Mariaż mydła z powidłem, czyli politycy o Polonii

To był tydzień cudów, różnych, także politycznych, które dotknęły bydgoskiej Polonii - pisze w felietonie ?W poprzek boiska? Wojciech Borakiewicz.
Właściciel Zawiszy Radosław Osuch ogłosił, że jego piłkarze wygrają trzy mecze i jeszcze jeden zremisują, z tych czterech spotkań, które zespołowi pozostały jeszcze w tym roku do zagrania. Musieliby nagle wypić po pięćset red bulli, żeby dodać sobie skrzydeł i spełnić ultimatum swego szefa. Nic przecież, poza takim nadprzyrodzonym darem, nie wskazuje, że coś się w nich nagle odmieni. Ale to akurat nic w porównaniu z cudownym przymiotem, który zyskała bydgoska Polonia. Zjednoczyła i połączyła wspólnotą pragnień Sojusz Lewicy Demokratycznej z Nową Prawicą Janusza Korwina-Mikkego. Jedni i drudzy zaczęli kochać Polonię, kreślić jej barwną przyszłość, mówiąc o niej niemal w tym samym tonie.

Szanowna Polonio - teraz naprawdę nadszedł czas, żeby się bać. Cóż bowiem może powstać z takiego mariażu ognia z wodą i mydła z powidłem. Dzieci z tego nie będzie, a jeśli już, to z pewnością niepiękne. Nadzieja w tym, że czasu na skonsumowanie związku jest niewiele - trwa przecież tylko do wyborów, a one już za kilka dni. Lewica z prawicą musiałyby się więc pospieszyć, żeby zdążyć do niedzieli.

Fundamentem politycznego sojuszu SLD i korwinowców są tylko przedwyborcze obietnice. Hasło "nowy stadion dla Polonii" jest odmieniane przez wszystkie przypadki.

Jak widzą przyszłość żużlowego obiektu ludzie lewicy i prawicy?

"Nadszedł czas na odważne decyzje w sprawie stadionu, tak aby nie stał się kolejną po Torbydzie, straszącą wizytówką miasta. Jesteśmy przekonani, że znajdzie się miejsce na nowy wielofunkcyjny obiekt, który nie tylko posłuży sportowcom, ale również będzie miejscem zabaw dzieci i młodzieży oraz spędzania wolnego czasu przez starszych" - ogłosili w poniedziałek młodzi działacze lewicy, kandydaci do rady miasta.

Ekipa spod znaku Korwina-Mikkego spóźniła się dwa dni, ale obiecuje podobne rzeczy: - Wyremontujemy stadion Polonii, na to muszą się znaleźć środki. Teraz meczów nie da się oglądać. - zapowiedział w środę kandydat Nowej Prawicy na prezydenta Bydgoszczy Marcin Sypniewski.

Ludzie w żużlowej Polonii mogą zresztą przeżyć deja vu. Cztery lata temu ówczesny kandydat do prezydenckiego fotela także obiecywał nowy stadion, a kiedy już wybory wygrał, najpierw przedstawiał plany lokalizacji - gdzieś koło Auchan w Fordonie - a potem były nawet kreski na planie przebudowy obecnego obiektu. Pojawił się nawet kosztorys i pieniądze na rozpoczęcie prac projektowych. Rafał Bruski i Platforma Obywatelska nie była daleka od obecnych obietnic z lewa i prawa nadchodzących. Ale wtedy to także był czas wyborów.

Lewicowi kandydaci do rady z wyrzutem o tym napisali i mówili, kiedy zebrali się przed stadionem Polonii: "Przypominamy dziś tę obietnicę - przy billboardach kandydatów Platformy Obywatelskiej, wiszących na płocie nieremontowanego od lat stadionu. Jakże symboliczny, a zarazem groteskowy wymiar ma umieszczone w tym miejscu hasło: "Inni obiecują, ja buduję!". Warto jednak najpierw rozliczyć się przed wyborcami z wcześniejszych - jak się okazuje - pustych obietnic, zanim "obiecywanie" wytknie się innym."

Święte słowa, chciałoby się powiedzieć. Już po chwili bowiem ci sami ludzie lewicy, Magdalena Marcinkowska oraz Ireneusz Nitkiewicz, Tomasz Puławski i Krystian Kisiel sami nie robili nic innego tylko obiecywali, obiecywali i obiecywali.

Kandydat Sypniewski z Nowej Prawicy dodał coś od siebie kibicom bydgoskiego klubu.

- Chcę zagwarantować kontrolny pakiet akcji stowarzyszeniom związanym z kibicami Polonii. Chodzi o to, żeby nie było jak na Zawiszy, czyli klub bez kibiców. Będzie to model taki, jak w Hiszpanii - twierdzi Sypniewski.

Ma być więc pomysł na kształt socios, ale nie końca. Grupa kibiców ma według niego uzyskać wpływ na kluczowe decyzje, ale nie weźmie już na siebie odpowiedzialności finansowej - także za skutki swych poczynań.

Marzeniem obecnego właściciela Polonii, czyli miasta, jest sprzedaż klubu. Bruski się także o to starał i nic z tego nie wyszło. Nowa Prawica, jak przystało na korwinowców z krwi i kości, także jest za prywatną własnością, ale jej kandydat do prezydenckiego fotela na jednym oddechu dodaje - Kibice będą mieli prawo weta w stosunku do osób zarządzających.

Nie powiedział tylko, czy zna prywatnego inwestora, który kupi taki biznes, w którym ktoś może blokować jego decyzje. To akurat najlepsza droga, by Polonia na zawsze pozostała samorządową własnością.

Kandydaci do samorządowych stołków i foteli prześcigający się w odmalowywaniu nowego stadionu lubią przemilczać problem pieniędzy na jego budowę. Bagatelizują koszty albo unikają tematu.

Bruski już się zdążył z nim zmierzyć i po czterech lat rządów nie jest skory do obietnic w kwestii żużlowej Polonii. Jak już mówi, to przyznaje się do złamania jednej z nich - Miasto miało finansować zawodowe drużyny do 50 procent budżetów. W przypadku Polonii było więcej.

Te dwa zdania mówią dziś więcej o kryzysie żużla, który obecnie dotknął nie tylko Bydgoszcz, ale wiele innych klubów, gdzie płacono więcej niż było w kasie - i to przez lata.

Dlatego szefowi Polonii Andrzejowi Polkowskiemu życzę: Jak najmniej buńczucznych obietnic w czas wyborów, a jak najwięcej czasu na spokojną robotę przy odbudowaniu klubu na zdrowych fundamentach. Smutny los żużla w Częstochowie i Gdańsku są wystarczającą przestrogą.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz