Remisami się nie utrzymamy. Zawisza potrzebuje zwycięstw

- Cierpliwość - tak określił trener Mariusz Rumak najważniejszą cechę, którą powinien posiąść bydgoski Zawisza. Piłkarze zagrali więc w Białymstoku cierpliwie - i dzięki temu nie stracili gola. Do cierpliwości trzeba jednak dodać skuteczność. Bez niej bowiem nie będzie goli i zwycięstw, a samymi remisami nie da się utrzymać ekstraklasy.
Rumak postanowił odbudować pewność siebie i gruntownie nadszarpniętą wiarę we własne umiejętności bydgoskiej drużyny. Zespół Zawiszy ma aż za wiele powodów, żeby czuć się właśnie w taki sposób: ostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy z potężną stratą do rywali, tylko 9 punktów po 17 kolejkach, najwięcej straconych goli. Bydgoszczanie nie mają się z czego cieszyć.

Rumak postanowił odbudować morale zespołu. Dwa pierwsze spotkania rundy rewanżowej nadawały się znakomicie do tego. Zawisza grał na wyjeździe w Kielcach i Białymstoku, a w tym sezonie bydgoszczanie jeszcze nie zdobyli punktów na obcych boiskach.

Aby się udało przywieźć je z tych meczów, trzeba najpierw wzmocnić defensywne fundamenty drużyny - pięta achillesowa zespołu w tym sezonie.

Zawisza znalazł bramkarza

W Kielcach głównym architektem remisu był bramkarz Grzegorz Sandomierski. Rumak wstawił go do jedenastki po dwumiesięcznej przerwie. To był udany manewr. Sandomierski zagrał pierwszy udany mecz w Zawiszy. Został wybrany do Jedenastki Kolejki. W spotkaniu z Koroną bydgoszczanie mieli dodatkowo szczęście, bo zawodnicy z Kielc wypracowywali sobie doskonałe okazje. Kończyło się to jednak pudłami lub interwencjami bramkarza.

W Białymstoku z grą w defensywie udało się pójść o krok dalej. Sandomierski znowu grał pewnie, ale czwórka obrońców i wspomagający ją pomocnicy także spisali się o niebo lepiej.

Piłkarze Jagiellonii mieli najlepszą okazję w pierwszej połowie, kiedy wyprowadzili Mateusza Piątkowskiego do sytuacji sam na sam, ale Sandomierski był lepszy.

Bydgoszczanie starali się grać z "cierpliwością". Wymieniali na własnej połowie bardzo wiele podań, a kiedy była taka potrzeba, bez pardonu wybijali piłkę. Zagrali bez ryzyka i unikali irytujących strat, po których tracili wcześniej gole.

Taka postawa musiała się także odbić na grze ofensywnej - okazji do strzelenia bramek było tym razem niewiele. Trzy z nich mogły być wykorzystane: strzał Kamila Drygasa z pola karnego, niestety za bardzo w środek bramki; akcja Sebastiana Ziajki zakończona dośrodkowaniem do Rafaela Porcellisa, zbyt wysokim, by Brazylijczyk mógł piłkę sięgnąć głową oraz sytuacja sam na sam, niewykorzystana przez Luisa Carlosa.

Zabrakło jednak skuteczności. Wielka szkoda, bo pojedynek w Białymstoku był z gatunku tych piłkarskich widowisk, w których o wyniku decyduje jedna bramka.

Zawiszanie zaczęli zyskiwać jednak pożądaną przez Rumaka pewność - w końcu nie stracili gola po raz pierwszy od 20 lipca. Tylko w pierwszej kolejce sezonu, zdołali zachować czyste kont (2:0 z Koroną Kielce). Potem stracili 39 bramek

Remis nie wystarczy

Remisy to jednak za mało, żeby odrabiać straty i gonić bezpieczną od spadku strefę. Ciągle bydgoszczan dzieli od niej aż 10 pkt.

Po 0:0 w Białymstoku piłkarze nie są także już w stanie wypełnić punktowego ultimatum postawionego przez Radosław Oscucha. Mieli zdobyć w pięciu ostatnich meczach tego roku 10 pkt. Mają dwa i jeszcze tylko dwa mecze do zagrania (a więc maksymalnie 6 pkt do zgarnięcia).

To jednak ma mniejsze znaczenia, bo zmiany w zespole i tak były nieuchronne. Już się zresztą rozpoczęły. Bernardo Vasconcelos został pożegnany w klubie - za sprawą decyzji Rumaka. Przesunięcie do rezerw Anestisa Argyriou, Wahana Geworgiana i Piotra Petasza pokazuje, kto jest następny w kolejce do pożegnania się z zespołem.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz