Sportowe blaski i cienie prezydenta Bruskiego. Zawisza na plus. Polonia na minus

Najcenniejszym osiągnięciem Rafała Bruskiego w rządach nad bydgoskim sportem jest to, że przez cztery lata swej kadencji próbował go jak najmocniej oddalić od polityki. Udało się to, niestety dla sportu, tylko połowicznie. Najgorzej wyszedł na tym żużel w Polonii, najlepiej - futbol w Zawiszy
Dziś rozpoczynamy cykl tekstów, w których ocenimy prezydenta i jego czteroletnią kadencję. Na pierwszy ogień idzie lokalny sport. Jak ważna to część ratuszowej działalności świadczą pieniądze, które miasto przekazuje na bydgoskie kluby

Podliczyła je niedawno, i to nie w całości, Najwyższa Izba Kontroli. Sprawdziła, w jaki sposób Bydgoszcz i 13 innych największych miast w kraju, przekazywały w latach 2011-13 pieniądze na promocję. Liderem tych wydatków była w tym czasie Warszawa - 86 mln zł i Gdańsk - 59 mln zł. Bydgoszcz z 53 mln zł znalazła się jednak już na trzecim miejscu.

Z raportu NIK wynika, że w większości z kontrolowanych miast główna część reklamowego tortu dostawał sport. Nie inaczej było u nas. Ratusz Bruskiego dzielił promocyjne pieniądze w ten sposób, że niemal dwie trzecie z nich docierało do klubów, w lwiej części tych największych, najbardziej popularnych i odnoszących największe sukcesy: Polonii, Zawiszy, Delekty/Transferu, Pałacu i Artego.

Byłoby tej kasy więcej, gdyby nie decyzja prezydenta z początku jej kadencji. Wówczas zakazał szefom spółek komunalnych finansowania sportu. Za czasów Romana Jasiakiewicza i Konstantego Dombrowicza bywało to nagminne działanie. Pieniądze np. Wodociągów i KPEC trafiały do miejskich drużyn. Rozstrzygnięcie Bruskiego było odpowiednią próbą i dobrym krokiem w kierunku odcięcia w Bydgoszczy sportu od polityki. Ideałem byłoby oczywiście, żeby kluby rozwijały się i osiągały sukcesy całkowicie niezależnie od samorządowej kasy podlegającej kaprysom polityków wybieranych raz na cztery lata. Do tego jednak wszędzie w Polsce daleko, a w bydgoskich warunkach, gdzie lokalnych sponsorów jak na lekarstwo, to praktycznie niemożliwe.

Dlatego, w imię przejrzystości, lepszy jest już podział miejskich pieniędzy przeznaczonych na promocję niż zakulisowe decyzje i kasa załatwiana w zaciszu gabinetów prezesów komunalnych spółek.

Drugim krokiem Bruskiego była szybka decyzja o sprzedaży drużyn, które od kilku lat należały do ratusza. Żużlowa Polonia, piłkarski Zawisza i siatkarska Delecta (obecnie Transferu), jako miejskie spółki najmocniej związane zostały z ratuszem i polityką. Za kadencji Dombrowicza, z różnych względów, zostały samorządową własnością. Polonii rzucono wówczas, niezbędne jej do przeżycia, koło ratunkowe. Dla Zawiszy, który występował w II lidze, a więc dopiero na trzecim poziomie rozgrywek w kraju, ratuszowe pieniądze miały dać szanse na awans w ligowej hierarchii. Tylko siatkarze daliby sobie radę sami.

Prezydent postanowił szybko zerwać krępujące więzy. Odpowiedzialność właściciela ciąży bowiem miastu. Drużyny potrzebowały coraz więcej pieniędzy, a Bruski, ze względów społecznych, nie mógł sobie pozwolić na upadłość żadnej ze miejskich spółek sportowych. Decyzja o ich sprzedaży była więc oczywista. Okazała się jednak połowicznym sukcesem. Wspólnie z Sebastianem Chmarą, który na początku kadencji zajmował się w ratuszu sportem, znalazł nabywcę tylko na Zawiszę.

Latem 2011 roku piłkarzy, którzy wówczas awansowali z II do I ligi, kupił Radosław Osuch. Poznaniak był futbolowym menedżerem. Transakcja okazała się bardzo udana, przede wszystkim ze względu na błyskawiczne sukcesy drużyny pod kierunkiem nowego właściciela. W 2012 roku Zawisza przegrał walkę o ekstraklasę w ostatniej kolejce. W 2013 już awansował, a w tym roku piłkarze z Bydgoszczy osiągnęli największe sukcesy w dziejach miasta i klubu. Zdobyli Puchar Polski, a w pojedynku o Superpuchar pokonali mistrza kraju. Zawisza był też dla Bruskiego próbą, kiedy wybuchł konflikt między kibolami a właścicielem zespołu. Prezydent twardo postawił się kibolom i stoi po stronie Osucha.

Największą porażką Bruskiego okazała się Polonia. Cztery lata temu, kiedy walczył o pierwszą kadencję, żużel był sportowym tematem najsilniej wykorzystywanym w kampanii. Pokazywał się wtedy z Tomaszem Gollobem. Obiecywał kibicom speedway nowy stadion. Po czterech latach rządów Polonia nadal się gnieździ na przestarzałym obiekcie przy Sportowej, a drużyna zaliczyła w tym sezonie najsłabszy wynik w dziejach klubu. Symbolem tej porażki Bruskiego i jego ekipy jest niezdolność do znalezienia kompetentnego szefa, w końcu ratuszowej spółki. Szczytem był wybór prezesa spółdzielni metalowców w Tucholi. Odszedł, kiedy ratusz się zorientował, że żużlem w Polonii chce się zajmować tylko przez dwa dni w tygodniu. Bo resztę czasu zamierzał poświęcać na swoją spółdzielnię.

Jaki stopień wystawisz rządom Rafała Bruskiego nad bydgoskim sportem?