Sandomierski ocenia swoją formę. Bardzo krytycznie

Bramkarz Zawiszy Grzegorz Sandomierski nie oszczędza siebie i swej sportowej formy. - Chciałem szybko podbić ligę belgijską, a potem ruszyć w jeszcze szerszy, piłkarski świat. Niestety, życie zweryfikowało wszystko - mówi zawodnik bydgoskiego klubu
W 2010 roku Sandomierski był reprezentantem Polski. Potem wyjechał za granicę. Wrócił latem tego roku do Zawiszy, ale także w Bydgoszczy stracił miejsce w pierwszej jedenastce.

Swoje zagraniczne występy zaczął w Genk (Belgia), potem był próbowany w Blackburn i Dinamie Zagrzeb, ale bez powodzenia. - Przygoda zagraniczna na pewno nie była taka, jaką sobie wymarzyłem, i nie udało się tego zrealizować. Byłem w naprawdę dużych klubach z wieloma znanymi zawodnikami światowej klasy, rozegrałem kilka meczów, które zostaną w mojej pamięci na długo, ale to ciągle nie to, czego chciałem, o czym marzyłem. Wyjazd może był zbyt pochopny, ale czasu nie cofnę i nie mam już co do tego wszystkiego wracać - mówi Sandomierski w rozmowie z oficjalnym portalem wkszawisza.pl

- Po wyjeździe do Genk, kiedy usiadłem na ławce i cały czas nie mogłem się z niej podnieść, chciałem po prostu grać. Stąd te wszystkie decyzje o wypożyczeniach, ciągłych zmianach miejsc. Wszystko było spowodowane chęcią grania i spełnienia swoich ambicji - opowiada Sandomierski. O swoim powrocie do kadry mówi realistycznie. - Na dzień dzisiejszy jest to praktycznie niemożliwe. Zaczynając od tego, że z formą nie jest najlepiej, a kończąc na ogromnej konkurencji. Polscy bramkarze grają w bardzo dużych klubach i to grają z powodzeniem.