zagrali, jedyny raz w sezonie, na zero z tyłu.

Jak bydgoszczanie tracą gole? Generalna odpowiedź: zbyt łatwo. Decydują o tym gapiostwo, spóźniona reakcja, brak asekuracji, indywidualne błędy.

I najważniejsze: bydgoszczanom brakuje agresji i dynamiki. Z tego wynikają wcześniej wymienione błędy.

Przykładem jest pierwszy gol stracony we Wrocławiu: Zobaczcie, jak Robert Pich strzela na 1:0 dla Śląska.

Wrocławianie zbyt prosto i łatwo rozgrywali akcje. Mieli wiele miejsca w środkowej strefie boiska. Tam też brakowało zawodnikom agresji w dojściu do przeciwnika.

Przykład to drugi gol Picha dla Śląska.

- Zespół ciężko trenuje. To się też przekłada na brak dynamiki. Trener przekonuje mnie, że to się z czasem zmieni. Piłkarze odzyskają świeżość - mówi właściciel klubu Radosław Osuch.

Zmęczenie już nie jest alibi

Sam Kamil Drygas, najlepszy piłkarz Zawiszy w meczu ze Śląskiem, nie wystarczy. Kapitan bydgoszczan nie może być wszędzie. We Wrocławiu harował za dwóch, był najbardziej aktywnym zawodnikiem.

Strzelił nawet gola - zobacz wideo.

Po porażce z Jagiellonią Paixao tłumaczył swych zawodników zmęczeniem. Rzeczywiście, wówczas musieli w upale rozegrać w 10 dni cztery spotkania. Tydzień odpoczynku jednak niczego nie zmienił.

Najbardziej martwi postawa nowo sprowadzonych defensorów. Samuel jest wolny, do tego jeszcze popełnia błędy techniczne. Po jednym z jego niedobrych wybić piłki z pola karnego Sebastian Mila miał świetną okazję. Trafił w poprzeczkę. Nie przynoszą także specjalnego pożytku jego zagrania uruchamiające ofensywę. Długie podanie mijające drugą linię do ataku są zbyt często niecelne.

I wreszcie Silva - jeden z pierwszych transferów tego lata. Lewonożny piłkarz miał być dobrą opcją na lewą stronę obrony. Trzeba na boku piłkarza dynamicznego o dużej szybkości, który umie błyskawicznie pobiec do przodu, żeby wesprzeć atak i wrócić do obrony. Wysoki Portugalczyk nie prezentuje jak do tej pory takich cech. Wymowna była jedna sytuacja z meczu ze Śląskiem. Zawisza przeprowadzał kontratak. Piłkę miał w środku pola Drygas. Aż prosiło się, żeby podać wtedy na lewe skrzydło, bo ta strona boiska była odkryta. Drygas jednak nie podał tam piłki - z prostego powodu. Brakowało w tym miejscu Silvy, który został na swojej połowie. Z akcji oczywiście nic nie wyszło. A to była dobra okazja do wyrównania.